Architekt i władca. Najstarszy biznesowy romans w dziejach?

Architektura nie jest najlepszym wyznacznikiem jakości systemu politycznego. Dlaczego? Bo to reżim Causescu w małej Rumunii wybudował jeden z największych budynków na świecie; chiński rząd stoi za tamą trzech przełomów, która ma spowalniać obrót ziemi wokół własnej osi, a nadwornemu architektowi Hitlera – Albertowi Speerowi – można przypisać jeden z najśmielszych planów metamorfozy istniejącego miasta. Jak dużo zależy od kontekstu i na ile architekt jest zależny od władzy, czyli o wielowiekowym romansie architektury z ideologią.

Kiedy zaczął się romans architekta z władcą? Pytam prof. Piotra Gajewskiego, wykładowcę z Politechniki Krakowskiej. – To nierozerwalny związek od zarania dziejów. W końcu ktoś zbudował piramidy dla faraona. Jednak co ważniejsze – architekt jest związany przede wszystkim z inwestorem i buduje dla niego. Zacząć możemy od Marka Witruwiusza, który napisał „O architekturze ksiąg dziesięć”. Znajdują się tam wskazówki i wytyczne dotyczące architektury, ale całe dzieło zaczyna się jednak od uklęknięcia przed Cezarem. Witruwiusz składa hołd władcy i pisze, że wszystko, co stworzył, było zrobione z myślą o Cezarze. Taki ukłon dzisiaj w stronę prezydenta Baracka Obamy byłby przecież nie do pomyślenia – mówi Gajewski.

Układ z władcą

Od egipskich piramid, przez gotyckie świątynie, po prace Alfreda Speera i już współczesne związki z władzą. Architektury od jej zarania nie można oddzielić od władzy. Zarówno polityk, jak i architekt są odpowiedzialni przed osobami, dla których pracują. Ich dokonania będą oceniane przez opinię publiczną długo po jej zakończeniu. Jedni i drudzy muszą często dokonywać wyborów pomiędzy osobistą karierą a dobrem publicznym. Można uprawiać architektoniczne malarstwo, czyli projektować do szuflady i jednocześnie żyć w zgodzie z samym sobą. Alternatywą są kompromisy z tymi, którzy zapewniają kapitał dla inwestycji.

Układ z władcą z pewnością doskonale opanował Edwin Lutiens, jeden z najwybitniejszych angielskich architektów, który zmarł 1 stycznia 1944 roku. Budował w Anglii, Irlandii i Indiach. Jest architektonicznym ojcem New Delhi. – Po śmierci został uznany za największego architekta Imperium Brytyjskiego – mówi Gajewski. Jak dodaje, dziś nikt go nie pamięta. – Dlaczego? Ponieważ był architektem reżimowym – ocenia profesor. – Lutiens projektował dla brytyjskiej korony, w stylu historycznym. Nie pamiętamy nie tylko Lutiensa. Czy ktoś wie, jak nazywa się projektantka ogromnego pałacu Caucescu w Bukareszcie? To przecież jeden z trzech największych budynków na świecie – zauważa.

Na zdjęciu: Pałac Parlamentu w Bukareszcie, licencja CC 2.0, źrodło: Flickr: fusion-of-horizons

Problem działania na usługach władzy ujawnił się również przy okazji dyskusji o zaangażowaniu architektów w budowę osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu. W 2002 roku Izraelskie Stowarzyszenie Architektów wstrzymało wydanie katalogu oraz wystawę, która miała być elementem propagandy władz Izraela. Tamtejsi architekci protestowali wówczas, broniąc się przed klasyfikowaniem jako element walki ideologicznej. Ich krytycy zarzucali im wtedy, że ten proces już dawno się dokonał. Tę sprawę opisano później w książce „Cywilna okupacja: polityka architektury Izraela” („A Civilian Occupation: The Politics of Israeli Architecture”).

Architektura służyła polityce również w momencie rodzenia się obecnego kształtu Stanów Zjednoczonych. Thomas Jefferson, trzeci prezydent USA i założyciel stanowego Uniwersytetu Virginia uważał, że architektura nie powinna tylko łączyć ze sobą ścian, ale również być metaforą nowej, amerykańskiej ideologii. Według niego, kształt każdego budynku powinien wyrażać chęć zerwania europejskiego kagańca kulturowo-politycznego. Jak możemy przeczytać na stronach uniwersytetu, w swojej działalności starał się ustalić normy narodowej architektury, zarówno estetyczne i polityczne.

Drogę nowoczesnej architektury w XX wieku kreślili m.in. Mies van der Rohe i Le Courbousier. Tych dwóch twórców przedstawianych jest najczęściej w samych superlatywach. Warto zwrócić uwagę na przemilczane fakty z biografii Miesa, a właściwie Marii Ludwiga Michaela Miesa. Architekt, który później zasłynął transparentnymi biurowcami w Chicago, jeszcze w 1935 czy 1937 brał udział w pracach nad projektami na wystawy światowe w Brukseli i Paryżu. Przypomnijmy, że w ojczyźnie twórcy od 1933 roku totalitarny ustrój z powodzeniem wprowadzał Adolf Hitler. Oddajmy jednak Miesowi sprawiedliwość. Jego awangardowa architektura zwyczajnie nie mieściła się w założeniach architektury totalitarnej, opartej na typizacji, z elementami chłopskimi czy neoklasycystycznymi.

- Architekci byli na usługach reżimów. Często to byli świetni architekci i robili dobre rzeczy – kontynuuje swój wywód prof. Gajewski. – Teraz natomiast mnóstwo architektów jest na usługach komercji. Również w pewien sposób reżimu. Gdybyśmy to połączyli możemy pokazać przykład Bilbao. To na zlecenie władz tego miasta, do którego ludzie bali się jeździć ze względu na ruchy separatystyczne, Frank Gehry zaprojektował muzeum, które potem znalazło się na okładkach wszystkich architektonicznych magazynach. To nie jest miasto kultury. To miasto, które rozsądnie zaplanowało zmianę swojego wizerunku – mówi profesor.

Muzeum Guggenheima w Bilbao

Na zdjęciu Muzeum Guggenheima w Bilbao, licencja CC 2.0, Stefano Montagner

W Berlinie Gehry nie mógł sobie pozwolić na takie szaleństwo. To władza powiedziała mu, że 50 m od Bramy Brandenburskiej musi stanąć coś o zdecydowanie berlińskim charakterze. Gehry musiał się do tego dostosować .

O wpływ władców na światową architekturę pytam Grzegorza Piątka, krytyka architektury i członka zarządu fundacji Centrum Architektury. – Władza zrobiła wiele dobrego dla architektury oraz dla samych architektów. Despoci pozwalali wyżyć się swoim budowniczym, którzy chętnie z tego korzystali – mówi Piątek. – Architekci, którzy budowali dla Mussoliniego, tworzyli zwartą grupę polityczną. Nie wszyscy jednak robili to świadomie, ponieważ czasem znajdowali się obok tej sfery ściśle politycznej. Dla większości najważniejsze było jednak aby budować. Tak jak szewc, który szyje buty dla wojska i nie zastanawia się czy żołnierze, którzy później je włożą, będą przestrzegać Konwencji Genewskich – porównuje.

Piątek dodaje, że architekci na usługach reżimów wcale się nie tłumaczą. – Bez skrępowania mówią, że tylko dzięki takim zleceniodawcom jak rząd chiński mogą pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa – zaznacza krytyk.

Przykładem powyższego nawiązania jest choćby Rem Koolhas, autor siedziby chińskiej telewizji, której projekt jest w swojej formie próbą dekonstrukcji wieżowca. W jednym z serii wywiadów z Hansem Urlichem Obristem Holender mówi o misyjnej roli telewizji państwowej, a sugestie łamania praw człowieka w Chinach nazywa „dziennikarską propagandą”. Za paradoks możemy uznać to, że postrzegany za jednego z największych intelektualistów wśród architektów, Koolhaas, z grupy laureatów Nagrody Pritzkera (najważniejszego architektonicznego wyróżnienia) buduje najwięcej w krajach pozbawionych wolności i krytykowanych za nieprzestrzeganie praw człowieka.

2813557183_919448bdb4_b

Na zdjęciu CCTV – Budynek państwowej telewizji w Chinach, licencja CC 2.0, fot:  poeloq

Kontekst głupcze!

Czy polityczne kategorie: totalitarny i demokratyczny możemy jak przez kalkę przypisać do oceny architektury? – Dychotomia: architektura totalitarna versus architektura demokratyczna nie jest do końca prawdziwa – mówi mi Grzegorz Piątek. Krytyk dodaje, że same zabiegi czy rozwiązania mogą komunikować różne przesłanie w zależności od kontekstu. – Choćby Sąd Najwyższy przy placu Krasińskiego w Warszawie zaprojektowany przez Marka Budzyńskiego. Architekt budynku mówi, że w jego założeniu zastosowanie układu kolumn miało nawiązywać do starożytności i przejrzystego wymiaru sądownictwa. Wielu jednak uważa ten budynek za opresyjny. Podobnie możemy oceniać Muzeum Narodowe w Warszawie. Jest zestaw chwytów, które sprawiają, że architektura nas onieśmiela. Mogą jednak być zastosowane wszędzie, w każdym czasie i w każdym ustroju – podkreśla Piątek.

9578406456_a401fa0da4_k

Na zdjęciu: Sąd Najwyższy w Warszawie, licencja CC 2.0, fot: Markus Winkler

Podobna konstatacja przyświecała autorom wystawy „9 + 1 sposobów na bycie politycznym”, która miała miejsce w 2013 r. w jednym z najsłynniejszych centrów sztuki współczesnej: Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Wystawa została zorganizowana kilka budynków obok fragmentów muru berlińskiego, które przywieziono do Nowego Jorku jeszcze w 1990 r. Gdy zaledwie wycinek całego muru stanął obok tętniących życiem i pełnych przepychu budynków – ten symbol opresji i podziału Europy na dwie części stał się tylko kawałkiem gruzu.

Zagadnienie kontekstu podkreśla również Christian Kerez w wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” w 2008 roku. „Architekturze przypisuje się znaczenie polityczne, ale ona sama w sobie nie jest polityczna” – mówił projektant, który zjadł zęby na kontaktach z warszawskimi władzami miejskimi. Jego projekt Muzeum Sztuki Nowoczesnej, który miał stanąć na Placu Defilad, ostatecznie nie zostanie zrealizowany.

Jak mówił Kerez: „ten sam budynek może mieć różne polityczne znaczenia. Na przykład więzienie Spandau w Berlinie, w którym siedzieli zbrodniarze hitlerowscy, zostało zburzone, bo po samobójstwie w 1987 r. ostatniego z nich – Rudolfa Hessa – stało się miejscem spotkań neonazistów. To nie był jednak budynek z okresu nazizmu, tylko starszy, z XIX wieku.” Kerez tym samym pokazuje, że architekt nie ma wpływu na polityczne asocjacje, jakie budynek wywoła.

Pekin

Być może najbardziej kontrowersyjnym budynkiem w Polsce jest Pałac Kultury i Nauki. Nazywany bywa różnie. Również „Pekin”. Obecny marszałek Sejmu, Radosław Sikorski wiele razy podkreślał, że najchętniej widziałby ten gmach… w gruzach. Jak może się zmieniać oddziaływanie budynku na przestrzeń, mówił mi w rozmowie Krzysztof Chwalibóg, przewodniczący Polskiej Rady Architektów.

- Pałac Kultury i Nauki w swoim założeniu był despotyczny. Wyrażał czyjąś wolę, która została narzucona miastu. Po kilku latach budynek wrósł w krajobraz miasta, a po kilkudziesięciu ludzie przyzwyczaili się do niego, zaczęli traktować jako jeden z symboli stolicy. Dziś jest stałym elementem w przestrzeni miasta, jednym z wielu wysokościowców, które wyrosły w centrum stolicy – zauważa Chwalibóg.

„Pałac Kultury można porównać nie z socrealistycznymi „Siedmioma Siostrami” w Moskwie, ale z wieżowcami takimi jak np. Rockefeller Center w Nowym Jorku” – mówił „Wyborczej” cytowany już Christian Kerez. Jak dodał: „Radziecki architekt, który zaprojektował moskiewskie pałace kultury, w latach 30. odwiedził Nowy Jork i wieżowce w stylu art déco, które tam zobaczył, były dla niego obrazem nowoczesności. Dwadzieścia lat później zrobił coś bardzo podobnego w swoim kraju. Formy, które były wyrazem kapitalistycznego indywidualistycznego spełnienia, tutaj stały się wyrazem komunistycznego państwa.”

RCiPKiN

Na zdjęciu: Rockefeller Centre, licencja CC 2.0, fot: Christopher John SSF oraz Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, licencja CC 2.0, fot: Krystian Olszanski

W poszukiwaniu architektury demokratycznej

W swoich zapiskach z podróży po Nowym Jorku (wydanych przez Centrum Architektury w 2013 r.), przywoływany już Le Courbousier pisze: „Postawa wynalazcy różni się od postawy polityka”. Jak zaznacza, losem wynalazcy jest „odkrywać, wiedzieć i tworzyć. Szukać, a zarazem wątpić. Udoskonalać, a zarazem modyfikować”. Rola decydenta jest według niego bardziej konkretna, ponieważ polityk „dowiaduje się, wybiera i wdraża”. Kilkanaście linijek później guru modernizmu zauważa jednak, że władza decyduje nie w oparciu o racjonalne przesłanki, a „decyduje się, aby uniknąć skandalu, aby »zagrać na nosie« Iksińskiemu z przeciwnego obozu”. Popularny „Corbu” te uszczypliwe wobec polityków refleksje pisał już w latach 30.

- Architektura demokratyczna to taka, która uwzględnia również potrzeby osób, które mają problem z poruszaniem się – mówi Krzysztof Chwalibóg. Jak dodaje, przestrzeń publiczna powinna być dostosowana do każdego użytkownika. – Wcześniej takie działania nie były na porządku dziennym, ale powoli zaczynamy iść w tym kierunku – dodaje.

Gdy pytam o to, co kojarzy mu się z ignorancją, brakiem myślenia o użytkownikach przestrzeni, bez wahania na w rozmowie pojawia się znów wątek Placu Defilad w stolicy. – Jednym z wyrazów niedemokratyczności miasta jest przestrzeń pomiędzy Dworcem Centralnym, a wejściem do metra w Warszawie – podkreśla jednoznacznie. – Od kilkunastu lat władze nie zważają na to, że dziennie kilka tysięcy osób musi radzić sobie z przejściem przez tą kompletnie nieprzystosowaną przestrzeń i ciągnąć walizki po bruku wydając przy tym dźwięki jak z karabinu maszynowego – krytykuje. – Miasto nie uwzględnia problemów tysięcy mieszkańców, a z drugiej strony codziennie wydaje olbrzymie sumy na reklamowanie swojego wizerunku – mówi zirytowany Krzysztof Chwalibóg.

Czy zatem rozwiązaniem jest wdrażanie w życie projektowania w oparciu o interakcję użytkowników? Czy pełnym wyrazem „architektury demokratycznej” jest partycypacja mieszkańców w projektowaniu? Pytam o to Grzegorza Piątka, który zaznacza, że popiera tworzenie architektury opartej na partycypacji, jednak podkreśla, że ten proces nie może prowadzić do zwalniania z odpowiedzialności architekta czy inwestora.

- Zagrożeniem partycypacji może być jej wybiórczość, wręcz selektywność. Władzom bądź inwestorowi może zależeć, aby ukryć swoje prawdziwe intencje, przedstawiając do konsultacji mniej istotne – np. z punktu widzenia politycznego – kwestie. Co ważne, należy również wyważyć opinie eksperckie oraz potrzeby użytkowników, ponieważ te drugie mogą prowadzić do ograniczania innowacji – zauważa.

Ile więc swobody ma architekt? Odpowiada Christian Kerez. – Nigdy nie jest wolny i na tym polega różnica między architekturą a innymi dziedzinami sztuki. Architekt jest zależny od władzy. By postawić budynek, potrzeba władzy, pieniędzy, możliwości podejmowania decyzji. Każdy projekt, każda wizja jest więc już w punkcie wyjścia ograniczona (…).

  22 comments for “Architekt i władca. Najstarszy biznesowy romans w dziejach?

  1. 18 września 2017 o 10:53

    czytałem z zapartym tchem

  2. 13 lipca 2017 o 01:38

    Twórz jak najwięcej bo fajnie się czytało

  3. 24 lutego 2017 o 07:35

    po prostu dobry artykuł

  4. 21 lutego 2017 o 10:48

    pozdro dla autora, masz talent:)

  5. 9 listopada 2016 o 15:43

    nierealniejący

  6. ~Lenka
    15 marca 2015 o 12:41

    „pal w łóżku, nie zostawiaj ich bez pracy…”
    http://www.almoc.pl/img.php?id=3117

  7. ~Etam
    14 grudnia 2014 o 15:45

    O rany, po pierwsze – Le Courbousier? Naprawde? Dwa razy, a wiec to nie literowki, ale ignorancja – i to w czasach, gdy wystarczy wklepanie jakiejkolwiek frazy do Googla, zeby sprawdzic?
    Po drugie – co to za wywazanie otwartych drzwi – przeciez to oczywista oczywistosc (ze sie podepre cytatem z klasyka) ze architektura jest oznaka prestizu, onaocznia potege i bogactwo. Przeciez palace, katedry, czy inne osrodki wladzy przede wszystkim pelnily funkcje reprezentatywna – i dalej pelnia. Wszelkie dyktatury i totalitaryzmy uwielbialy podkreslac swoja potege i zasieg na kazdym kroku, a okazaly, przytlaczajacy gmach to najlepsza wizytowka nieograniczonych mozliwosci. Przeskalowane elementy mialy budzic respekt i strach , a prostackie nawiazania do porzadkow klasycznych – legitymizacje uzurpatorskiej wladzy w oparciu o pradawne nadanie. Przy okazji sam gest wyburzania czesci miasta pod nowe gmaszysko to juz nawet nie symboliczne wymazywanie historii i zerowanie licznika czasu. Dlatego demokratyczne systemy nie maja z reguly tak szerokiego gestu – i stad ta cala dyskusja o PeKiNie: czy chcemy wymazac te epoke z historii stolicy, czy wrecz przeciwnie, czy symbol zostal wcielony w tkanke miasta, czy wciaz jest cialem obcym – symbolem okupacji. Ale to przeciez oczywiste, wystarczy popatrzec na nowobogackie wille, ten sam mechanizm w mikroskali.
    Po trzecie – jasne, ze architekt zawsze jest zalezny od inwestora, wynika to z kosztow produkcji (porownajmy to z cena blejtramu i farb).Na ile inwestor ingeruje w ksztalt koncowy – to juz inna sprawa. Na otarcie lez wielu architektow wznosi swoje prywatne manifesty w postaci wlasnych rezydencji – i to jest rowniez bardzo pouczajaca lekcja architektury.
    Po czwarte – tak, architektura zmieniala swoje oblicze i repertuar srodkow, reagujac na zmiany spoleczne. Czesto inicjatywy te byly bardziej lub mniej chybione (Le Corbusier), czasem sie kompletnie do zycia nie nadawaly (Gaudi). Czasem nawet architektura probowala prowokowac spoleczne zmiany (socrealistyczne budownictwo mieszkaniowe)
    Itp, itd, ale to przeciez wszyscy wiemy, wiec o czym jest ten tekst?

  8. ~Janusz
    14 grudnia 2014 o 13:14

    Ryba psuje się od głowy, jak szefowi wolno.. http://www.almoc.pl/img.php?id=2362

  9. ~piotr
    14 grudnia 2014 o 12:45

    Ale o co kaman? Klient płaci, klient wymaga! A tak się składa, że rządzący mają najwięcej pieniędzy z którymi się nie liczą (bo to publiczne), więc stać ich na wielkie inwestycje i wielkie fanaberie. Co w tym dziwnego??? Amerykę odkryli?

  10. ~mezo
    14 grudnia 2014 o 12:14

    myślę,że nie ma to wielkiego wpływu na prędkość obrotu planety(wg oficjalnych danych – ok 1667km/h na równiku) a prawda może być zupełnie inna(np ziemia stoi w miejscu) jeśli spowolni to o parę km/h. a i tak ciężko jest utrzymać się na karuzeli , która wiruje ponad 1500km/h bez AVIOMARIN-u

  11. ~Ania
    14 grudnia 2014 o 11:31

    Dobra rada Życie z Polskie małżeństwo jest jak loteria http://www.almoc.pl/img.php?id=2563

  12. ~rexAuguste
    14 grudnia 2014 o 11:03

    Budowa piramid przyśpieszyła ruch ziemi, tama spowolniła
    bilans zero
    Nota bene był projekt Altantropa
    Sörgel chciał zagrodzić Cieśninę Gibraltarską, aby obniżyć poziom Morza Śródziemnego (a w razie konieczności nawet je osuszyć) oraz skolonizować na nowo ogromne obszary Afryki pod względem ekonomicznym oraz gospodarczym.
    W 2005 r. powstał film dokumentalny o utopijnej koncepcji Hermana Sörgela pt.: Atlantropa. The Dream of a New Continent (pol. Atlantropa. Kontynent ze snów)[1].
    1źródło wiki

    • ~Krzysztof
      14 grudnia 2014 o 11:26

      Myślę, że Onet powinien zamieszczać artykuły dla czytelników a nie dla naukowców. Coś nasz pismak przesadził z terminologią i wtrąceniami. Z artykułu który powinien coś opowiedzieć czytelnikowi, wyszła sztuka ble ble ble dla sztuki ble ble ble. Czytam już drugi raz ten artykuł .Składnia słów przeraża. I powiem Wam -szczerze- nie wiem o co chodzi autorowi.Żenada.

      • ~SLK
        14 grudnia 2014 o 12:42

        Sądzę, że tacy czytelnicy jak Ty skoro już nie mają wiedzy i posiadają wąski słownik (ja nie jestem architektem, ani kontruktorem a nie mam żadnego problemu ze zrozumieniem tego tekstu)… powinni korzystać z wikipedii, żeby zrozumieć czytaną treść (jak w szkole podstawowej). Pozdrawiam.

  13. ~Andrzej
    14 grudnia 2014 o 10:59

    Takie cuda nawet na http://www.dajdrobne.com można zamówić znajdziesz i budowlańca i architekta, co świat Twój poruszy

  14. ~grzeg
    14 grudnia 2014 o 10:54

    Szanowni, nie czarujmy sie. TAk jest z kazda sztuka, z kazda usluga. Jesli malarz mysli , ze jest wolny, to sie myli. Jest bardziej wolny w tworzeniu od architekta, z pewnoscia ale nie jest wolny. Zmusza go do tego zycie. Zakladam, ze malarz zyje ze swojego malarstwa a nie chowa do szuflady a utrzymuje go zobna, czy kochanka…Problem z zasiegu oddzialywania i kosztach „produkcji”. Oczywiscie , ze architektura niesie w sobie pokuse totalitaryzmu, zawladniecia przestzrenia w sposob doktrynalny, czy tylko paradygmatyczny. W tym rowniez robi to tzw. architektura tzw „demokratyczna” skierowana bardziej na mode /reprezentuje to np. rozne „modne” trendy/. Jest ona rownie opresyjna jak totalitarna plitycznie. Widac to w balaganie pzrestzrennym i architektonicznym np Warszawy…Po prostu nadmiar polityki /totalitarnej czy demokratycznej/ jest zly dla architektury. Jest to problem wzmacniany bardzo zcesta na caly swiecie glupota wybieranych politykow, ich nieuctwem itp.Demokracja jak wiemy nie sprawdza sie ale tez nic lepszego nie wymyslono. Jest jeszcze czynnik ambicjonalny a ten ma bezgraniczny zasieg, rowniez w zakresie glupoty. Jaki lekarstwo. Byc madrym przy wyborze i byc madrym zawodowo /to do architektow/. Zawodowe myslenie spoleczne o pzrestzreni jest jedynym gwarantem . Oparcie swojej tworczosci nie tylko na intuicji, checiach i alencie ale rowniez na wiedzy, tej socjologicznej rowniez. Byc odwaznym. Banal ale barzdo wazny w dzialaniu architekta. I umiec sluchac.Opierac sie modom, ktore teraz sa tak wszechwladne i podobnie jak w naszym kraju, machalnie kreuja sie na zbawce swiata wizualno-architektoncznego….wiele tych oczekiwana . Prosta ocena jest charakterystyczna dla glupcow i proste oceny zostawmy im.Szkoda tylko, ze zbyt czesto rzadza oni swiatem. Ale to tez i nasza zwyklych wyborcow wina, w jakiejs czesci

  15. 14 grudnia 2014 o 10:32

    Wasz życzliwy,monotonny bloger pyta grzecznie, kiedy rusza remont ulicy Cukrowej w Szczecinie ?
    Na tym odcinku od przejazdu kolejowego Gumieńce w stronę Warzymic,
    gdzie brak za przejazdem OZNAKOWANEGO PRZEJŚCIA DLA PIESZYCH, brak pobocza,
    brak latarni miejskich, brak drogi rowerowej i asfaltu na jezdni.
    Pozdrawiam serdecznie…

  16. ~IIRP
    14 grudnia 2014 o 09:55

    Owszem, polityka wykorzystuje architekturę. Np. w wielu systemach architektura służy idei państwa, także totalitarnego. Tutaj przykładem byłby socrealizm z jego dziwaczną doktryną „architektura ma być socjalistyczna w treści, a narodowa w formie”. Stąd monumentalizm w połączeniu z renesansowymi attykami, girlandami, stiukami ze sztucznym i teatralnym skutkiem. Państwo korzystając z architektury także jej służyło, przykład międzywojenny modernizm. Powstało wtedy wiele nowoczesnych, ładnych, dobrze zaprojektowanych obiektów publicznych i mieszkalnych.

  17. 14 grudnia 2014 o 09:10

    dla dobra klasy robotniczej wiadomość powinna zostać usunięta, w przeciwnym razie amerykańscy żydzi w podległych republikach bananowych (w tym w Polsce) wydłużą czas pracy w ciągu dnia. Długości czasu pracy wydłużyć już nie mogą bo jest powyżej średniej długości życia.

    • ~ciekawy
      14 grudnia 2014 o 10:13

      ty siurku tak na poważnie czy to jaja z lewaków?

  18. ~rED
    14 grudnia 2014 o 09:02

    Można Pekin porównać do wszystkiego ale i tak najbardziej podobny jest do owych „moskiewskich 7 sióstr”. Amerykańskie wieżowce nie mają tak monstrualnego przyziemia jak ruskie.

  19. ~Andrzej
    11 grudnia 2014 o 07:44

    jak Polscy drogowcy zaskoczyli zimę… http://www.almoc.pl/img.php?id=2562

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *