Jo Nesbø o Oslo

Właśnie kończę przed ostatnią książkę Jo Nesbø z cyklu z Harrym Hole, pt. „Upiory”. I znów natrafiłem na dość ciekawe opisy przestrzeni i architektury. Zacytuję dwa fragmenty.

1. Na pierwszych stronach Nesbø opisał wrażenia głównego bo bohatera, który po kilku latach wraca do Oslo:

Mężczyzna w lnianym garniturze wysiadł z przyjeżdżającego z lotniska pociągu na Dworcu Centralnym w Oslo. Stwierdził, że dzień w jego dawnym rodzinnym mieście musiał być ciepły i słoneczny, bo powietrze wciąż było łagodne, czule pieściło skórę. Z komicznie wręcz małą płócienną walizką w ręku wyszedł szybkim sprężystym krokiem na południową stronę dworca. Na zewnątrz serce Oslo –choć niektórzy twierdzili, że miasto go nie ma – biło w rytmie spoczynkowym. Nocnym. Nieliczne samochody krążące po rondzie węzła drogowego trafiały to na wschód w stronę Sztokholmu i Trondheim, to na północ ku innym dzielnicom stolicy, to na zachód w kierunku Drammen i Kristiansand. Wielkie skrzyżowanie i rozmiarami, i kształtem przypominało brontozaura, umierającego giganta, który wkrótce miał zniknąć zastąpiony domami mieszkalnymi i biurowcami w nowej wspaniałej dzielnicy Oslo z jej nowym wspaniałym budynkiem –Operą. Mężczyzna zatrzymał się i popatrzył na białą górę lodową, wznoszącą się między estakadami skrzyżowania a fiordem. Budowla już zdobyła nagrody architektoniczne na całym świecie, ludzie przybywali z daleka, żeby przejść się po skośnie opadającym w morze dachu z włoskiego marmuru. Z wielkich okien biło światło równie ostre, jak blask księżyca oświetlający budynek. Cholera, rzeczywiście upiększenie stolicy,pomyślał mężczyzna. On nie widział tu obietnic stworzenia w przyszłości nowej dzielnicy, tylko przeszłość. Tu bowiem mieściła się kiedyś główna shooting gallery w Oslo, terytorium narkomanów, gdzie robili sobie zastrzyki i odurzali się za przepierzeniem w postaci baraków, ledwie osłaniających skazane na zatracenie dzieci tego miasta. Lekka ścianka oddzielała ich od niczego nieświadomych, obdarzonych dobrą wolą rodziców socjaldemokratów. Upiększenie, powtórzył w myślach. Idą do piekła w piękniejszym otoczeniu. Minęły trzy lata, odkąd stał tu ostatnio. Wszystko było nowe. Nic się nie zmieniło.

Full_Opera_by_night

„Biała góra lodowa, wznoszącą się między estakadami skrzyżowania a fiordem”, czyli Gmach opery w Oslo.

2. I drugi fragment, w którym autor używa ciekawych nawiązań do budowy kobiecego ciała podczas opisywania architektury…

Oslo przechodziło nie tylko lifting twarzy w Bjørvika, ale zrobiło sobie też silikonowy cycek w postaci nowej dzielnicy wchodzącej w fiord tam, gdzie przedtem było zupełnie płaskie i nudne. Silikonowy cud nazywał się Tjuvholmen i wyglądał na drogi. Drogie mieszkania z drogim widokiem na fiord, drogie przystanie dla łodzi, małe drogie sklepy z modną odzieżą, w których znajdowało się po jednej sztuce każdego modelu. Galerie z parkietem z dżungli, o której nikt nigdy nie słyszał, bardziej rzucającym się w oczy niż sztuka na ścianach. Sutek nad samym fiordem nosił nazwę Magazyn Morski, ale nie mieściła się tu redakcja czasopisma dla miłośników łodzi, tylko restauracja z gatunku ekskluzywnych z cenami kalibru, który sprawił, że w rankingu najdroższych miast na świecie Oslo prześcignęło już Tokio.

Air_tjuvholmen

„Silikonowy cycek i sutek Oslo”, czyli Tjuvholmen w pełnej krasie.

  4 comments for “Jo Nesbø o Oslo

  1. 23 lutego 2017 o 13:31

    dobre dobre

  2. 29 listopada 2016 o 03:34

    niepounieważnianie

  3. 9 listopada 2016 o 04:36

    nieprzędący

  4. ~Andrzej
    25 listopada 2015 o 20:48

    to tak jak nowy firm Zatwardzenie – widziałeś? – http://www.almoc.pl/img.php?id=3511

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *