Edward Szybki i jego przygoda

Edward Szybki, ambitny handlowiec z dużej krakowskiej firmy, w piątek rano skończył swój coroczny urlop. Tego samego dnia, jeszcze formalnie mając wolne, podjechał do biura zabrać firmowy samochód. W poniedziałek wyjeżdżał na dwudniową delegację, jak co tydzień. Bądźmy szczerzy, był także ciekawy, czy firma w końcu zakupiła nowe samochody dla najlepszych pracowników, o których od dawna rozmawiało się w kuluarach. Ku jego wielkiej radości nowe, lśniące auta stały na parkingu, a jedno z nich przeznaczone było dla niego.

– No bo co w końcu, kurcze blade – pomyślał – należy mi się nowe auto, choćby za dobre wyniki w poprzednim kwartale.

Auto odebrał bez problemów i uradowany wrócił do domu. W weekend planował zamontować prywatne radio CB, a także przykręcić uchwyt na smartfona (bez uruchomionej aplikacji „Janosik” nigdy nie wybierał się za miasto). Trasy nie musiał planować, bo znał ją doskonale. Od czasu gdy awansował na stanowisko regionalne, czyli dokładnie od dwóch lat, pokonywał ją prawie co tydzień. Formalnie odpowiedzialny był za południowa Polskę, ale w praktyce musiał często jeździć dalej. Zwykle dojeżdżał do Jeleniej Góry jeżdżąc na zachód i do Tomaszowa Lubelskiego i Przemyśla podróżując z Krakowa w kierunku wschodnim. I tym razem miał pokonać podobną trasę, odwiedzając po drodze kilku najważniejszych klientów. Co prawda było to prawie dwa tysiące kilometrów do przejechania w dwa dni, ale dla Edka nie było rzeczy niemożliwych. Trasę znał, wiedział gdzie można przycisnąć, nadgonić, a poza tym było CB, był „Janosik”. I jeszcze to nowe auto… Nowe, z mocnym silnikiem. Czuł się pewniej niż zwykle.

Wcześnie rano w poniedziałek jak zwykle zatankował na stacji obsługującej jego firmę, zamówił dwa hotdogi, były z kabanosem, takie jak akurat lubił, popił kawą i ruszył. Wszystko układało się idealnie, nowe auto przypasowało mu od razu, wszędzie docierał na czas, a rozmowy z klientami układały się po jego myśli. Wczesnym wieczorem we wtorek dotarł do domu, wypił dwa piwa świętując udany wyjazd, za który – jego zdaniem – na pewno otrzyma premię. Należało mu się. Zresztą jak zwykle, przecież jego wyniki były ponadprzeciętne.

W środę wypadał dzień w biurze. Nie lubił tych dni, praca przy biurku męczyła go i nudziła. Nie lubił przewalać stert papierów, nie znosił wypełniania formularzy i pisania raportów. Chciał być w trasie, marzyła mu się wolność, wyzwania, adrenalina… Na jego biurku czekała na niego kartka zapisana zamaszystym pismem sekretarki: „O 10.00 zgłoś się do szefa”. Edek najpierw zamarł, ale szybko sobie wytłumaczył, że przecież nie się czym przejmować. Wszystko przecież robił jak należy.

– Cześć Edek – szef przyjął go dość chłodno, wskazując fotel po drugiej stronie jego biurka. – Trzy osoby do mnie dzwoniły.
– Panie prezesie, kto dzwonił? Ktoś z klientów? – Edek zupełnie nie wiedział, o co może chodzić.
– Edek, nie udawaj – powiedział prezes widząc kompletne zdziwienie wymalowane na twarzy Edka, a potem dodał: – Idź obejrzeć tył swojego auta.

Edek posłusznie opuścił biuro, ukłonił się ochroniarzowi przy parkingowym szlabanie i szybko poszedł dalej, jakoś tym razem nie miał ochoty z nim rozmawiać. W głowie mu się kłębiły różne myśli. Może ktoś mi auto porysował? Może ktoś wjechał w tył? Już z daleka zwrócił uwagę, że na wszystkich firmowych autach, poza standardowym logo firmy, naklejono nową naklejkę. Dużą, niebieską, z białym napisem. Musiał jej wcześniej nie zauważyć. Jego auto nie było ani porysowane, ani rozbite. Z ulgą podszedł bliżej i odczytał napis: „Jeżeli jadę za szybko, poinformuj o tym mojego szefa dzwoniąc pod numer: XXX-XXX-XXX”. Edek aż cały się spocił, powoli docierało do niego co oznaczały słowa szefa o trzech telefonach… Poważnie rozemocjonowany wrócił do biura szefa, bez słowa usiadł na fotelu, który przed chwilą opuścił.

Wyprzedanie na podwójnej ciągłej. 90 km/h w terenie zabudowanym. Wyprzedzanie na trzeciego. Zarzuty były ciężkie i Edek wiedział, że trudno się usprawiedliwiać…

– Tym razem ci daruję – powiedział szef, wstając z fotela – ale w przyszłości pamiętaj, że będąc na delegacji dalej jesteś pracy i obowiązują cię pewne zasady.

Edków Szybkich na polskich drogach jest wielu, pracują jako handlowcy, managerowie, w firmach przewozowych, farmaceutycznych, spożywczych, meblowych, a także w każdej innej dziedzinie. Każdy z nich ma swój sposób na Policję, na fotoradary. Każdy wie, gdzie „misie suszą”, a gdzie może przycisnąć. Wiedzą jak jechać, by nie zapłacić mandatu. Ale każdy z nich ma też szefa, który na aucie może umieścić odpowiednią naklejkę. Jeśli jadę za szybko, jeśli łamię przepisy, jeśli jestem zagrożeniem na drodze, jeśli jadę niebezpiecznie, zadzwoń do mojego szefa. Zadzwoń i poinformuj, a szef będzie wiedział co zrobić.

To daleko posunięte wnioski, ale jestem spokojny, że z perspektywy czasu okazały by się słuszne. Naklejka jest prostym i skutecznym rozwiązaniem, które pozytywnie wpłynie na wizerunek firmy, a co najważniejsze może uratować komuś życie.

  165 comments for “Edward Szybki i jego przygoda

  1. ~ad
    15 września 2014 o 21:40

    Naklejka magnetyczna i po problemie

  2. ~Bartosz Winiarski
    5 września 2014 o 10:29

    Edek Szybki odpowiada na zarzuty… Zapraszam do lektury odpowiedzi na część komentarzy: http://terenzabudowany.blog.pl/2014/09/04/edek-odpowiada/

  3. ~Dem
    5 września 2014 o 08:53

    Nie ma co popierać PH, bo jeżdżą jak jeżdżą, ale z drugiej strony szef z artykułu jest co najmniej mało poważny. Skoro 2000 km jest do zrobienia w ciągu dwóch dni, a oprócz tego trzeba odwiedzić klientów, cóż….jeśli nie chce, aby jego pracownicy naginali przepisy, niech im kupi samochody z możliwością teleportacji. Generalnie żenuła :P

  4. ~marek
    4 września 2014 o 02:23

    nie popieram takiego stylu jazdy i pracy ale sam to robiłem i robię nadal tyle że nie jako rep ale taksówkarz. większość telefonów i skarg pochodzi od ludzi, którzy wg. mnie nigdy nie powinni pojawiać się na drodze a już szczególnie za kierownicą. taki pajac potrafi jechać o 3.00 rano przez miasto 30mil/h bo takie jest ograniczenie w miejscu gdzie nie ma zabudowań i nawet policja przymyka oko na prędkość w biały dzień. spróbujesz go wyprzedzić to pajac będzie mrugał światłami jeszcze wtedy kiedy już cię nie będzie widział a do tego zaraz zadzwoni do firmy bo zauważył logo (a firma powszechnie znana w rejonie) żeby wykazać się obywatelską postawą i przekazać info o idiocie wyprzedzającym jego jadącego prawidłowo (jak idiota) . a w firmie oczywiście przyjmują, rejestrują, monitorują, zapewniają o wyciągnięciu odpowiednich konsekwencji, odkładają słuchawkę i kwitują…. fu…k off. trzeba wychodzić naprzeciw oczekiwaniom szeroko pojętego społeczeństwa i własnego interesu….

    • ~donek
      4 września 2014 o 03:24

      NIe wiem co to za kraj gdzie jezdzisz cab’em ale 30mil/h wskazuje na US of A. Pracuje dla amerykanskiej miedzynarodowej korporacji, nie w Ameryce. Mam sluzbowy samochod rowniez do celow prywatnych. W przeszlosci mialem naklejke z numerem telefonu aby ludzie dzwonili ze skargami za niewlasciwa jazde. Pozniej firma wprowadzila GPS zamiast naklejek i samochody sluzbowe sa monitorowane 24/7! Monitorowanie polega na elektronicznym sledzeniu samochodu przez caly dzien i noc, i wyciaganiu konsekwencji za np. przekraczanie predkosci lub za jezdzenie samochodem miedzy polnoca i piata rano czego firma zabrania. Inwigilacja na 100%. Do Polski tez przyjdzie, jesli juz nie przyszla. Pozdrawiam.

      • ~GLoCK
        4 września 2014 o 06:38

        W polskich firmach też już wprowadzono monitoring GPS. Każdy kierowca zanim odpali samochód musi osobistą kartą uruchomić auto i niestety jeżdzić zgodnie z przepisami. Gwałtowne wyprzedzania, przekroczenia predkości, jazda w niedozwolonych godzinach, niezgodność kart jazdy z zapisem GPS – WSZYSTKO jak na dłoni i nie ma uproś.
        I każdy podpisuje lojalkę gdzie ma przyjmuje do wiadomości że zachowanie na drodze niezgodne z przepisami działa na szkodę pracodawcy.
        Nawet małe hurtownie które mają parenaście a nie kilkaset samochodów jak moja firma już z tego korzystają

  5. ~Marek
    4 września 2014 o 00:01

    Mieliśmy takie naklejki. Dzwonią w 90% gówniarze z dwcipami typu „umów sie ze mną”.

  6. ~mikuś
    3 września 2014 o 23:17

    dziś wracając z pracy jechałem za tirem który właśnie miał taką naklejkę na naczepie nie zajarzyłem o co chodzi z tym szybkim edkiem ale teraz już wiem.

  7. ~Exar
    3 września 2014 o 22:44

    Autorowi polecam popracowanie w handlu, najlepiej jakimś multinational corpo jako rep.
    Wtedy takie grafomańskie opowieści z drzewa sandałowego odejdą w niepamięć.

    • ~x
      3 września 2014 o 23:38

      Nie ma się co z chłopaka nabijać – to jego pierwszy post w końcu, kiedyś się nauczy i napisze coś mądrego i przynajmniej sprawiającego wrażenie, że nie jest bujdą z palca wyssaną. Pewno ma prawo jazdy od niedawna i stresują go wszyscy, którzy jeżdżą szybciej niż 20 km/h, więc potrzebował odreagować

    • ~bart
      4 września 2014 o 01:42

      to samo pomyślałem

  8. ~robert
    3 września 2014 o 22:33

    Zrobiono kiedys taki test ale gosc z telefonem siedzial w aucie o czym dzwoniący nie wiedzieli. Okazało się, że dzwonili tylko ludzie stojący za nim w korku i opowiadali głupoty jak to ktoś właśnie pędzi, wymusza i mieli z tego ubaw. To się nie sprawdza i w żaden sposób nie jest miarodajne. I tak na trasie nikt nie zdąży zapisać numeru jeśli faktycznie gość zasuwa. Tylko głupi szef wybiera takie rozwiązanie. Jedynie GPS jest wiarygodny jeśli nie ufa się swoim pracownikom.

  9. ~Marek
    3 września 2014 o 22:01

    Przedstawiciel handlowy nie tłumaczy się przed szefem z jazdy a z wyników :))) Każdy szef wie że wyprzedanie na 3ciego 160 na godzinę to norma w tej pracy zresztą szef oczekuje i tak niemożliwego więc taką naklejkę Ojciec Dyrektor tyko przykleja hehehehe

  10. ~Don
    3 września 2014 o 21:39

    No cóż….jakim samochodem można jeździć ponad setką po dziurawych drogach? Jaki samochód wytrzymuje przekroczenie ładowności? Jaka fura pędzi na maxa po naszych ulicach? Która fura pali świetnie opony? Tak…zgadliście – to samochód służbowy! Faktem jest, że kierowcy samochodów słuzbowych (wszelcy krawaciarze – jak ich nazywam) nie liczą się z nikim na drodze i trasie! Takie naklejki skutecznie hamują zapędy naszych „szybkich i wściekłych”. Telefony do szefów nie wykonują mameje a logicznie myślący kierowcy, którzy niejednokrotnir sa ofiarami poczynań kierowców samochodów „wiecznie na topie i wiecznie spieszących się” Jeżeli kierowca w/w opisanym blogu pędzi i się śpieszy to według mnie….kiepski organizator, skoro nie daje rady połapać wszystkiego w normalnym czasie! Niezastąpionych, tych co mieli zawsze szczęście i pierwszeństwo – już trochę zasiedliło cmentarze a i innym (niezainteresowanym) pracą kierowcy również. Przykład? Jadę autostradą, jakieś 145 – 150 km/h. WYPRZEDZA(!) mnie compakt blondi w białym autku oklejonym reklamami firmy. Mała, krucha blondi trzyma w prawej dłoni telefon i napiernicza w słuchawkę a lewa dłoń? W lesej trzyma otwarty i nadgryziony batonik a kierownicę „trzyma” trzema ostatnimi paluszkami! Jeden wystrzał opony, ptak przelatujący przed maską, nieprzewidziana sytuacja na drodze i blondi leci w barierki taranując wszystko po drodze!*
    Widziałem w Niemczech, jak policja postanowiła skontrolować jak jeżdżą kierowcy pociągów drogowych (tiry). SZOK!
    Włoski kierowca puszcza co chwilę kierownicę i gestykulując „rozmawia” przez telefon!
    Inny kierowca OPUSZCZA siedzenie kierowcy i…..szuka czegoś na kanapie w kabinie, stojąc tyłem do kierunku jazdy!
    Trzeci kierowca ma na kierownicy jakieś czasopismo i….łyżeczką je jakąś potrawę z kubka!
    Przypadek polski? Rozmawiałem z młodym kierowcą tira w…szpitalu. „Strzelił” mu pęcherz!
    Opowiadał, jak by nie tracić czasu na pobyt w toalecie, on i jego kumple kierowcy sikają do…..plastikowych butelek podczas jazdy! Opowiadał również, co dzieje się w kabinie, gdy taka butelka czasami wymsknie się spod kontroli! Myślę, że naklejki z danymi szefa to dobry pomysł by ostudzić zapędy „miszczów” kierownicy ale też daje myślenie szefom, by nie naciągać norm swym kierowcom

    *) nie jestem szowinistą. Ten przykład jest faktem.

    • ~aasd
      16 września 2014 o 10:23

      przy 140-150 km/h nawet z dwoma rękoma na kierownicy przy strzelonej oponie (szczególnie z przodu) już chłopie nic nie zrobisz

  11. ~kasia
    3 września 2014 o 21:32

    No cóż – fajne to CB i Janosik, tylko czy poinformują one pirata drogowego, w którym miejscu na drogę wyskoczy dziecko z posesji mieszczącej się przy trasie??

  12. ~KrzySztof
    3 września 2014 o 21:18

    Historia z gatunku zmyślonych, ale kiedy jeszcze się turlałem po kraju parokrotnie widywałem podobne na parkingach. W drodze parę razy, ale ich posiadacze zazwyczaj jechali tak dynamicznie, że nie było szans na przeczytanie i zapamiętanie numeru.
    Swoją drogą wielokrotnie rozmawiałem z „merczami”, którzy narzekali na wyśrubowane normy wizyt. Można było odnieść wrażenie, że ich trasy były ustalane przy założeniu średniej 90 km/h, Kto jeździ ten wie jakie cyferki trzeba kręcić, żeby taką średnią utrzymać.
    Na pocieszenie dodam, że to nie od dziś. Sąsiad 20 lat temu, rozklekotanym roburem, dwa razy w tygodniu robił samotnie trasy znad morza do Cieszyna, tam odbierał towar z Celmy i Polifarbu i wracał – lekko 1300 km. Czasy powyżej 30 godzin były przez jego szefów traktowane prawie jak sabotaż.

  13. ~Krzyś
    3 września 2014 o 21:06

    nie gadajcie bzdur, wiadomo że handlowcy przeginają, zawsze. wiadomo że nie potrafią prowadzić samochodów pomimo nabitego licznika….to leszcze bez rozumu na drodze. myślą tylko o planach roboczych. pozdawali prawka ale nie potrafią normalnie zaparkować i nie wynika to z pośpiechu tylko z braku praktyki i kompletnej głupoty….miałem kiedyś babkę, handlowca….durna była na ulicy prowadząc samochód i w domu….nie dzwoniłem do szefa….zwolniłem ją….

    • ~kierowca
      3 września 2014 o 21:31

      nie masz pojęcia o jeździe, nie masz pojęcia o tym co piszesz. z Twoich słów słów jedynie wynika, że nie dorosłeś aby cokolwiek komentować

    • ~luki
      3 września 2014 o 21:43

      aż dziw bierze że taki osioł jak Ty potrafi w ogóle pisać… szkoda słów

    • ~delik85pl
      3 września 2014 o 21:44

      kierowca zawodowy ma przejebane

  14. ~Beazebo
    3 września 2014 o 20:40

    Zły kierowca to taki który:
    Zwalnia kiedy do niego podjeżdżasz przy ciągłej, przyspiesza przy przerywanej, dodaje gazu kiedy go wyprzedzasz mimo iż z na przeciwka pojawia się samochód, wali po oczach długimi za tobą, ma dużo za wysoko podniesione światła. To właśnie tacy kierowcy są najmądrzejsi? Nie to przez takich głąbów zmuszeni kierowcy powodują błędy, a czasem kiedy nie mają wyboru, bo taki ktoś kto nie potrafi utrzymać stałej prędkości nawet na 90-tce albo jest dla mnie pijanym kierowcą którego chce się jak najszybciej pozbyć albo nie umie jeździć a co do oznakowań pieszych po zmroku to dodam że nie zrobili nic z jeszcze z rowerzystami bez świateł, odlasków, kasków, lusterek, wydaje mi się że trzeźwy pieszy zejdzie z drogi kiedy jedzie samochód natomiast tego nie mogą zawsze zrobić rowerzyści, często dzieci po 2 os. na rowerze, po zmroku, a tym co wieje silny wiatr przy drodze nie straszne przepisy…

    • ~rozbawiony
      3 września 2014 o 21:48

      Jeszcze zabrakło rozpędzonych drzew czyhających na drogach. Śmiesznie się to czyta, kolejna gwiazda drogowa, co myśli że wszyscy mają na nią uważać i się do niej dostosowywać. Wtórny debilizm wymieszany z egoizmem, jak się nie podoba to do PKSu zrób przesiadkę.

  15. ~zyczliwy
    3 września 2014 o 20:23

    Obawiam sie ze z tych numerow na naklejkach korzystaja wszelkiej masci frustraci, pieniacze, desperaci i oglnie mowiac statystyczne 10% polskich schizofrenikow.

  16. ~jac
    3 września 2014 o 20:12

    Taki dobry handlowiec a nie zauważył naklejki, hahahaha, wymyslona historia

    • ~mszk
      3 września 2014 o 20:23

      Też miałem taką naklejkę i po telefonie do szefa (przekroczona prędkość) dostałem od niego premię że tak zasuwam w pracy :)

      • ~Krzyś
        3 września 2014 o 21:18

        głupoty piszesz…..i pewnie tak samo głupio zachowujesz się na drodze…czyli jak idiota

      • ~m
        3 września 2014 o 22:00

        Jak często jest widziana taka na kolejka to nie kupuje ich towarow

      • ~Anna
        4 września 2014 o 00:25

        Jak się rozwalisz to szef zaniesie Twoim dzieciom medal z kartofla za zasługi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *