Łyżwy w Kraków Arenie – dwugłos

Mój pierwszy raz, czyli o tym jak wybrałem się na łyżwy do Kraków Areny. Pisze Bartosz Winiarski:

Piotrek, współautor bloga, wciąż powtarza mi, że marudzę. Ja widzę to jednak inaczej: nie marudzę, ja wymagam. Kto ma rację, ja czy Piotrek? Oceńcie sami.

W niedzielę wybrałem się z synem na lodowisko w Kraków Arenie. Obiekt niby piękny, wszechstronny… I co? Z mojej perspektywy marnie to wszystko wygląda, przynajmniej jeżeli chodzi o lodowisko, które czynne jest od 26 grudnia do 25 stycznia.

Problem pojawił się już zaparkowaniem auta. Niby parking udostępniony jest za darmo, ale nikt nie wie gdzie parkować. Stąd zastawione autami były nawet miejsca dla autobusów. Chaos. Gdy już znalazłem parking (żadnych oznaczeń z okazji otwarcia lodowiska nie przygotowano), miejsca oczywiście nie było. Dziwne, bo przecież na lodowisko przyjeżdża tylko kilkaset osób, co stanowi malutki procent pełnej pojemność hali…

3

Kraków Arena z lotu ptaka. (Źródło: http://pl.wikipedia.org/)

Skoro hala kosztowała setki milionów złotych, wydawałoby się, że powinna oferować gościom toaletę z prawdziwego zdarzenia. Jednak ktoś czegoś nie dopilnował lub nie przewidział. Gości lodowiska witają dwa tojtoje! Gdyby tego było mało, to drzwi wejściowe oklejone są ogłoszeniami w postaci zwykłych kartek a4 zamocowanych za pomocą taśmy klejącej. Odnoszę wrażenie, że przy tak dużym projekcie jak Kraków Arena można było przewidzieć i toalety na czas otwarcia lodowiska, i zorganizować estetyczną tablicę ogłoszeń. Przecież lodowisko otwarte jest przez miesiąc, to dość długo, a całość przedsięwzięcia sprawa wrażenie fuszerki i tymczasowości. No nie wypada…

(w komentarzach zwrócono nam uwagę, że toalety są obok kas. Zmyliły nas te toj-toje na wejściu, bo po kolejnej wizycie rzeczywiście okazało się, że toalety w środku są, więc ten zarzut odpada, a za niedopatrzenie przepraszamy – Piotr Kozanecki)

1

Piękna i estetyczna tablica informacyjna na drzwiach wejściowych do Kraków Areny.

2

Gości lodowiska witają tojtoje. Gdyby mogły, na pewno powtarzałyby „Dzień dobry, zapraszamy na łyżwy!”

Dalej też nie było łatwo. Długa kolejka, a wzdłuż niej chodzi pan i woła, żeby nie kupować biletów wstępu, jak się nie ma łyżew. Najpierw trzeba pożyczyć łyżwy, potem kupić bilet. Logiczne. Bo że odpowiednie rozmiary szybko się skończą, to dla pana było wręcz pewne. Biletu zwrócić nie można – „opiekun kolejki” nie omieszkał powtórzyć tego kilkukrotnie. No wiec najpierw łyżwy – pożyczyłem o jeden numer za duże, bo mojego rozmiaru rzeczywiście już nie było. Potem wróciłem się po bilet wstępu i już mogłem się iść poślizgać…

Łyżwy marzenie – ślizgały się tak samo w przód i tył, jak w bok. Nie trzeba być wykwalifikowanym łyżwiarzem, aby zauważyć, że coś jest nie tak. Ale człowiek całe życie się uczy – wczoraj na przykład z wielką przyjemnością trenowałem hamowanie pługiem! Tak tępych i kiepskich łyżew dawno nie miałem na nogach.

No i tłumy ludzi. To niby jedno z większych lodowisk w Krakowie. I co z tego, skoro ilość łyżwiarzy na metrze kwadratowym też jest rekordowa. Przynajmniej tak było w niedzielę. Dobrze że łyżwy miałem kiepskie, bo przyjemniej nie kusiło mnie, aby się rozpędzać.

Planuję też wybrać się koncert Ennio Morricone w lutym. Ale Arena znów zbyt gościnna dla mnie nie jest. Najtańsze bilety kosztują 346 zł, takie w lepszym miejscu nawet 454 zł. Dla 4 osobowej rodziny taki koncert to koszt 1816 zł. Pewnie sobie więc odpuszczę. Ciekawe, czy gdybym zdecydował się jednak wydać też kilkaset złotych za osobę, to z tojtoja mógłbym skorzystać za darmo?

Tak więc moje pierwsze spotkanie z Kraków Areną wypadło marnie. Czy marudzę? Może tak, może nie… Żyję po prostu w przeświadczeniu, że pewnych udogodnień od takiego obiektu jak Kraków Arena można wymagań. Problemy z parkingiem, brak normalnych toalet i oblepione taśmą drzwi wejściowe to może drobiazgi, ale skutecznie psują one wizerunek całego obiektu.

 

To ja trochę na obronę, choć w kilku przypadkach bronić nie ma za bardzo czego… Pisze Piotr Kozanecki:

Podstawa – że w ogóle to lodowisko jest. To nie jest ogólnopolski standard, że taką halę udostępnia się mieszkańcom na lodowisko. Łodzianie w Atlas Arenie na łyżwach nie pojeżdżą. A popyt jest ogromny. Ja w tym sezonie byłem drugi raz. W weekend jest już dramatycznie dużo ludzi i weekendów w środku dnia nie polecam. Ale w tygodniu po południu już było całkiem przyzwoicie. Tak więc lodowisko powinno być jak najczęściej, bo widać, że krakowianie jeździć w Arenie chcą. Najbliższa okazja po 25 stycznia to pewnie przerwa pomiędzy Night of the jumps (21 marca) a koncertem Robbiego Williamsa (17 kwietnia).

Jakość lodu – nie wiem, czy to dlatego, że lodowisko rozstawiano na puchar Polski w hokeju na lodzie, ale lód jest znakomity. Co godzinę szlifowany i czyszczony, jest równiutko, bez wody, bez żadnych miękkich odcinków.

Godziny otwarcia – 8:30-23:00. To jest pełen wypas. Od wczesnego ranka do nocy. Szacunek za taką decyzję. Trzeba tylko pamiętać o tym, żeby przyjechać na konkretną godzinę, a nie byle kiedy.

Parking – jest darmowy i jest to niewątpliwy plus dla klientów, bo to rzecz coraz rzadsza. I piszę to jako fan dojeżdżania wszędzie gdzie się da komunikacją albo rowerami – akurat w przypadku łyżew w Kraków Arenie, zwłaszcza z małym dzieckiem, samochód jest najlepszą opcją. Ale oznaczony faktycznie do kitu, bo od strony Alei Pokoju zjeżdża się w prawo za oznaczeniem „Parking VIP”, potem jest chwila zawahania, czy jechać na parking podziemny, czy prosto. Pierwszy raz skręciłem na podziemny i od razu zawracałem, bo zamknięty. Ale z drogi tego przecież nie widać. Później jedzie się „na czuja” i faktycznie parkuje na czymś, co oznaczone jest jako „Parking bus”. Ale za darmo i blisko wejścia – tyle na plus.

Na tojtoje zamiast przyzwoitej toalety nie ma usprawiedliwienia. To jest żenada i kropka.

Łyżwy niestety bywają różne. Obawiam się, że przy takiej ilości ludzi do obsłużenia, na ostrzenie zwyczajnie nie ma czasu i możliwości.

Ceny biletów – lodowisko na godzinę 10 zł dorośli, 5 zł dzieci. Powiem tak – tańszą rozrywkę dla rodziców z dzieckiem już ciężko znaleźć.

Ceny biletów na koncerty – tutaj Bartek się spóźnił, najtańsze bilety na Ennio kosztowały poniżej 200 zł, teraz zostały już te droższe i one faktycznie są astronomicznie drogie. Ale to też jeden z droższych koncertów z obecnie planowanych – drożej jest chyba tylko na Stinga z Paulem Simonem, ale już najtańszy bilet na Quuen&Paul Lambert to 210 zł, na Katy Perry 169, a na FedCup Polska – Rosja 50 zł. Poza tym, nie znam się na tym zbyt dokładnie, ale sam operator hali ma tu raczej dość ograniczone pole manewru, najwięcej do powiedzenia ma pewnie organizator trasy.

I na koniec, tablica ogłoszeń w postaci kartek A4. No cóż, ja jestem psychofanem takiego rozwiązania, bez niego Polska jak długa i szeroka byłaby jedną wielką dezinformacją. Kartki wiszą w eleganckich biurowcach, w witrynach sklepowych, w urzędach, kinach, restauracjach, u fryzjerów, na uczelniach… Bez kartki A4 i taśmy klejącej w tym kraju nie dałoby się żyć, nic byśmy nie wiedzieli, chodzilibyśmy błędnie niczym ślepcy. To jest nasz narodowy symbol i jego nieobecność w tak szacownym miejscu, jak Kraków Arena, byłaby mocno nie na miejscu :-).

  10 comments for “Łyżwy w Kraków Arenie – dwugłos

  1. 20 września 2017 o 06:25

    pozdro dla autora, fajnie piszesz:)

  2. 8 marca 2017 o 16:38

    dobre dobre

  3. 29 listopada 2016 o 04:44

    niepoprzewiercanie

  4. 8 listopada 2016 o 23:57

    nieprzyprzęgnięty

  5. ~Lenka
    15 marca 2015 o 12:31

    „pal w łóżku, nie zostawiaj ich bez pracy…”
    http://www.almoc.pl/img.php?id=3117

  6. ~aneta
    21 stycznia 2015 o 12:04

    czy tylko ja zauważyłam tam normalną toaletę z ciepłą wodą, papierem i lusterkiem? :P

    • ~Autor
      23 stycznia 2015 o 18:44

      A zawsze tam była? Od początku istnienia lodowiska? ;)

  7. 19 stycznia 2015 o 23:20

    Cześć,

    akurat byłem na tym lodowisku jakoś 14 lipca 2014, bo w wakacje było na tydzień zrobione. Upał był niesamowity wtedy, a tu takie miłe ochłodzenie. Super się jeździło, wprawdzie szatni nie było, ale i buty niedrogie. ;-)
    Co do minusów, to jakimś cudem wjechaliśmy z kolegą na górę na parking i z 15 min. łaziliśmy, zanim żeśmy znaleźli to lodowisko (nie zwróciliśmy uwagi na te słynne kartki A4).
    Drugi minus, to czas ślizgawki, no ale wszystkie poznane lodowiska miały ten minus. ;-)
    Podsumowując, w lecie była to bardzo miła odmiana od rolek, oby częściej były takie atrakcje robione, szkoda tylko że do Areny mam ponad 60 km. :-)

    Pozdrawiam

  8. ~Andrzej
    14 stycznia 2015 o 11:18

    co ty byś zrobił takiej dziewczynie? http://www.almoc.pl/img.php?id=2625 na pal?

  9. ~Justyna
    12 stycznia 2015 o 13:14

    Ciekawy wpis, i ciekawe oba zdania. Przychylam się pierwszej wypowiedzi, acz z druga też się częściowo zgadzam.
    Wczoraj też byłam pierwszy raz na lodowisku na Arenie.
    Obiekt ok, ale rozwiązania organizacyjne…. no cóż do poprawy.
    Parking. Darmowy naziemny, i tyle ludzi ma przyjąć gdy są większe wydarzenia a jednak ciężko było zaparkować.
    Jeszcze jeden minus taki że dopiero od ubiegłego tygodnia zrobili szatnię. Wcześniej były tylko te ławeczki przed wejściem. I weź tu zostaw rzeczy przy takiej rotacji ludzi. Owszem szatnia teraz jest. Płatna. 2 zł/wieszak ale na wieszaku nie mogą wisieć np kurtka i torebka razem. Trzeba kupić 2 wieszaczki osobno dla torebki i osobno dla kurtki. A pan Ochroniarz patrzy zdziwiony, że ktoś tego nie rozumie i chce powiesić razem swoje rzeczy.
    Lód dobrze przygotowany, ale po wpuszczeniu takiej liczby osób na taflę po połowie czasu moje łyżwy czasem jeździły jak chciały, po takim „przeoraniu” lodu.
    A pro po łyżew na szczęście miałam swoje i ominęła mnie kolejka do wypożyczenia.
    Ludzi było sporo. O dziwo wszyscy sobie radzili i nikt nikomu pod łyżwy nie wpadał, niemniej w planach jest jeszcze jeden wypad: w tygodniu, w mniej obleganych porach.

    Ogólnie oceniam lodowisko i pomysł jako duży plus dla miasta i dla ludzi, którzy chętnie z niego korzystają. Jest potencjał w tego typu rekreacji, ale warto pamiętać że mamy też spore lodowisko w Krakowie, które może teraz nie jest tak oblężone i popularne jak to na Arenie, ale otwarte przez większą część roku i w tej samej cenie jeździ się 30 min. dłużej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *