„Hawaikum”, czyli nowa odpowiedź na to, dlaczego w Polsce jest tak brzydko. Choć wszyscy chcieliby, żeby było ładnie

Przy okazji dyskusji o uchodźcach, czytając niektóre wpisy na Facebooku, miałem wrażenie, że nie tylko imigranci, ale i ja sam jestem z jakiegoś „innego kręgu kulturowego” niż spora część moich rodaków. „Hawaikum” – intrygujący zbiór esejów o polskiej przestrzeni publicznej, jest pisany właśnie z takiej pozycji – autorom wydaje się, że są z innego kręgu kulturowego niż większość mieszkańców Polski. A, żeby było ciekawiej, owa większość mieszkańców Polski wykazuje za innym kręgiem kulturowym, przeogromną tęsknotę. I tę tęsknotę widzimy w naszym krajobrazie.hawaikum2

Kolumnada niczym w starożytnych Atenach. Wszystkie fotografie pochodzą z albumu „Hawaikum” i są autorstwa duetu Agata Pankiewicz/Marcin Przybyłko

Chyba właśnie o tej tęsknocie przede wszystkim jest Hawaikum. To bardzo ciekawie pomyślany zestaw tekstów, które próbują na polu historiozoficzno-popkulturowym odpowiedzieć na pytanie – dlaczego Polska wygląda, jak wygląda. Autorzy zbioru uznali, że dominującym elementem naszej przestrzeni, jest „egzotyka”. Niekoniecznie chaos, jak się zazwyczaj sądzi, ale właśnie „egzotyka”.

Na czym ta egzotyka ma polegać? Głównie na tym, że stawiając coś w naszej przestrzeni, ciągle odwołujemy się do obcych wzorców, albo do naszych wyobrażeń o nich. Wciąż, po 2500 tysiącach lat od świetności starożytnych Aten, potrafimy stawiać korynckie kolumnady, a w Warszawie chcemy postawić Łuk Triumfalny „jak w Paryżu i Rzymie”. Plażę nad Jeziorem Rożnowskim nazywamy „Chorwacja”, włoską restaurację w podhalańskim Murzasichlu francuskim określeniem „La Chalet” a Bar w Dukli hybrydą Doner Kebap Istanbul Pizzeria Wyspa Skarbów. Totalne pomieszanie z poplątaniem. A kiedy już próbujemy się odwołać do jakiejś lokalnej tradycji, to właściwie zostaje nam XIX-wieczne wyobrażenie o kulturze górali tatrzańskich. Chaty z bali, takie, jak z Chochołowa, opanowały kawał kraju. Restauracja „polska” to dziś restauracja z drewna, podająca kilkanaście rodzajów pierogów, schabowego i kotlety drobiowe – choć żadnej z tych potraw na chłopskim stole 100 lat temu na co dzień się nie uświadczyło. A ponieważ trzeba podążać za kulinarnymi gustami Polaków, to do menu dodaje się jeszcze nieśmiertelne pizze (gatunków więcej niż we Włoszech) i makarony (zwane czasem, a jakże, pastami).

hawaikum3

Czyli do opisanego już w kilku publikacjach (przede wszystkim w „Wannie z kolumnadą” Filipa Springera i „Wrzasku w przestrzeni” Piotra Sarzyńskiego) chaosu przestrzennego dokładamy egzotykę, jako dominujący element owego bałaganu. Ale dlaczego, do diabła, egzotykę? Na to pytanie próbują, w różnych aspektach i z różnym skutkiem, odpowiedzieć autorzy tekstów w „Hawaikum”.

Zbiór otwiera wstępem wspomniany Springer. – Miało być ładnie – krzyczą wszystkie zdjęcia z tej książki. – Wyszło, jak wyszło – szepczą niektóre – pisze o fotografiach, które stanowią połowę objętości albumu. „Hawaikum”, to dla Springera słowo-klucz, którego nam brakowało. – To zgrzyt, gdy w przestrzeni odkrywamy fałsz – pisze autor „Wanny z kolumnadą”.

Kolejne eseje zajmują się różnymi aspektami naszej kulturowej egzotyki. Najgłębsza, filozoficzna wykładnia jest wzięta z pochodzącego z lat 70. tekstu ks. Józefa Tischnera pt. „Chochoł sarmackiej melancholii”. Nie jest to łatwy do przebrnięcia materiał, ale daje pewne wyobrażenie o „duszy sarmackiej”. Zdaniem Tischnera, „zrodzona z porażki” sarmacka melancholia ma dwa wymiary: górny, idealny i utopijny oraz dolny, codzienny i prozaiczny. W tę utopijną przestrzeń kierujemy swoje nadzieje, aspiracje i marzenia. Stamtąd, jak w „Weselu” Wyspiańskiego miał przyjść legendarny Wernyhora, by utopię ziścić na ziemi. A na dole, mamy wypełnioną prozaiczną nudą codzienność – pisze Tischner. A czy codzienności nie powinno się od czasu do czasu ubarwić – chciałoby się zadać pytanie…

Nieco przystępniejszy, dla mnie nawet ciekawszy, jest natomiast drugi esej – wzięty z książki „Fantomowe ciało króla” tekst dr. Jana Sowy pt. „Między Wschodem a Zachodem”. Znakomicie i bezwzględnie wykłada Sowa naszą środkowoeuropejską, niedookreśloną, niedojrzałą mentalność.  „Wszędzie znajdziemy skłonność do konkurencji i porównywania się, jednak żaden Niemiec nie myślał nigdy tak obsesyjnie, że chce być jak Holender, a nie jak Szwajcar, a żaden Francuz nie upierał się, że bardziej jest podobny do Anglika niż do Hiszpana, jak bardzo Polacy chcieliby przypominać Europejczyków z Zachodu, a nie Rosjan, a Węgrzy Austriaków, a nie Rumunów”. Sowa pisze wprost, że „Europa Środkowo-Wschodnia nie wypracowała żadnych własnych wzorów, ponieważ kultury tego obszaru były zawsze wtórne”. Nie wymyśleliśmy nowego prądu literackiego, nowego stylu w architekturze, ani nowej wizji malarstwa. Naśladowaliśmy. Czy można się więc dziwić, że naśladujemy i dziś?

hawaikum5

Miewam jednak trochę problemów z tego typu opiniami. Uwielbiam Gomborowicza. Jego, opisane głównie w Dziennikach i w Trans-atlantyku podejście do narodu polskiego, ojczyzny (i synczyzny), naszego kulturowego dziedzictwa i po prostu nas samych – jest mi bliskie. Bezwzględna krytyka połączona z bezwzględną miłością. Ale zawsze zastanawiam się, co by było, gdyby słowa napisane przez Sowę napisał np. Niemiec. Albo, co gorsza, Rosjanin. Uznalibyśmy je za krzywdzące, właściwie będące na pograniczu rasizmu, przywołalibyśmy Kopernika, Skłodowską-Curie i złamanie Enigmy. Jest w części z nas taka tendencja do krytyki, której ostrze bywa czasem zbyt ostre. Choć pewnie potrzebne, żeby nieustannie się poprawiać.

Tyle historyczno-filozoficznego tła, czas przejść do konkretów. I tak Marta Urbańska wzięła na warsztat współczesną architekturę wiejską – od nieograniczonej niczym palety kolorów nowych domów, do weselnych zajazdów. Opis jest brawurowy i barwny, ale jednak dość płytki – po prostu ubiera efektownie w słowa to, czego każdy z nas na polskiej wsi doświadcza. Ale że wciąż jest to raczej opis dokumentalny, a nie literacki, to jednak pozostawia nas z pytaniem: Ale w sumie dlaczego i co z tym zrobić?

Znakomitą historyczną wartość mają dwa kolejne teksty – Ziemowita Szczerka o polskich koloniach zamorskich i Dariusza Czai o egzotycznym wątku w polskiej muzyce rozrywkowej. Szczerek przypomina nam zupełnie odjazdowy z dzisiejszego punktu widzenia wątek historii 20-lecia międzywojennego, czyli polską gonitwę za zamorskimi koloniami. No cóż, w XVIII wieku, kiedy to się na świecie zaczynało rozstrzygać, nasza szlachecka demokracja była w stanie postępującego rozkładu, a wielkopańscy magnaci nie umieli spojrzeć dalej niż za pole swojego sąsiada. W wieku XIX, kiedy kolonialny świat się domykał, nie było nas jako państwa w ogóle. Nasze kolonialne próby z lat 20. i 30. trudno zbyć dzisiaj czymś więcej, niż pobłażliwym uśmiechem i wzruszeniem ramion. Aż trudno uwierzyć, jak bardzo serio to było traktowane 90 lat temu. – Pewnego dnia na przykład 10 tysięcy radomian wyszło na ulice. Nie domagali się obalenia rządu, nie krzyczeli o chleb czy pracę. Krzyczeli: żądamy kolonij dla Polski – przypomina Szczerek, a my się zastanawiamy, czy to aby nie jakieś historyzujące science-fiction.

Czaja zbiera natomiast w jeden bukiet polskie piosenki o rysie egzotycznym. Cóż, Violetta Villas, Tercet Egzotyczny, Kuba – wyspa jak wulkan gorąca, W gorącym słońcu Casablanki…. – trochę się tego rzeczywiście zebrało…

Jest w „Hawaikum” jeszcze kilka tekstów, nie będę ich wszystkich omawiał. Najmniej trafiony wg mnie jest materiał „Krytyka wydzieranego rozumu”, w którym Marcin Smerda ostro rozprawia się z dresiarstwem i kibolstwem. Mi też jest daleko do tych grup społecznych, ale wymieszanie w jednym tekście „Hardkorowego Koksa” z Kantem i Rimbaudem, na dodatek okraszone wprost wyrażoną pogardą dla omawianej grupy, nie wniosło do książki niczego konstruktywnego. Wrażenie po przeczytaniu tego tekstu pozostaje takie, że autor najchętniej zamknąłby dyskusję o dresiarzach jednym zdaniem (np. „Dresiarze to idioci”), ale czuł, że to jednak nie wypada, więc trzeba było to obudować jakimś intelektualnym uzasadnieniem. Stąd miszmasz od biblijnych cytatów do slangowego „przypału” i „lypy”. Jak dla mnie, niepotrzebny i pogardliwy tekst.

No i na koniec zdjęcia – bary przydrożne, parki rozrywki, domy weselne, pomniki i misternie strzyżone rośliny. Wybór trochę zmanipulowany, bo oprócz przestrzeni, które możemy dostrzec „z ulicy” dostajemy też solidną porcję zdjęć z wspomnianych parków rozrywki, które jednak średnią egzotyki znacznie podnoszą. Nie wystają w Polsce zza każdego rogu epoksydowe dinozaury, a ulicami nie jeżdżą kolorowe i głośne kolejki górskie. Ale i tak skondensowanie egzotycznych absurdów robi przygnębiająco-humorystyczne wrażenie. Mój faworyt: trzy nabite na pręty ogrodzenia głowy manekinów prezentujące możliwe do kupienia kapelusze. Wyglądają jak ofiary wojny meksykańskich gangów narkotykowych albo ilustracja to „Tomka wśród łowców głów”.

Autorki zbioru – Monika Kozień, Marta Miskowiec i Agata Pankiewicz – wykonały świetną pracę. Do dyskusji o polskiej przestrzeni publicznej dostaliśmy zarówno nowy element diagnozy problemu, jak i przyczynę istniejącego stanu rzeczy. Czas już może na pozycję wskazującą drogę, jak powoli z tego „Hawaikum” wyjść. A może tego się nie da zadekretować i to się musi po prostu samo w nas zmienić? Ile to jeszcze potrwa?hawaikum-okladka

„Hawaikum”, pod red. Moniki Kozień, Marty Miskowiec i Agaty Pankiewicz. Zdjęcia Agata Pankiewicz i Marcin Przybyło, Czarne, Wołowiec 2015

  7 comments for “„Hawaikum”, czyli nowa odpowiedź na to, dlaczego w Polsce jest tak brzydko. Choć wszyscy chcieliby, żeby było ładnie

  1. 24 lutego 2017 o 05:49

    Posiadasz niesamowity wręcz styl pisania

  2. 9 listopada 2016 o 04:50

    niepozdzierany

  3. ~grzesiek
    9 grudnia 2015 o 00:18

    Żeby nie było, że tylko tu u nas takie cuda – taką samą statuę hotdoga polewającego sobie głowę keczupem jak zaprezentowany na ilustracji w tekście widziałem w… Sztokholmie i to nie byle gdzie a na wyspie Djurgarden która jest jednym wielkim parkiem miejskim z licznymi, rewenlacyjnymi muzeami.
    Oczywiście był to wyjątek na mapie Sztokholmu.

  4. ~Czepiacz
    27 października 2015 o 09:41

    „po 2500 tysiącach lat od świetności starożytnych Aten” – ciekawe, nie wiedziałem że Ateny mają 2.5 miliona lat historii.

  5. ~szopen
    23 października 2015 o 18:45

    Tyle tylko, że definicje tego, co jest „ładne”, są zawsze subiektywne. To, co architektowi wyda się brzydkie, kiczowate, nienaturalne, innemu może wydać się ładne. Mieszkam na osiedlu, które dostało jakąś nagrodę za projekt osiedla. I owszem, wygląda ładnie, ale jest zaprojektowane po to, by ładnie wyglądało – mnóstwo balkonów, na które nikt nie wychodzi (bo osiedle zatłoczone domami) i z których co rusz odpadają płytki; dziwaczne kąty w mieszkaniach, bo na zewnątrz jest ładny okrąg, przez co kilka metrów kwadratowych mieszkania mam nie do zagospodarowania.

    Widziałem także przykłady osiedli, które miały być ładne i często budza moją grozę: osiedla dla robotów, wszystkie identyczne, zero indywidualności. W życiu bym na takim osiedlu nie chciał mieszkać.

    Rozmawiałem także z architektem, który narzekał na bajzel w jednej wsi, bo domki miały różne kolory fasad, dachów, rózne wielkości, kąty dachów – kompletnie go nie rozumiałem. Mi się tam podobało. Mieszkańcom raczej też. Dlaczego, w imię zaspokojenia estetycznej wrażliwości architekta, ma być coś narzucane, skoro wszystkim się podoba, a efekt końcowy może właśnie ludziom się nie podobać?

    Podsumowując – większość architektów chce innym narzucić swoją wizję tego, co jest „ładne”.

    • ~Ewa
      6 listopada 2015 o 11:16

      Nie, nie jest subiektywne. Kwestia wiedzy i wychowania. Którego absolutnie brak w polskich szkołach, przesiąkniętych krwią męczenników. No i otoczeniu. Poziomu intelektualnego. Powiedzmy tak, „ładność” jest tak samo subiektywna, jak „naukowość” Danikena.
      A są ludzie, którzy traktują go serio ;)

  6. ~Andrzej
    17 października 2015 o 11:03

    Rosjanie mają najlepsze bo najprostsze sposoby – http://www.almoc.pl/img.php?id=2930

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *