Białystok. Amnezja w przestrzeni

Jest w Polsce miasto, którego centralny park stworzono na starym, zasypanym gruzami cmentarzu żydowskim. Prawdopodobnie gruzami z getta. To Białystok.

Książka „Białystok. Biała siła, czarna pamięć” to jedna z najważniejszych książek o miastach, jakie ukazały się w zeszłym roku w Polsce. Marcin Kącki pojechał na Podlasie, żeby zastanowić się, jak to możliwe, że na murach wciąż bezkarnie malowane są swastyki, a działacze społeczni są brutalnie szykanowani przez grupki neonazistów, jeśli tylko próbują zająć się przedwojenną i wojenną, żydowską historią miasta. Że w 2009 roku, kiedy w mieście odbywa się kongres esperantystów, ktoś rzuca koktajlem Mołotowa w budynek Centrum Ludwika Zamenhofa (ten twórca esperanto pochodził z Białegostoku). Antysemityzm i wypieranie z pamięci żydowskiej historii pewnie nie jest tylko specyfiką Podlasia, ale po pierwsze, tam niepokojące zjawiska następują po prostu w dużym nasileniu, a po drugie – wyjątkowo dużo było w Białymstoku przed wojną samych Żydów. Cały kocioł narodowościowy ubarwiają jeszcze prawosławni. Książka Kąckiego jest bardziej o ludziach i ich postawach, ale przy okazji dostajemy kilka frapujących fragmentów o… terenie zabudowanym.


Park

- Żal mi było cmentarza, szczerze panu mówię, ale nikt nie miał głowy, by to wykopać, przenieść. Wymyśliłem, by go zasypać – opowiada Kąckiemu 92-letni były architekt miejski Michał Bałasz. Jest 1954 rok, w Białymstoku wciąż mnóstwo ruin, a w centralnej części miasta kirkut – żydowski cmentarz. Niemy pomnik przeszłości, która 10 lat wcześniej odeszła bezpowrotnie. Miasto się odbudowuje, ma powstać siedziba komitetu wojewódzkiego PZPR, zaraz zaczną się budowy pierwszych blokowisk, zaraz powstanie pierwsza tysiąclatka. A na środku ten cmentarz, stanowiący po wojnie miejscówkę pijaków. Niewątpliwie, coś trzeba z tym cmentarzem zrobić. Tylko co? Dziś dobrze to wiemy – cmentarz należałoby uprzątnąć, uporządkować, ogrodzić, umieścić informację o żydowskich obywatelach Białegostoku na nim pochowanych i otoczyć opieką. Ale 1954 rok to jeszcze w Polsce stalinizm, choć Stalina już od roku nie ma, a miasto zostało pozbawione przez wojnę większości swoich dawnych mieszkańców. – Wszyscy czuliśmy, że powinno to być inaczej zrobione – mówi Kąckiemu Bałasz. Cmentarz zostaje zasypany, na wzgórzu posadzono drzewa. Proces przebiegł na tyle skutecznie, że park staje się wizytówką miasta. I z roku na rok coraz mniej ludzi wie, co kryje się pod placem zabaw, drzewami i radośnie biegającymi pomiędzy nimi psami.

Już w latach 70., Mirosław Zbichorski, ówczesny architekt miasta, twierdzi, że o cmentarzu pod parkiem nic nie wie. Powstaje wtedy monumentalny, 17-metrowy pomnik Bohaterów Ziemi Białostockiej. W 2011 roku, nielegalnie, nad ranem, dźwig z wysięgnikiem zamówiony przez grupę kombatantów, dospawa na pomniku napis Bóg, Honor, Ojczyzna, a orłu doklei koronę. Sentencja wisi do dziś.

Żeby było ciekawiej, to białostocki Park Centralny bynajmniej nie jest jedynym parkiem na cmentarzu żydowskim. Fragmenty Parku Zachodniego Wrocławia, Park Chrobrego w Lęborku, Park Miejski w Opatowie, skwer u zbiegu Gorkiego i Soplicy w Szczecinie to podobne miejsca, choć nie wszystkie kirkuty potraktowano tak bezwzględnie, jak ten w Białymstoku.

Disco

- Trzy razy mijam autem najsłynniejszą podlaską dyskotekę we Wnorach Wiechach, Scorpio, bo wygląda jak porzucona w polu kukurydzy hurtownia – pisze Kącki i po tym jednym zdaniu widzimy ten płaski, szeroki budynek rzucony gdzieś przy szosie, bo jest ich po całej Polsce rozsianych mnóstwo. – Goła cegła i wybite szyby zaklejone czarną folią, pstrokate reklamy, pokruszone schody, na piaszczystym podwórzu stłuczka szklana, dywan petów – boleśnie piękną kwintesencją wielu dyskotek, świetlic, remiz i sal bankietowych na naszych wsiach jest ten opis. – Z zewnątrz – nie przychodźcie, wewnątrz – nie wychodźcie – podsumowuje Kącki.

Drewniane domy

- Nie mamy kopalń, mamy stare domy z drewna – mówi Kąckiemu Rafał Kozłowski, inicjator akcji Białystok z drewna. Kilkunastu młodych mieszkańców Białegostoku próbuje ocalić pamięć o stuletnich nieraz domach z dzielnicy Bojary. Domów jest coraz mniej, przez dziesiątki lat zaniedbywane w większości zostały doprowadzone do ruiny. Te, które przetrwały PRL, są systematycznie eliminowane pod budowę kolejnych apartamentowców. Od kilku lat regularnie płoną, bo są wpisane do rejestru zabytków i ich legalna rozbiórka byłaby niemożliwa. – Płonie dawna siedziba magistratu, stary urząd pocztowy. Płonie dom przy Starobojarskiej, budynek przy Skorupskiej, przy Wróblej, Glinianej. Przy ulicy Wiktorii stoi tabliczka: „w tym budynku znajdowało się zakonspirowane mieszkanie, w którym kilkakrotnie przebywał w 1905 roku Józef Piłsudski” – wylicza Kącki.

Bojary to kolejny po parku na cmentarzu przykład „zabudowywania pamięci”. Gdy z przestrzeni znikają ślady przeszłości, znika również pamięć o niej. Nie wszystko oczywiście da się uratować, ale gdy o zachowanie świadectw historii walczy tylko grupka młodych zapaleńców, a miasto zamiast chronić swoje dziedzictwo, burzy je, to nie zmierzamy w dobrym kierunku. Znamienne, że, jak przyznają rozmówcy Kąckiego skupieni w grupie „Białystok z drewna”, oni także do niedawna nie wiedzieli o żydowskiej historii miasta. Grupa ma swojego bloga, gdzie dokumentuje wszystkie swoje akcje, spisuje historie starych mieszkańców, zbiera zdjęcia. Warto natomiast zwrócić uwagę, że sprawa ochrony takich starych, zniszczonych drewnianych domów nie jest jednoznaczna. Kącki rozmawia z mieszkanką jednego z nich. – Jak się mieszka w eleganckim bloku, ma się kanalizację, ciepłe kaloryfery i ściany, to łatwiej walczyć o zabytki – krzyczy do autora Anna Panas z Bojar i trudno nie przyznać jej racji, albo chociaż nie zrozumieć.

W 1919 roku Żydzi stanowili nawet 65-70 procent mieszkańców Białegostoku. Po niecałych stu latach ślady tak znaczącej większości, są w tkance miasta nieliczne. Dziś Park Centralny na zasypanym przed sześćdziesięcioma laty kirkucie jest diabolicznie celnym obrazem naszego postrzegania historii. Być może w Krakowie, w którym piszę te słowa, i w którym od lat odbywa się festiwal kultury żydowskiej, a na Podgórzu codziennie można spotkać wycieczki z Izraela, nie jest to takie oczywiste. Ale nie mam większych wątpliwości, że Polsce bliżej w tym przypadku raczej do Białegostoku niż do Krakowa.

Amnezja w przestrzeni  łączy się z otwartym antysemityzmem, jeden proces nakręca drugi. Ale spod jakiegoś krzaczka w parku zawsze może wyłonić się okruch macewy, który i tak nam o przeszłości przypomni.

„Białystok. Biała siła, czarna pamięć”, Marcin Kącki, Czarne 2015

  6 comments for “Białystok. Amnezja w przestrzeni

  1. 11 marca 2017 o 15:08

    wciągające

  2. 23 lutego 2017 o 15:19

    podoba mi się

  3. 29 listopada 2016 o 19:07

    nieprzerzednienie

  4. 9 listopada 2016 o 05:09

    nieporuszony

  5. ~Vinnie
    7 marca 2016 o 11:12

    Mieszkam w Białymstoku od 2 lat. Nie przesadzałabym z tym otwartym antysemityzmem, ale reszta tekstu – trafna. Lubię poszwędać się po nowych miejscach i odkrywać ich historię. Tutaj jest to niestety utrudnione ludzie wskażą galerie handlowe, kluby, ale raczej nic ponadto. W przewodnikach oklepany pałac Branickich, rynek, ewentualnie okolice (Supraśl itd).
    Może odbieram to przez rozleniwienie Warszawą, gdzie miałam wszystko podane „na tacy”, aczkolwiek mam wrażenie, że aby tu coś ciekawego obejrzeć trzeba się nagimnastykować.
    Co do mentalności ludzi – bijcie, ale to ewidentnie Polska B.

  6. ~Andrzej
    6 marca 2016 o 16:54

    prawie jak Fronczewski w filmie Konsul , też był oszustem na dużą skalę http://almoc.pl/img.php?id=4541

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *