Wszystko zostało już powiedziane. I niewiele z tego wynika. Teren na Kongresie Polityki Miejskiej

 

Samorządowe Forum Kultury, Kongres Polityki Miejskiej, Kongres Gmin Wiejskich – to tylko w środku października. Patrząc na kalendarz wydarzeń poświęconych miastom, samorządom i przestrzeni publicznej, można odnieść wrażenie, że samorządowcy nic tylko jeżdżą na zjazdy i konferencje, dyskutują, wymieniają doświadczenia, ściskają ręce, uczą się od siebie nawzajem i potem wracają do siebie i wdrażają podpatrzone u sąsiadów rozwiązania. Po każdym takim wydarzeniu mam wykluczające się wrażenia, że wszystko już gdzieś sobie powiedzieliśmy, coś napisaliśmy, policzyliśmy i wypracowaliśmy propozycje rozwiązań i z drugiej strony, że tak często nie mówimy o tym, co naprawdę ważne, co będzie się liczyć w przyszłości, co liczy się dla mieszkańców.

 

Takie też mam odczucia po Kongresie Polityki Miejskiej, czyli tak naprawdę kongresie Związku Miast Polskich, który właśnie zakończył się w Krakowie. Słuchałem kilku paneli i spotkań i podejrzewam, że większość tam obecnych mówiła i słyszała to wszystko już wiele razy, a potem wraca do swojego miejsca rządzenia/zamieszkania, wpada w te same lokalne koleiny i potem jest, jak jest.

20171016_191120Laureaci nagród liderów samorządowych. 25 panów, 5 pań…

Ale jak przeglądam notatki, to widzę, że coś się jednak zmienia. Wszyscy jednym głosem mówili, że konieczne są nowe regulacje przestrzenne. Właściwie to usłyszałem w pewnym sensie jedno wielkie przyznanie się do lat „błędów i zaniechań” , bo przecież Związek Miast Polskich miał niemały udział w tym, jak te nasze miasta dzisiaj wyglądają i jakimi priorytetami się kierują. A tutaj, na panelu poświęconym urbanistyce, wśród prelegentów zasiadł prof. Piotr Lorens, prezes Towarzystwa Urbanistów Polskich i nie tylko nikt go nie zwymyślał od komunistów, ale wręcz był słuchany, przytakiwano mu, a paneliści zamiast polemizować, właściwie kończyli wypowiedziane przez niego zdania. I jak profesor cieszył się, że w projekcie Kodeksu Urbanistyczno-Budowlanego (aktualnie wciąż w trakcie prac w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju) są „nie tylko elementy techniczne, ale też związane z wartościami” i wyraził nadzieję, że „w trakcie dalszych prac legislacyjnych one nie zanikną”, to Michał Leszczyński z MIiR szepnął, że „wątek aksjologiczny będzie jeszcze rozbudowany”.

A już furorę absolutną zrobił dla mnie Grzegorz Muszyński, członek zarządu BGK, który znacznie bardziej żwawym niż pozostali uczestnicy głosem zwrócił uwagę na kluczową rzecz. Przecież przepisy nie zabraniały nikomu sensownie zarządzać przestrzenią miejską. – Kodeks jest potrzebny do zyskania mądrości – pytał retorycznie. – Niestety, w przestrzeni brak planu to jest dla wójta i burmistrza władza. Ustawy są ważne, ale głowy są ważniejsze. Bo prawo umiemy omijać jak Polska długa i szeroka – komentował.

Oczywiście, ustawa może gospodarowanie przestrzenią ułatwić, albo utrudnić. – Dziś można dobrze planować, ale np. odszkodowania planistyczne znacznie to gospodarowanie utrudniają. Na szczęście ten przepis, który moim zdaniem będzie traktowany za jakiś czas jak afera reprywatyzacyjna, od 1 stycznia przestanie obowiązywać – uzupełniał Michał Leszczyński. – Teraz prawo utrudnia działanie pozytywne w przestrzeni – dodał.

- Gospodarowanie przestrzenią to walka. Krzyki, sądy, prawnicy i transparenty – podsumował dr Piotr Fogel z Instytutu Gospodarki Przestrzennej i Mieszkalnictwa, a mi przed oczami znowu mignęła krakowska Kalwaryjska, która stała się iskrą rozniecającą trwający już ponad rok pożar.

Tak, to jest pocieszające, że starzy miejscy wyjadacze, jak były prezydent Poznania Ryszard Grobelny czy obecny prezydent Gdyni Wojciech Szczurek, zaczynają delikatnie dostrzegać, że nie tylko na sprawnym menadżerowaniu i przyciąganiu inwestorów zarządzanie miastem  polega. Padło sporo zdań o tym, że np. „mamy w Polsce nadpodaż terenów inwestycyjnych” i że „czas menadżerów na stanowiskach burmistrzów dobiega końca”.

Czy to jest realna zmiana, czy może zaczyna się dziać coś, przed czym ostrzegał na majowym Kongresie Ruchów Miejskich Jarosław Makowski , czyli władze miast zaczynają przejmować część postulatów ruchów miejskich, łagodzić je i koniunkrutalnie przedstawiać jako swoje – trudno powiedzieć. Ale dało się na pewno zauważyć, że język mówienia o mieście zmienia się także wśród samorządowców, i to tych długo już będących na swoich stanowiskach.

Szkoda więc, że Związek tak kiepsko podszedł do rozmów właśnie z ruchami miejskimi. Wśród panelistów było dosłownie kilku przedstawicieli NGO’sów i jeden Paweł Kubicki, dr socjologii z UJ, który rzeczywiście może się określić przedstawicielem ruchów miejskich.

Ale pół biedy brak ruchów miejskich. Myślałem, że po zagraniu Roberta Biedronia w Katowicach obciachem i siarą będzie organizowanie jakichkolwiek paneli złożonych z samych facetów. O naiwności! Na Kongresie Polityki Miejskiej wśród prowadzących panele i uczestników dyskusji w programie było 74 mężczyzn. I tylko 10 kobiet. Dla mnie panel złożony z sześciu facetów w średnim wieku wygląda już karykaturalnie… To samo było zresztą w przypadku odbierających nagrody dla liderów samorządności. Zobaczcie na zdjęcie…

Na koniec anegdotka. Gdzieś w kuluarach dowiedziałem się od znajomego samorządowca, że na spotkaniu PiS w Przysusze prezes JK podczas krótkiego wystąpienia na temat urbanistyki powiedział, że chce, „żeby Polska była ładna”. I że dla resortów to jest sygnał, żeby działać. I ja to szanuję! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *