Luźne kalkulacje motoryzacyjne

Chciałem dzisiaj przedstawić garść luźnych motoryzacyjnych kalkulacji. Wszystkie one mają pośredni związek z drogami, tymi w terenie zabudowany i poza nim, z korkami, a także bezpieczeństwem. Bazą do każdej kalkulacji jest prędkość, o której pisaliśmy już wielokrotnie, głównie w kontekście przepisów, ograniczeń, mandatów i bezpieczeństwa.

Każdy wie, że jadąc szybciej dojeżdżamy do celu w krótszym czasie. To przecież podstawy fizyki, które zna każdy: s=v*t, gdzie „s” oznacza przebytą drogę, „v” – prędkość, a „t” to czas. Jadąc 100 km/h, przejedziemy 100 kilometrów w godzinę. Z tego prostego wzoru wynika, że jadać dwa razy szybciej, do celu dotrzemy w połowie krótszym czasie lub w tym samym czasie pokonamy dwa razy większą drogę. Proste i logiczne, ale tylko w teorii. W praktyce sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, ze względu na różne okoliczności, które pojawiają się w prawdziwym świecie. Często nie zdajemy sobie sprawy z różnych zależności, które wpływają na wartości poszczególnych elementów podanego wyżej wzoru. A jak wiadomo, zmiana jednego parametru równania wymusza zmianę innych. Czasami wnioski są zaskakujące! Oto kilka z nich:


Obserwacja pierwsza

Obiegowa opinia mówi, żeby zwiększać prędkość na drogach wyjazdowych z miasta. Większa prędkość spowoduje, że więcej aut opuści miasto, a korki szybciej się rozładują. Czy to prawda?

Teren Zabudowany – polub nas na Facebooku!

Na poboczu, tuż przy drodze, instalujemy licznik, który przez godzinę zlicza wszystkie przejeżdżające samochody. Uzyskany wynik nazywamy przepustowością drogi, czyli wartością określającą ile samochodów przejechało przez wyznaczone miejsce w ciągu godziny. Jeżeli obiegowa opinia jest prawdziwa, to zwiększanie prędkości aut, powinno zwiększać przepustowość. Sprawdźmy czy tak jest w rzeczywistości.

Do zbudowania prostego matematycznego modelu, przyjąłem, że średnia długość auta to 4 metry (jak się później okazało, ta wartość nie ma większego znaczenia, równie dobrze można przyjąć 3, 5 lub 6 metrów). Że auta oddalone są od siebie o taką odległość, jaką przebędą w 2 sekundy (to ogólnie przyjęta bezpieczna wartość uwzględniająca czas potrzebny na decyzję, czas reakcji, opóźnienie samego układu hamulcowego). Jakie to odległości w metrach? Dla 25 km/h to około 14 metrów, dla 50 km/h – 28 metrów, 90 km/h – 50 metrów, a przy 140 km/h odległość ta wyniesie już prawie 80 metrów.

Przy takich założeniach okazuje się, że zwiększanie prędkości ma sens do około 50 km/h, wtedy rzeczywiście przepustowość rośnie i to znacznie. Jeżeli auta zamiast 10 km/h pojadą 30 km/h, to przejedzie ich w ciągu godziny aż o 405 więcej. Zwiększenie prędkości z 50 do 70 km/h powoduje wzrost przepustowości już tylko o 59 aut, a z 140 do 160 km/h, to mizerne 11 aut więcej. Zwracam uwagę na fakt, że zawsze porównujemy dwie prędkości różniące się o dokładnie taką samą wartość –20 km/h.

Przyjęte parametry (bezpieczny odstęp między autami to 2 sekundy) powodują, że zwiększając prędkość nawet w nieskończoność, nie przekroczymy nigdy przepustowości 1800 aut na godzinę. Będziemy się jedynie zbliżać asymptotycznie do tej wartości.

wykres - kalkulacje

Wykres prezentujący zmianę przepustowości w zależności od prędkości i średniej długości auta.

 

Wnioski są dość zaskakujące. Owszem, przy zwiększaniu prędkości rośnie przepustowość, ale nie jest to zależność liniowa. Przy niskich prędkościach wzrost jest szybki, przy dużych prędkościach prawie niezauważalny. Graniczną wartością jest około 50 km/h – czyżby to był zbieg okoliczności, że jest to ta sama wartość, której tak nie lubimy jeżdżąc przez teren zabudowany? Jak się okazuje to prędkość optymalna nie tylko pod względem bezpieczeństwa, ale także przepustowości. Oczywiście wzór s=v*t dalej jest prawdziwy, więc z punktu widzenia jednostki (która ma w poważaniu przepustowości dróg, a jedynie chce szybko dojechać do celu) dalej bardziej będzie się opłacało jechać 100 km/h zamiast 50. Natrafiamy tutaj na fundamentalną różnicę pomiędzy celami indywidualnego kierowcy (jemu chodzi o prędkość), a celem utylitarnym jakim jest największa liczba „obsłużonych” w bezpieczny sposób kierowców.


Obserwacja druga

Wyprzedzające się tiry na autostradzie bardzo zwalniają ruch, hamując samochody osobowe na autostradzie. Zawsze mnie takie tiry denerwowały. Jeden jedzie 89 km/h, drugi go wyprzeda „pędząc” 91 km/h. Dla auta jadącego zgodnie z przepisami 140 km/h, te 90 km/h to bardzo wolno. Dlatego ciągłe zwalnianie do tej prędkości jest bardzo irytujące. W swoich kalkulacjach wykorzystałem dane zebrane przez Sebastiana Sulowskiego i Bartosza Zienkiewicza z tygodnika „Motor” (opis całego eksperymentu: „Ile czasu ucieka za ciężarówką?”. W czasie najbardziej reprezentatywnego przejazdu po autostradzie A2 redaktorzy trafili na 22 wyprzedzające się ciężarówki. Wyliczyli także, że za ciężarówkami lub autobusami jechali dokładnie 27 min 22 s (łączny czas przejazdu to 4 h 9 min). Łączne opóźnienie spowodowane przez wyprzedzające się tiry wyniosło tylko 10 minut, czyli – jak podsumowują autorzy – „wyprzedzające się ciężarówki bardziej irytują, niż realnie spowalniają ruch samochodów na autostradzie”. A także: „Przy prędkościach znacznie przekraczających autostradowe limity, wyprzedzające się ciężarówki wymuszają gwałtowne hamowanie. To o wiele bardziej uciążliwe, niż zwalnianie z prędkości ok. 140 km/h.” Tą ostatnią uwagę powinni wziąć sobie do serca szczególnie Ci, którzy lubują się w bardzo szybkiej jeździe, a także „siedzą na ogonie” migając światłami… Naprawdę niewiele zyskają.

W moich obliczeniach poszedłem nieco dalej. Przecież nie każdy jedzie 140 km/h, jest wielu kierowców (już słyszę komentarze, że to nie kierowcy, to zawalidrogi), którzy jadą nieco wolniej, z przeróżnych powodów, bo tak lubią, bo boją się szybciej, bo jadą ekonomicznie… Jeżeli przyjmiemy za autorami wspomnianego eksperymentu, że za wyprzedzającymi się tirami spędzimy około 11% czasu naszej podróży, jeżeli dodatkowo przyjmiemy, że dalsze 24% czasu spędzimy za autami jadącymi około 130 km/h (to moje prywatne założenie), to okaże się, że opóźnienie jeszcze się zwiększy, ale bardzo niewiele. Załóżmy też, że się bardzo spieszymy i bardzo chcemy nadrobić ten stracony czas. Do wyliczeń przyjąłem optymistycznie, że nasza średnia bez żadnych przeszkód na autostradzie wynosi 140 km/h. Gdybyśmy chcieli odzyskać czas stracony za tirami, musielibyśmy przez 27 minut 22 sekundy jechać 190 km/h. Odzyskanie czasu „zmarnowanego” na jazdę za powolnymi kierowcami wymagałoby od nas prawie godziny jazdy z prędkością 150 km/h. Dlaczego słowo „zmarnowany” umieściłem w cudzysłowie? Bo przecież jadąc chwilkę wolniej, to znaczy 90 km/h lub 130 km/h, zamiast założonych 140 km/h, nie marnujemy czasu jakoś bardzo, bo wciąż zbliżamy się do celu, tylko ciut wolniej.

Podobnie sytuacja wygląda z postojami. Jeżeli w kalkulację wliczymy dwa postoje po 10 minut (bramki autostradowe, tankowanie, toaleta itp.), wciąż zakładając tą samą wysoką średnią na poziomie 140 km/h, to musielibyśmy przez 40 minut pędzić 210 km/h lub przez godzinę i 40 minut utrzymywać prędkość 168 km/h… Wszystko po to, by nadrobić czas przeznaczony na postoje. A każdy kierowca wie doskonale, że średnia prędkość jest z reguły sporo niższa, niż ta chwilowa uzyskiwana na trasie. Czyli, że jak? Musielibyśmy chwilami nawet przekroczyć te 210 km/h…

Z czystym sumieniem można więc rozszerzyć wnioski poczynione przez Sebastiana Sulowskiego i Bartosza Zienkiewicza. Owszem, wszystkie wolniejsze pojazdy irytują nas, ale w małym stopniu wydłużają naszą podróż. Żeby natomiast nadgonić stracony czas, także ten z postojów, trzeba pędzić na złamanie karku, znacząco łamiąc przepisy… Czy warto dla tych kilku minut?


Obserwacja trzecia

Jeżdżę ostatnio często taksówkami (w związku z eksperymentem opisanym tutaj: „Dlaczego nie zdecyduję na kupno drugiego auta?”), w czasie każdego kursu, dla sportu, próbuję sprowokować rozmowę o przepisach drogowych. Ileż to razy słyszałem słowa: „Panie, zgodnie z przepisami jeździć się nie da!”. Jeden z taksówkarzy podał za przykład trasę z krakowskich Bronowic na lotnisko w Balicach. „Panie, jadąc zgodnie z przepisami nigdy bym nic nie zarobił!”. W ramach testu przejechałem tę trasę kilkukrotnie, raz jadąc zgodnie z przepisami, a raz wyprzedzając autobusy na podwójnej ciągłej i jadąc sporo więcej, niż dozwolone na większej części trasy 40 km/h. Ile udało mi się oszczędzić czasu? Najwyżej kilka minut. Nawet jeżeli pojedziemy całą trasę za autobusem, to dojedziemy na miejsce w 22 minuty. A to najwolniejsza z możliwych opcji. Autem trasę udało mi się pokonać najszybciej w 15.


Obserwacja czwarta

Zapożyczę ją z doskonałego artykułu „Samochodoza polonika” autorstwa Arkadiusza Pacholskiego. W jednym zdaniu autor podsumował obszerne badania i przedstawił zaskakujące wnioski: „Współczesnemu kierowcy też wiecznie się spieszy i dlatego łamie dozwoloną pięćdziesiątkę. Zachodni badacze transportu już dawno wyliczyli, że 30 proc. przejazdów w miastach nie przekracza 3 km. Jadąc 10 km szybciej, niż zezwalają znaki, na takim dystansie zyskuje się półtorej minuty!”

Oszczędność mizerna, a o ile bezpieczniej i spokojniej się podróżuje?

Serdecznie dziękuję Wszystkim, którzy pomogli mi w opracowaniu obliczeń.

  47 comments for “Luźne kalkulacje motoryzacyjne

  1. 13 lipca 2017 o 16:58

    Trafiasz w sedno sprawy

  2. 13 marca 2017 o 06:57

    Ciekawie napisane

  3. 10 marca 2017 o 15:07

    Ciekawie napisane

  4. 29 listopada 2016 o 04:30

    niepotrudzenie

  5. 9 listopada 2016 o 05:54

    nieprzebijany

  6. ~me
    4 czerwca 2015 o 21:26

    „… a celem utylitarnym jakim jest największa ilość „obsłużonych” w bezpieczny sposób kierowców” – chodzi oczywiści o *liczbę*

    • Bartosz Winiarski
      9 czerwca 2015 o 11:26

      Pełna zgoda. Dziękuję

  7. 23 marca 2015 o 17:09

    Pozdrowienia z Čech! ♥ Miłego dnia, chciałbym podzielić się z wami bardzo ważne informacje. Wszystko można znaleźć na – http://en-albafos.blog.cz

  8. ~Lenka
    23 marca 2015 o 12:55

    Posłuchaj mojej matki, matka wie ! =) http://www.almoc.pl/img.php?id=2723

  9. ~Włodek
    22 marca 2015 o 07:55

    Bo nie piłeś mleka? http://www.almoc.pl/img.php?id=3353 dlatego nie zauważasz POstępu…

  10. ~obserwator
    18 marca 2015 o 07:41

    Witam,
    mnóstwo „znawców” na forum, a i niejeden „Kubica” się znajdzie. Sądzę, że wasze przechwałki są wynikiem kompleksów z życia wziętych, które rozładowujecie na drodze. Oczywiście będziecie zaprzeczać, ale to tylko potwierdza moje przypuszczenia. Ciekawi mnie tylko to, że wyjeżdżając za Odrę, nagle przypominacie sobie obowiązujące przepisy i nawet potraficie się do nich stosować! A ci, którzy dalej posługują się „małpim rozumem” trzeźwieją na widok policji, mając w perspektywie duuuże wydatki.
    Skąd wiem? Mam ponad 50 lat, półtora miliona km przejechane, do ok. 26. roku życia byłem „użytkownikiem” rzeczonego wcześniej „małpiego rozumu”, zaliczone kilka stłuczek, jeden wypadek (nie z mojej winy), przejechaną niemal całą Europę, w tym zawodowo i na koniec pracę jako instruktor nauki jazdy.
    Nie interesują mnie badania i rozważania teoretyczne, opisuję jedynie to, co zaobserwowałem – stąd mój podpis

  11. 18 marca 2015 o 06:51

    Po co pisać takie bzdury, które są tylko durnym wymądrzaniem się kogoś, kto nie ma pojęcia o praktyce drogowej. Matematyka w tym wypadku na poziomie miernym, ponieważ nie uwzględnia żadnych czynników zmiennych, modelujących prawdziwy ruch drogowy. Poza tym pisanie bzdur o jechaniu „nieco wolniej” jest jakimś żenującym brakiem samokrytycyzmu. Jak można w ogole publikować takie bzdury? Autostrady są do jeżdżenia, a nie do nieudolnego wleczenia się. Skoro mamy prawo jechać 140 km to powinniśmy jechać 140 km, a nie 130 czy 90, co Pan sugeruje! Po co? Jak ktoś sobie nie radzi za kierownicą, niech nie wsiada do auta. Jeśli ktoś się nie spieszy, ma prawy pas i ma prawo nie wyprzedzać TIR-ów. Niech Pan sobie jedzie za nimi te 89 km /h i nie pisze tutaj naiwnej propagandy prorządowej. Przykład praktyczny!! wielokrotnie udowodoniony własną praktyką!: przejazd w nocy z W-wy do Poznania (lub odwrotnie), w okresie po 23ej, zajmuje ok 2h, ponieważ prawie zupełnie brak TIR-ów na autorstradzie. Przejazd w ciągu dnia, gdy TIRy co chwila zajeżdżają drogę i wjeżdżają na lewy pas, zajmuje ok 45-60 min dłużej. I każdy, kto jeździ autostradą to wie, tylko nie autor tego artykułu…Dlaczego? Bo jest amatorem-teoretykiem. Takich na drogach NIE CHCEMY!! I tyle w temacie, panie mądraliński…

  12. ~Kierowca
    17 marca 2015 o 23:36

    A ja lubie zapierdzielać, i powiem tak mam trase Rzeszów – Wrocław. lecac mniej wiecej zgodnie z przepisami (130-160km/g) jade około 3godz 40 minut, a ostatnio jadąc oczywisce w nocy(lekko naginając przepisy), z wrocka do rzeszowa dojechałem w 2godz 30 min,
    w nocy przytrzymałe mnie tylko 3 pojazdy no i oczywiście bramki.
    W dzień jak wjezdzam na autostrade w rzeszowie to tak z kilka minut jede za tirami tyle ich jest czasami, i tak co 10 – 15 minut trafia sie ciąg tirów.

  13. ~Taksiarz
    17 marca 2015 o 20:51

    Obserwacja 3 – niestety taksówkarz mial racje. Jezeli tez trase to pokonywal w 15 minut, a jadac z przepisami 22 minuty to w praktyce moze wykonac 3 kursy zamiast 2. A to juz nie jest „marna” zdaniem autora oszczednosc a realne 1,5 razy wieksze zarobki!

    • ~pasażer
      17 marca 2015 o 22:03

      Drogi taksiarzu tak by było w innym świecie, tym idealnym, gdybyś nigdy nie stał na postoju żebrząc o pasażera. , a on wskakiwałby w biegu do Twej maszyny.
      A w praktyce jeździsz pewnie 30% czasu spędzonego w czasie pracy…

      • ~Stary Szofer
        17 marca 2015 o 22:12

        Co nie zmienia faktu, iż w czasie gdy jedzie nie ma szans na zabranie pasażera, zatem skrócenie czasu jazdy o 1/3 zwiększa czas w którym może tego pasażera znaleźć.

  14. ~Tony
    17 marca 2015 o 20:49

    Po pierwsze nie ma czegoś takiego jak „Tiry”. TIR – to skrót od http://pl.wikipedia.org/wiki/TIR
    Po drugie – auta ciężarowe nie jadą z prędkością 91km/h bo wszystkie (ustawowy obowiązek) mają zamontowany ogranicznik prędkości na 89km/h.

    • ~sd
      17 marca 2015 o 21:11

      Nie „Tiry”, a „tiry” – pisane małą literą. Możesz sobie tupać, ale to słowo już od dawna jest w słownikach, używane jako rzeczownik pospolity.

  15. ~McK
    17 marca 2015 o 20:34

    Prawda, że wolniej to spokojniej ale robi się wtedy sennie a to już wcale nie jest bezpieczne.

    Przy okazji jeśli Autor lubi matematyczne symulacje ruchu to zachęcam do zbadania efektu łączenia się kolumn samochodów, przy zwężeniu do jednego pasa, na tzw. „zamek”. Intuicyjnie zgadzamy się, żeby łączenie przebiegało 1:1 (prawy-lewy-prawy-itd) i chyba gdzieś są nawet odp. regulacje ale moja obserwacja jest taka, że kolumna na pasie zamkniętym porusza się szybciej. Ktoś chętny, żeby to zasymulować ew. policzyć? Ktoś ma podobne obserwacje?

  16. ~Kierowca '1982
    17 marca 2015 o 19:35

    Garść błędów w garści obserwacji.

    Obserwacja pierwsza: błędne założenie, że odległość między samochodami musi wynosić 2 sekundy. Czas reakcji na zapalenie się lampki (tu światła stopu jadącego przede mną) to dla przeciętnego człowieka 0,10 – 0,15 s. Czas na nadepnięcie pedału to około 0,5 sekundy i tyle samo czasu na zadziałanie układu. Razem 1,15 s. Zaokrąglijmy w górę do 1,5, aby mieć rezerwę.

    Obserwacja druga: zupełne pominięcie czasu potrzebnego do odzyskania prędkości po zwolnieniu za tirem.

    Obserwacja czwarta: jadę codziennie do pracy i z pracy 8,1 km przez miasto.

    Obserwacja trzecia: nie wypowiem się, gdyż zupełnie nie znam drogi, na której autor prowadził obserwację, ale według mnie jest to trasa wybrana na potrzeby wyników, a mimo to oszczędził 30% czasu.

    • ~Rych
      17 marca 2015 o 22:31

      Już dawno udowodniono (badając rzeczywisty ruch na drodze), że przy prędkości ~40 km/h przepustowość drogi jest największa. Wynika to z faktu, że przy mniejszych prędkościach odstępy pomiędzy samochodami zmniejszają się (jeśli dobrze pamiętam do ~1 sek.), natomiast przy większych prędkościach (już >70 km/h) gwałtownie rosną (jeśli dobrze pamiętam >>2 sek.). Zatem założenie stałego odstępu pomiędzy samochodami nie oddaje rzeczywistej sytuacji na drodze.
      Wszelkie kalkulacje dotyczące czasu przejazdu na krótkich trasach dają „śmieszne” wyniki w postaci przytoczonych 7 minut. Jednakże na trasie ~1000 km każde „podkręcenie” prędkości średniej przekłada się na wymierny zysk czasu (nawet > 1 godziny). Nie da się jednoznacznie ocenić czy „rozsądne” przekraczanie prędkości (naprawdę są miejsca na drogach, gdzie ograniczenia nie są adekwatne do zagrożeń) jest bezpieczniejsze od spokojnej jazdy bardzo, bardzo zmęczonego człowieka…

  17. ~Stary Szofer
    17 marca 2015 o 19:25

    Pańskie wyliczenia opierają się na mało obiektywnych ZAŁOŻENIACH, a wnioski są często „pod tezę”.
    „Natrafiamy tutaj na fundamentalną różnicę pomiędzy celami indywidualnego kierowcy (jemu chodzi o prędkość), a celem utylitarnym jakim jest największa ilość „obsłużonych” „ – nie ma żadnej różnicy! Z Pańskiego wykresu jasno wynika iż zwiększanie prędkości ponad 50km/h bynajmniej nie zmniejsza przepustowości, a nawet ją (faktycznie niewiele) zwiększa, więc spełniając oczekiwania indywidualne nie naruszamy zbiorowego interesu, co najwyżej potrzeba nie jednego, ale trzech pasów – wolnego, szybkiego i bardzo szybkiego.
    Dane zebrane „po amatorsku” przez dwóch dziennikarzy – to ma być podstawa do poważnych rozważań? Do tego potrzeba kompletu badań, w różnych warunkach itd.!
    Własne możliwości pokonania trasy uznaje Pan za punkt odniesienia? Tak wysoko ocenia Pan swoje możliwości? A dlaczego nie wziął Pan pod uwagę czasu przejazdu tego taksówkarza?
    Jadąc 10km/h szybciej? A dlaczego tylko 10 km/h? bo Pan nie potrafi więcej? Najwyraźniej jest Pan słabym kierowcą i Pana opis sytuacji, nie jest obiektywny, to „droga widziana oczami kiepskiego kierowcy” – pytanie czy tacy powinni siadać za kółko? Pytam poważnie, bo właśnie tacy są faktyczną przyczyną większości wypadków!
    Żeby nikt mi nie pisał, że będę „taki mądry do pierwszego wypadku” – jeżdżę od ponad dwudziestu lat i nigdy nie uczestniczyłem w wypadku, o spowodowaniu nie wspominając.

    • ~cz_as
      17 marca 2015 o 20:13

      Autor artykułu przedstawił kilka usystematyzowanych wyliczeń i obserwacji, które szczerze mówiąc wzbudziły moją ciekawość i potwierdziły moje własne bardzo dorywcze obserwacje z jazdy w mieście.
      Zgadzam się z pana zdaniem, że są to obserwacje subiektywne i przeprowadzone przez amatorów, dodam tylko, że amatorów, dokładnie takich samych jak pan lub ja.
      Jestem jednak skłonny bardziej wierzyć danym matematycznym przedstawionym przez autora artykułu niż pańskim wątpliwym sugestiom, że drogami poruszają się mistrzowie kierownicy z wieloletnim stażem mogący wyjechać z miasta z prędkością 120 km/h.
      Pozdrawiam, też stary kierowca (nie mylić z szofer) z kilkoma zdarzeniami drogowymi

      • ~Stary Szofer
        17 marca 2015 o 21:29

        Sorry, ale argument, iż „Jestem jednak skłonny bardziej wierzyć danym matematycznym ” – jest od czapy- Pana zdaniem wystarczy trochę matematycznych obliczeń by twierdzenie było wiarygodne, bez względu na wartość danych wejściowych? Nie podważałem matematyki, tylko właśnie dane wejściowe! A co do moich argumentów, to dwadzieścia lat bezwypadkowej jazdy jest FAKTEM, który dowodzi, iż jeżdżę bezpiecznie – wszelkie teorie mogą być prawdziwe lub nie, ale z faktami się nie dyskutuje. Czy są lepsi kierowcy ode mnie? Z całą pewnością są! Gdy ktoś chce jechać wyraźnie szybciej niż ja – ułatwiam wyprzedzanie – niech leci! mienie drogi tarasować nie będzie…

        • ~fan
          18 marca 2015 o 09:41

          Pański argument o bezwypadkowej jeździe na pewno jest prawdziwy, ale zupełnie bezwartościowy statystycznie. Znam osobę palącą od 60 lat, która nie zachorowała na raka – to też jest fakt. Czy to oznacza, że papierosy jednak nie wywołują nowotworów?

          Poza tym ogranicznie prędkości w terenie zabudowanym nie zostało wprowadzone jedynie dla bezpieczeństwa kierowców, ale przede wszystkim aby ratować życie pieszych. Nawet jeśli pieszy sam wtargnie na jezdnię, nie powinno to dla niego od razu oznaczać pewnej śmierci. Kierowcę chronią pasy bezpieczeństwa, poduszki powietrzne i karoseria.

    • ~eugeniusz
      17 marca 2015 o 20:55

      Autostrada ma długość 200 km. Odstęp między samochodami t=2s. Ilość samochodów w kolumnach dla obu przypadków wynosi po 1800 szt.
      1 Przypadek:
      pierwsza kolumna samochodów poruszająca się z prędkością 200 km/h wypełnia w 100% autostradę przez 1 h.
      2 Przypadek: druga kolumna samochodów poruszająca się z prędkością 100 km/h wypełnia w 100% autostradę przez 2 h.
      Autorowi życzę szerszych możliwości analitycznych.

  18. ~testic
    17 marca 2015 o 19:13

    do MSW. Pewnie masz małego i dlatego musisz demonstrować jaki to jesteś macho.
    Poza tym jeśli chodzi o nadrabianie straconego czasu na drodze to prosta zagadka:
    jeśli samochód ma przejechać 200 km w czasie 1 godz. a połowę tej trasy przejechał
    z prędkością 100km/godz. to z jaką prędkością ma przejechać pozostałe 100km aby nadrobić
    stracony czas?

    • ~Stary Szofer
      17 marca 2015 o 19:54

      Czyli resztę trasy powinien jechać 50km/h, bo i tak niewiele zyska? To może 20km/h?, a najlepiej to zostać w domu!

    • ~Kurupi Katuava
      18 marca 2015 o 02:57

      Straconego czasu w takim przypadku już nie nadrobi. V musiałaby dążyć do nieskończoności

  19. ~msw
    17 marca 2015 o 18:32

    Oj dostałbyś ode mnie na drodze, dostałbyś gdybym Cię spotkał. Łajzy wolno jeżdżące niech nie szukają usprawiedliwienia dla swojej nieudolności, braku koordynacji ruchowej, braku zasobności portfela (ach te parę kropel zaoszczędzone sprawia że macie mokro w gaciach) w jakimś pseudo naukawym bełkocie tylko niech przesiądą się do komunikacji miejskiej albo na rowery a nie blokują ludziom drogi. To przez takich jak Ty są ograniczenia do 50 a niedługo pewnie do 40 bo to nieumiejętnie jeżdżący kierowcy powodują wypadki lub zmuszają tych lepiej jeżdżących do powodowania ich. Dlatego prawdziwym rozwiązaniem nie jest ograniczanie prędkości, tylko eliminowanie takich jak Ty, wolno jeżdżących łajz, z dróg publicznych przez lepsze testy sprawnościowe. Nie każdy musi jezdzić, to nie jest jakieś urojone prawo człowieka. Nie nadajesz się to siedz w domu i rób gołąbki a nie pchasz się na drogę i jęczysz że za szybko.

    • ~jonaszewski
      17 marca 2015 o 18:58

      Oj, jeśli czegoś nie rozumiesz, to nie znaczy zaraz, że to jest głupie. Może problemu trzeba poszukać w sobie… W mieście szczególnie dobrze widoczny jest bezsens spieszenia się. Wielokrotnie widuję byczków w pseudosportowych autkach, jak z rykiem silnika lawirują między samochodami, dociskają na „późnym żółtym” i przejeżdżają pieszym po piętach. A efekt? Z reguły spotykamy się na którychś kolejnych światłach. Autor ma rację – przy stosunkowo niewielkich odległościach zyski rzędu 2-5 minut kosztem większego spalania i ryzykowania są po prostu bezcelowe.

      • ~Stary Szofer
        17 marca 2015 o 19:57

        Nie jeżdżę „z rykiem silnika” i „na późnym żółtym”, ale też nie wlokę się 40km/h gdy można (warunki, widoczność, gęstość ruchu) depnąć „po garach” i jakoś nikt mnie raczej na światłach nie dogania…

    • ~Mizuuu
      17 marca 2015 o 19:34

      Chlopcze a ilez takich jak ty przywalalo po rondach w kraweznik kiedy was puscic do przodu po tych waszych miganiach i wyprzedzaniach siadlo wam sie na kuper ?:) mistrzowie prostej za dyche w tych swoich pseudo bolidach i dostac bys ty dostal w dziub bo duzo krzyczycie malo was nie poskreca a na koniec na swiatlach czy przejezdzie zaliczacie w dziub podlatujac do szyby i macie glebe moze i kolega krzykacz zarobil kiedys ale w necie madry ewentualnie do jakiejs panny przybryka:) a powiedz jak to jest jak migasz a ten przed toba zwalnia na 30 i nie masz jak wyprzrdzic?:)

      • ~msw
        18 marca 2015 o 10:50

        Przede wszystkim, to tak:

        - nigdy nie migam światłami żeby mi ktoś zjechał. Migam tylko jak mi ktoś wyjedzie niespodziewanie z boku (jakaś łajza – definicja łajzy patrz wyżej)
        - nie jeżdżę BMW, nie mam łysego, tłustego karku, skończyłem 3 kierunki studiów
        - jeżdżę już 6 rok i nigdy nie miałem stłuczki, kolizji, przypierdzielenia w cokolwiek. Jak pisałem, nie jestem łajzą i dlatego jeżdżę szybciej niż pozwalają przepisy. Wypadki, kolizje, mają głównie ci, którzy nie umieją jezdzić. A w śród nich są dwie grupy: uległe, spolegliwe, słabo zarabiające żuki-gnojarze, które z mozołem codziennie toczą swoją śmierdzącą kulkę gnoju pod górę (żona, dzieci, przedszkole, gówniana robota za czterocyfrową kwotę) oraz półmózgie agresywne samce alfa w alfach i bmkach, które tylko patrzą gdzie tu komuś coś podpierdzielić i jak się nie narobić ale tą 16-letnią bmką pojezdzić.

        Przyczyny wolnej jazdy mogą być tylko dwie: albo brak umiejętności albo bieda. Jeśli chodzi o umiejętności to przede wszystkim brakuje koordynacji ruchowej i spostrzegawczości. Kto w podstawówce na wf-ie nie umiał biegać, był słaby we wszystkim, nosił okulary albo był ofiarą klasową (czyli z moich doświadczeń jakieś 80% społeczeństwa) ten na drodze zachowuje się potem tak samo, jak zwykła łajza.

        Jeśli chodzi o biedę, to łajzy wolno jeżdżą bo oszczędzają. Cały swój życiowy wysiłek kierują w stronę jak tu ze swoich 5 tysięcy na miesiąc (jak dobrze pójdzie) wycisnąć najwięcej. Nie myślą jak zamiast 5 zarabiać 305 na miesiąc tylko jak za gówniane 5 kupić sobie dodatkową paczkę papierosów. Żal dupę ściska. A wez zarysuj auto albo strać zniżkę na OC, to przecież żona dupe zgwałci straponem aż krew poleci, bo za co zapłacicie teraz gaz?

        Oba typy łączy to że są to ludzie ulegli, poddani, spolegliwi. Jednym słowem niewolnicy albo spolegliwe lachociągi. Nie ma to nic wspólnego z głupotą, często są to ludzie inteligentni ale niestety przestraszeni samodzielności, zalęknione żuczki jadące za tirem, bo zostali do tego wychowani już w podstawówce a pewnie i wcześniej.

        • ~Michał
          18 marca 2015 o 13:48

          Jeszcze tutaj Ci dowale, bo to Ty jesteś łajzą (skoro lubisz to słowo)… mentalną Polaczku, co udowadniasz w swoich wypowiedziach. Inteligencie za dychę – skończyć studnia dzisiaj może każdy, ale to nie świadczy o wartości człowieka. Dowartościowujesz się tą szybką jazdą co, skoro tak zacięcie piszesz, tylko to zaporząta Ci tą polaczkową głowę. Mało wiesz o świecie, są tacy, co nie są kulawi, ani biedni i jeżdzą, jak należy, co więcej, to co mają w garażu jest dla nich sprawą trzeciorzędną, bo mają ciekawsze sprawy w życiu, ale Ty tego nie zrozumiesz, bo mierzysz ludzi swoją miarą:)

    • ~piotr
      17 marca 2015 o 20:59

      A ile kilometrów rocznie pokonujesz królu prostych.Znam takich pajaców co cisną na prostej w tzw dobrych warunkach a zobaczą zakręt,trochę deszczu lub śniegu i jadą z zawrotną prędkością 40km/h.Ech śmieszny człowieczku mam za sobą grubo ponad milion i jeszcze sporo przed sobą i wiem że trasy pokonuję ze średnią prędkością wiekszą niż pajac w dobrej furze za to bez mózgu.

      • ~Stary Szofer
        17 marca 2015 o 21:35

        Skąd wiesz jak On jeździ na zakrętach? Fakt, jest wielu takich co na prostej mnie wyprzedzają tylko po to by na pierwszym łuku już mnie mieć na zderzaku, ale to nie powód, by każdemu zwolennikowi szybkiej jazdy przypisywać cechy debila w BMW.

    • ~Nor
      18 marca 2015 o 07:10

      No i wiadomo skąd się biorą na drogach frustraci. Groźni bo ryzykują nie tylko swoim życiem (zdrowiem). To niestety potwierdza moją obserwację, że są „egzemplarze” po prostu chamskie. Na drodze jest to niebezpieczne.

  20. ~realista
    17 marca 2015 o 17:19

    Duże i nadmierne prędkości rozwijane przez naszych „kierowców” to nie jest kwestia krótszych czasów przejazdu, a racjonalizowania wyścigów na drodze, które służa wyłącznie podbudowaniu poczucia włąsnej wartości „ścigacza”. Niestety, na naszych drogach wychodzi jak bardzo wielu z nas jest zakompleksionych.
    Co do prędkości – rozwijanie wielkich prędkości ma niewielki wpływ na czas przejazdu, bo spędzamy w nich niewiele czasu, zarówno ze względu na sytuację na drodze, jak i samą naturę wysokich prędkości (jadąc 10 km z prędkością 60 km/h i kolejne 10 km z prędkością 120 km/h – z jaką średnią jechaliśmy? Nie, nie 90! Zaledwie… 80 km/h! Tak, policzcie! 10 min pierwszy odcinek, 5 drugi – 20 km w 15 min = 80 km w godzinę! :)). Jeśli komuś naprawdę zalezy na czasie, to 5 minut spędzonych prze planowaniu trasy może zaoszczędzić znacznie więcej. To jest róznica między drogą publiczną a torem wyścigowym, której wielu próbuje nie dostrzegać (czasem niestety z tragicznym skutkiem).

    Pozdrawiam wszystkich „rajdowców” – i tak wszyscy spotkamy się na najbliższych światłach ;)

    • ~Stary Szofer
      17 marca 2015 o 20:01

      Dlaczego ZAKŁADASZ, że ktoś kto jedzie 120km/h (gdy warunki na to pozwalają!) nie spędził przedtem nie pięciu, ale trochę więcej czasu nad mapą?

    • ~Michał
      18 marca 2015 o 08:26

      Sięgnąłeś sedna sprawy. Dla całej rzeszy kierowców w Polsce, szybka jazda i cwaniakowanie na drodze to ”sport” (w wielu przypadkach to niestety jedyna aktywność ”ruchowo-umysłowa”) i śmieszne budowanie własnej wartości. Coraz częściej unikam jazdy samochodem w mieście, przesiadam się na komunikację (zaraz wsiadam na rower) – oszczędzam swoje zdrowie psychiczne i fizyczne oraz pieniądze i dzięki temu mam też spory wgląd w to, co dzieje się na drodze, a głupota jest wszechobecna. Już stojąc na przystanku przy drodze 3-pasowej obserwuję wyjścia z bloków po zapaleniu się pomarańczowego i przejazdy na czerwonym, wyścigi bok w bok ze znacznym przekraczaniem prędkości (codziennie, wczoraj widziałem, jak 9-osobowy bus ciął się ostro z osobówką). Przypadki głupoty w czystej postaci możnaby mnożyć. Jakiś czas temu kupiłem nowe małe auto dla żony, po jakimś czasie jednak sprzedałem swoje dwa segmenty większe…. jakie moje obserwacje po przesiadce? Mimo, że tak naprawdę jeżdzę nim z takimi samymi prędkościami, to co rusz ktoś chce mi udowodnić, że ma lepsze auto, np. wyprzedzanie przy powolnej jeździe w kolumnie (przeskok o jedno miejsce), na ciągłej itp. – czysta głupota. A gdy ja chcę wyprzedzić i zbliżam sie do poprzedzającego mnie auta, to widzę, jak z rury wydechowej auta na gnojówkę, wydobywają się coraz to większe pokłady sadzy – żeby tylko mnie nie wyprzedził tym małym autkiem, normalnie rysa na honorze. Miałem okazję obserwować ruch w krajach Europy, zachodniej i północnej i takich skrajnie głupich zachowań nie widziałem nigdzie, ale może ludzie tam mają inne, ciekawsze rozrywki i zajęcia. Polscy kierowcy mają wysokie mniemanie o sobie, a potem widzimy statystyki podsumowujące rok na drogach i dowiadujemy się, że na prostej drodze jest 2/3 wszystkich wypadków (i 5 razy więcej niż na łuku). Dziwi mnie tylko, gdzie podziewają się Ci szybcy kierowcy zimą, bo na zaśnieżonej drodze nie było ani jednego (na kilkuset kilometrach po śliskiej nawierzchni – słaba zima) odważnego do wyprzedzania, a mi nie bardzo uśmiechało się jechać 30-40kmh i wyprzedzałem tych miszczów seryjnie. Przepraszam, że odbiegłem od tematu artykułu, z którym nie wypada się nie zgodzić. Im wyższą prędkość przelotową się zakłada, tym średnia z trasy bardziej odbiega od górnej przelotowej, a wraz ze wzrostem cwaniakowania i zapierdzielania wykładniczo rośnie zagrożenie bezpieczeństwa i spalanie. Naginanie w mieście i na krótkich odcinkach jest niecelowe i tylko stwarza niebezpieczeństwo. Cóż, jesteśmy mentalnie w czarnej d… i nie przewiduję, żeby coś się szybko zmieniło. Aut przybywa (tak źle się wiedzie Polakowi), głupoty też, miasta nie mają pomysłu na komunikację, ślepo wierzą, że jak zbudują nowe drogi, to rozładują ruch, a to błedne myślenie, bo wtedy przybędzie aut i będzie jeszcze więcej smrodu w miastach, ehhh, niestety nie uczymy się na błędach innych.

      • ~msw
        18 marca 2015 o 11:20

        Prawidłowo!!! Tylko pogratulować. Za taką postawę należy Ci się medal. Skoro się nie nadajesz, przeraża Cię ta drogowa dżungla, nie umiesz się odnalezc, czujesz, że tam nie pasujesz to przesiadka do autobusu lub na rower ułatwi życie i Tobie i nam. Po co masz mi drogę zajeżdżać, irytować dotaczaniem się do świateł, zmieniać pas nie w tempo, przekraczać linie podczas brania zakrętu albo co mnie najbardziej wkurza – podczas zakrętu w prawo odjeżdżać w lewo o metr jadąc yarisem (bo przecież jest długi i się nie złamie!).

        Niech tylko połowa takich jak Ty pójdzie za Twoim przykładem i statystyki wypadków spadną o 60%!

        Czy nie zastanawia Was dlaczego ci co tak wolno jeżdżą mają tyle doświadczeń z wypadkami i sypią jak z rękawa anegdotkami ile to i jak potwornych wypadków widzieli? Jest tak dlatego że TO ONI SPOWODOWALI WIĘKSZOŚĆ Z TYCH WYPADKÓW, nawet jeśli byli 50 metrów od tego zdarzenia.

        • ~Michał
          18 marca 2015 o 13:23

          Ty za to pięknie wpisujesz się w tą przykrą, polską drogową rzeczywistość. Nic o mnie nie wiesz, a już zajechałem Ci drogę (i inne takie) :) To Ty masz psychiczny problem, skoro irytujesz się za kółkiem. Jeżdzę po tych drogach ponad 15 lat i odpukać, nie miałem nawet drobnej kolizji i czuję się pewnie za kółkiem, ale otaczająca mnie głupota miszczów kierownicy po prostu przeraża (bardziej od tych, który mają po prostu mniejsze umiejętności jazdy, ale są tego świadomi). Tak, jak napisał kolega wyżej, cwaniakowanie i poganianie dotyczy własnego podwórka, za granicą się kończy, bo konsekwencje są dużo droższe, poza tym głupio tak, jak nie ma już wokół równych sobie.

  21. ~GKMarek
    17 marca 2015 o 16:07

    Na pierwszym wykresie jest błąd ;)
    Przepustowość pasa ruchu wzrasta i osiąga maksimum w granicach 45km/h, natomiast dalszy wzrost prowadzi do spadku przepustowości – i dlatego przy 30km/h jest zbliżona(!) do tej jaka jest przy 70km/h i dużo wyższa niż na autostradzie ;)

    • ~wut
      17 marca 2015 o 19:13

      ~GKMarek
      Muszę spytać jakim cudem, bo to ciekawe : D

      • Bartosz Winiarski
        17 marca 2015 o 20:05

        :-D także proszę o wyjaśnienie!

    • ~msw
      18 marca 2015 o 11:32

      Ze żmudnych badań NASA prowadzonych na moje zlecenie z kosmosu wynika że:

      - przepustowość ruchu jest największa gdy wszyscy jadą 20 km/h i wzrasta przy dalszym spowalnianiu. Hamowanie przyspiesza bo unikamy gwałtownych strat energii podczas przyspieszania, które powoduje ubytki energii i zanik entropii.
      - szybciej dojedziesz do pracy jadąc 20 km/h niż 120 km/h – wystarczy to policzyć! Szybka jazda to złudzenie, matematyka mówi co innego, prędzej odcinki pokonuje się wolno, lecz z godnością
      - czerwona fala przyspiesza przejazdy – im więcej stoisz tym masz więcej czasu na zaplanowanie dalszych drogowych posunięć (zmienić pas czy nie?)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *