Czy rower jest polityczny?

„Tak jakby świat według marksistowskiego wzorca musiał automatycznie rozwijać się tylko w jednym kierunku – nowej mieszaniny kultur i ras, świata złożonego z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i walczą ze wszelkimi przejawami religii. To ma niewiele wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami” – stwierdził ocenił minister Witold Waszczykowski w rozmowie z Bildem.

Media szybko podchwyciły, więc następnego dnia próbował prostować w TVN24.

- Jeżdżę na rowerze, ale w polskich warunkach jest to możliwe jedynie dwa, trzy miesiące w ciągu roku. „Bild” to tabloid, więc mówi się w nim językiem lżejszym, żartując z pewnych określeń, by pokazać, o co chodzi – tłumaczył. – Pewne ugrupowania w Polsce przez całe lata próbowały zindoktrynować Polaków, zmusić do pewnego sposobu życia i funkcjonowania. W ostatnich wyborach okazało się, że Polacy nie są przekonani do takiego sposobu i takich wartości, wybrali tradycję – mówił w programie „Jeden na jeden”.

Ech…

Tak, rower jest polityczny. W takim sensie, w jakim wszystko może być polityczne, bo każdą ludzką decyzję, każde działanie, można skomentować w polityczny sposób. Pamiętam taką scenę z dokumentu o bułgarskim artyście Christo, który owijał lśniącym materiałem różne obiekty krajobrazu – drzewa, wyspy, wąwozy, a także budynki. I chciał także owinąć paryski Pont Neuf. Musiał uzyskać zgodę od Jacquesa Chiraca, który wówczas był merem stolicy Francji. Idąc do niego na wizytę, Christo mówi do kamery, że bardzo nie chciałby usłyszeć od Chiraca, że „to sprawa polityczna”. I oczywiście było to pierwsze zdanie, które usłyszał.

Chirac niestety miał trochę racji. Bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wydanie przez niego takiej zgody szybko mogą obrócić przeciwko niemu jego polityczni wrogowie. Niewydanie zgody zresztą też.

waszczykowskiFot.: Facebook/Nowoczesny Maoizm

Ciekawy jestem natomiast, czy minister Waszczykowski ma świadomość, jak tragikomiczną kliszą się posługuje. Są ludzie, którzy mają tendencję do oskarżania o całe zło tego świata różne grupy społeczne, najczęściej „Żydów i masonów”. Antoniemu Słonimskiemu przypisuje się czasem (choć stuprocentowego potwierdzenia autorstwa nie znalazłem) ripostę na takie uogólnienie. – Czy wierzy pan, że za problemy współczesnego świata odpowiadają Żydzi – miał ktoś zapytać. – Nie tylko Żydzi, ale także cykliści – brzmiała odpowiedź. – A dlaczego cykliści? – A dlaczego Żydzi?

Rozumowanie ministra Waszczykowskiego łatwo da się sprowadzić do absurdu. Bo rower jest polityczny tylko wtedy, kiedy ktoś chce go takim widzieć. Czy poruszanie się po mieście rowerem świadczy o poglądach politycznych? Przekłada się na stosunek do religii, roli państwa, gospodarki? Jeżdżenie samochodem też? To w takim razie jestem jakimś schizofrenikiem, bo poruszam się i rowerem i samochodem, dobierając środek transportu w zależności od moich potrzeb i możliwości. Raz więc bywam marksistą, raz konserwatystą… czasem tego samego dnia.

Mieszanie rowerów do polityki ogólnokrajowej jest moim zdaniem kompletnie bez sensu. Ja to rozumiem na takim emocjonalnym poziomie, bo rower akurat teraz, w aktualnym momencie historii, jest popularny w Danii, Szwecji, Holandii, czy Niemczech. Czyli w krajach „starej UE”, obyczajowo nieco bardziej liberalnych od Polski. Więc konserwatywna prawica na froncie walki ze „zgniłym Zachodem” wrzuca rowery do jednego worka z religią, związkami partnerskimi, aborcją, itp. Ale ile by się retorycznie nie gimnastykować, to traktowanie roweru na tym samym poziomie, co pozostałe dzielące polityczną scenę na pół czynniki, pozostaje nielogiczne.

Mogę pić wodę, herbatę, kawę albo soki. Ten wybór nie określa mnie politycznie. Można jeść masło lub margarynę. Ten też nie. Można czytać tylko papierowe gazety, można korzystać tylko z cyfrowych mediów. Można grać w tenisa albo w piłkę nożną. Można słuchać muzyki klasycznej albo heavy metalu. Jeździć na wakacje do Grecji albo na Mazury.

Do każdego z tych wyborów można retorycznie wprowadzić politykę. W arystokratycznego tenisa grają tylko bogate, konserwatywne, indywidualistycznie nastawione do życia snoby. Nie to co w piłkę nożną – plebejską, demokratyczną i zespołową. Pij wodę, najlepiej kranówkę – nie wspierasz żadnych koncernów spożywczych, prowadzisz zdrowy tryb życia, pewnie na dodatek biegasz (bieganie też już bywa określane politycznie…). A jak pijesz kawę, to znaczy, że nie obchodzi cię los tysięcy pracujących na plantacjach za niewolniczą stawkę ludzi z Ameryki Łacińskiej. Czytasz papierowe gazety – jesteś starym dinozaurem, nie rozumiesz współczesnego świata. Czytasz w internecie – skaczesz po tematach, na niczym konkretnym się nie znasz.

Tak samo jest z rowerami. Można wykazać się złą wolą i potraktować rowerzystów jak politycznych przeciwników. Próbuje to robić minister Waszczykowski, próbują to robić czasami prawicowi publicyści. To prymitywne pójście na łatwiznę. Tylko zarzutami emocjonalno-politycznymi można uzasadniać to, że polskie miasta tak mało inwestują w rowerową infrastrukturę. Bo miasto przyjaźniejsze dla rowerzystów oznacza miasto lepsze dla wszystkich użytkowników – jeden rowerzysta więcej na ulicy, to potencjalnie jeden samochód mniej. Czystsze powietrze i mniej korków. A budowa ścieżek rowerowych jest wielokrotnie tańsza niż budowa dróg. Poruszanie się na rowerze jest zdrowe, co obniża w dalszej perspektywy koszty leczenia schorzeń wynikających z siedzącego trybu życia. Słowem – niskie koszty, a zyski dla całości społeczeństwa całkiem spore. I, przede wszystkim, inwestycje rowerowe niespecjalnie komukolwiek szkodzą. Merytoryczne argumenty przeciwko rowerom znaleźć znacznie trudniej.

Trudno też obronić tezę o tym, że rowery i wegetarianizm mają „niewiele wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami”. Rower to stosunkowo nowy wynalazek, trudno go umiejscowić w jakiejkolwiek tradycji narodowej, na pewno nie będzie to tradycja umiejscowiona głębiej w czasie niż kilkadziesiąt lat. A jest pojazdem dość powszechnie stosowanym w całej Europie. Od Wielkiej Brytanii po Rosję. O wegetarianizmie nawet nie chce mi się pisać – obawiam się, że do połowy XX wieku zdecydowana większość Polaków jadała mięso kilka, kilkanaście razy do roku. A przed I wojną światową jeszcze rzadziej.

Rowery są zupełnie niepotrzebnie wpisywane przez prawicę w ideologiczny spór, co tworzy kolejną linię podziałów w Polsce. Rower to po prostu środek transportu – w pewnych okolicznościach najlepszy, w innych znośny, w jeszcze innych bardzo niewygodny do zastosowania. Czasem może się wiązać z jakimś stylem życia, ale łączenie go z konkretnymi poglądami to grube nadużycie. A brak prorowerowych rozwiązań w miastach, prawicy w niczym nie pomoże.

  12 comments for “Czy rower jest polityczny?

  1. 11 marca 2017 o 15:02

    naprawdę ekstra blog

  2. 9 marca 2017 o 11:54

    lubie to

  3. 24 lutego 2017 o 07:50

    masz świetnego bloga

  4. 21 lutego 2017 o 16:26

    po prostu dobry wpisik

  5. 9 listopada 2016 o 04:21

    nieprzycerowanie

  6. 7 stycznia 2016 o 14:20

    To zdanie jest nieco wyrwane z kontekstu, ale nawet samo w sobie nie wydaje mi się takie oburzające.
    Owszem rowerzyści zostali wrzuceni do jednego worka z rzeczami i ideami z którymi niekoniecznie mają dużo wspólnego, ale jak się tak zastanowić to tak – minister wymienił rzeczy, które są na zachodzie modne.
    A zachód chciałby żebyśmy bezkrytycznie zgadzali się na wszystko co nam narzuca.
    Problem nie polega ani na wegetarianach, ani na rowerzystach, ani na odnawialnych źródłach energii, ani nawet na tym czy te idea są dobre czy złe i czy nam przydatne, tylko na tym, że są nierozerwalnym blokiem pod sztandarem „tolerancji: i multikulturowości.
    A swoją drogą kultura tolerancji sama sobie zaprzecza – bo jeśli chcemy być tacy tolerancyjni, to czemu pałają taką nienawiścią do prawicowych konserwatystów? Jak sobie Polacy chcą, to niech sobie będą skostniałymi, zatwardziałymi katolami (włączając mnie ;) – należy być tolerancyjnym wobec ich dziwactw, bo na tym polega idea tolerancji.
    A rację ma też autor następnego tekstu „Rower jest tematem politycznym! I to co najmniej z kilku powodów – polemika na łamach Terenu Zabudowanego” – polityka czy chcemy tego czy nie ma spory wpływ na nasze codzienne życie i dlatego ten nieszczęsny rower, który budzi tyle emocji jest tematem politycznym.
    Tylko, że w tej akurat wypowiedzi, moim zdaniem, przywiązywanie takiej wagi do rowerzystów jest zwyczajnym czepianiem się.
    A że tłumaczyć się nie powinien był, bo to zawsze wychodzi źle, to już inna sprawa

    • ~Piotr Kozanecki
      14 stycznia 2016 o 15:59

      Problem w tym, że rowerzyści i wegetarianie nikomu nie szkodzą. Nie narzucają swoich pomysłów na ogół, koszty infrastruktury rowerowej są niewielkie, miejsca samochodom raczej nie zabierają, a wręcz przeciwnie – więcej ludzi na rowerach to mniej kierowców. Nikomu nie wadzą, a mówi się o nich źle :(

  7. ~Andrzej
    6 stycznia 2016 o 14:50
  8. 5 stycznia 2016 o 17:45

    „Merytoryczne argumenty przeciwko rowerom znaleźć znacznie trudniej.”. No jak to trudniej? Dla antyrowerowców (którzy zresztą wcale nie wywodzą się tylko ze środowiska PiS-owskiego) żaden problem! Przecież w Rzeczpospolitej pan Wojciech Czabanowski już chwali wypowiedź ministra twierdząc, że „W wielkich miastach powstają kilometry ścieżek rowerowych, które nie tylko kosztują, ale też utrudniają ruch pieszy i samochodowy, a potem świecą pustkami. Rowerzyści wolą jechać parkiem czy chodnikiem i wkurzać ludzi po staremu. Kiedy tylko zaczyna się kampania samorządowa, podnosi się jednak larum i temat staje się nagle najważniejszy. Nie wspomnę już o tym, jak irytująca dla normalnych ludzi jest masa krytyczna.”. Zaś niejaki pan Łukasz Warzecha na portalu wPotylice ;) już kiedyś dowodził, jak „w imię lewicowej ideologii sekowani są w miastach kierowcy samochodów”.
    Pamiętajmy stare powiedzenie: „jak się chce psa (w tym wypadku – rowerzystów) uderzyć, to się kij znajdzie”.

  9. ~dzikx
    5 stycznia 2016 o 17:08

    Przecież to tak ewidentne przejaskrawienie, że aż głowa boli. Gdyby to powiedział polityk innej partii to wszyscy by załapali i po 10 minutach zapomnieli, a że akurat trafił się ktoś z PiSu to od razu hurr durr faszyzm zabrania jeździć na rowerach. Ogarnijcie się, serio.

  10. ~Adam Łaczek
    5 stycznia 2016 o 16:43

    http://ibikekrakow.com/2011/03/03/rowerowe-kalendarium-krakowa/

    1869 Pierwszy rower na ulicach Krakowa
    1896 w Krakowie było już zarejestrowanych 300 rowerów.
    1899 Regulamin jazdy na kole w obrębie miasta Krakowa, wydany przez c.k. Dyrekcyę Policyi w porozumieniu z Magistratem król. stoł. miasta Krakowa
    Gdzie były wtedy samochody? :)

  11. ~Arronia
    5 stycznia 2016 o 15:48

    „Rowery są zupełnie niepotrzebnie wpisywane przez prawicę w ideologiczny spór, co tworzy kolejną linię podziałów w Polsce.”

    Myślę, że z punktu widzenia polskiej prawicy wygląda to inaczej. Upolitycznione, lewackie rowery to kolejny przyczynek do wzbudzenia resentymentu i pozyskania kolejnych wyborców przed wyborami samorządowymi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *