Zdrowy rozsądek, fatalne drogi i inne usprawiedliwienia

Dominik opisał już konstrukcje logiczne, które stosują najczęściej usprawiedliwiacze wysokich prędkości i poszukiwacze przyczyn śmiertelnych wypadków na polskich drogach. Ja odniosę się do komentarzy, które pojawiły się pod moim tekstem – nie wszystkich, rzecz jasna, bo w momencie pisania odpowiedzi było ich ponad 700.

Po pierwsze, nie spodziewałem się tak pozytywnego odzewu. Pracuję w Internecie od paru lat i wiem, że internauci w Polsce przede wszystkim lubią się powyzłośliwiać i pośmiać, rzadziej podjąć dyskusję a jeszcze rzadziej – zgodzić się z jakąś tezą i o tym napisać. Ale takie głosy, jak np. ten:

~Luk

22 sierpnia 2014 o 06:48

Drogi Autorze, przede wszystkim pozdrawiam i cieszę się, że jest nas, rozsądnych kierowców, coraz więcej (sam od kilku lat staram się trzymać przepisów).
Zgadzam się z główną tezą artykułu. Kwestia przestrzegania przepisów, a szczególnie ograniczeń prędkości, to przede wszystkim MENTALNOŚĆ. W naszym społeczeństwie większość osób ma wpojone do głowy, że wstydem jest przestrzeganie przepisów a nie ich łamanie, że jak jeździsz przepisowo to jesteś frajer, a jak szybko to jesteś pan. Myślę, że każdy rozsądny człowiek jest w stanie zrozumieć, jakie to głupie, ale nie każdy jest w stanie zmienić swoje zachowanie wbrew ogółowi. Mam dla Ciebie za to szacunek, bo sam wiem, że (szczególnie na początku) nie jest to łatwe.
Na zakończenie chciałbym napisać jednak, że generalnie jestem optymistą. Osób które jeżdżą bezpiecznie w Polsce przybywa, sam znam takich przynajmniej kilku z własnego otoczenia. Jestem pewny, że większość z tych, którzy dzisiaj łamią ograniczenia prędkości to ludzie, którzy to robią tylko dlatego, że „wszyscy tak robią i nie chcę się wychylać”. Tacy ludzie szybko się przestawią na jazdę spokojną, jak tylko dotrze do nich, że obciachem jest szybka jazda, a nie rozsądek. Dowodem na to może być ich zachowanie na drodze np. w Austrii – większość Polaków nie ma problemów z przystosowaniem się do panującej tam kultury na drodze (oczywiście część robi tak tylko ze strachu przed policją).

świadczą o tym, że nie jestem sam. Takich postów było więcej, dziękuję.

Po drugie, sporo było postów podkreślających rozróżnienie pomiędzy przepisami, a zdrowym rozsądkiem. A to w Polsce jest dwojaki problem. Bo z jednej strony, w każdej dziedzinie życia zdarzają się przepisy bzdurne, niepotrzebne, nieprecyzyjne, itp. I sam nieraz stosuję w życiu patetyczną maksymę: „Jest taki punkt, w którym kończy się prawo, a zaczyna się człowiek”, ukutą, o ile dobrze pamiętam, przez Williama Faulknera. Na poziomie teorii, rozbrajam ten problem tak: możesz sobie człowieku kontestować jakieś przepisy, nie zgadzać się z nimi całym swoim jestestwem, ale póki obowiązują – przestrzegaj ich, a jak cię tak bardzo uwierają – walcz o ich zmianę. Zakładaj stowarzyszenia, lobbuj w mediach, idź na dyżur poselski i przekonuj do zmiany ustawy.

Na poziomie praktyki, mam dwa argumenty na obronę. Są przepisy, które mają chronić nasze życie i są przepisy, które regulują podatek za trzymanie w domu psa. Unikanie takiego podatku jest oczywiście oszustwem, ale szkoda społeczna jest znacznie mniejsza niż w przypadku zabicia kogoś na drodze. Nie namawiam do łamania jakichkolwiek przepisów, ale przepisy drogowe, zważywszy na makabryczne statystyki, powinny być przestrzegane w szczególności. A nasze anarchistyczno-szlacheckie dziedzictwo akurat w tej dziedzinie okazuje się być szczególnie silne.

Poza tym, dla każdego ten zdrowy rozsądek będzie oznaczał co innego. Dla jednego 70 w zabudowanym będzie już z nim niezgodne, a dla drugiego nawet i 90 będzie okej. Przepisy mają to po prostu ujednolicić i już.

Po trzecie,

~Ambrozy kmiec

22 sierpnia 2014 o 09:34

To jestem jednym z tych kierowców co Cie wyprzedzali.. Nie opowiadajcie o normach społecznych tylko o idiotycznych ograniczeniach… Jeżeli jestem na dwupasmowce i widzę ograniczenie do 70 to się pytam po co? Przecież to było aktualne dla aut z lat 70 tych. Te dzisiejsze trochę lepiej hamują! A po drugie czemu się dziwić że wszyscy przekraczają prędkość? Jeżeli dystans 100km przejeżdżam w Polsce realnie w 1.5h a w Niemczech o połowę szybciej to gdzieś ten czas trzeba odrobić…

Jeśli chodzi o parametry aut, to, po pierwsze, jakoś w statystykach tego nie widać, żeby się coś poprawiło, a po drugie – niestety, nie hamują na tyle dobrze, żeby zatrzymać się z prędkości 80 km/h na kilku metrach. Nie mówiąc o tym, że różnorakich złomów po Polsce wciąż jeździ mnóstwo.

Po czwarte, komentujący usprawiedliwiają szybką jazdę fatalnymi drogami. Doprawdy, interesująca logika. Czyli jeździmy szybko, bo mamy złe drogi. Jakbyśmy mieli dobre, jeździlibyśmy wolniej? Może raczej czas pomyśleć odwrotnie – mamy fatalne drogi, więc dostosujmy do nich swoją prędkość? O tym, ile powstało w Polsce dróg w ostatnim czasie i o terenach zabudowanych napisał już Dominik, ja dodam tylko, że nie pozbędziemy się z Polski tego terenu permanentnie zabudowanego. On z nami zostanie na długie lata, a siatka dróg szybkiego ruchu jeszcze przez dziesięciolecia nie będzie tak gęsta, żeby nie korzystać prawie ze zwykłych krajówek. Więc utyskujmy sobie na złe drogi, wymuszajmy na rządzie budowę kolejnych (jeśli ich tak bardzo potrzebujemy), ale stosujmy się do przepisów.

Po piąte, fotoradary jako maszynka do zasilania pieniędzmi budżetu gminy, to margines. A jeśli nie chcesz jakiejś gminie zasilić budżetu mandatem – jedź wolniej. Ja uważam, że zarządzanie fotoradarami w Polsce powinno być scentralizowane, fotoradary powinny być ukryte i nieoznakowane, a mandat powinien przychodzić zawsze na właściciela auta. I na nim powinien ciążyć obowiązek zapłaty. A jeśli to nie on prowadził, to bezzwłocznego wskazania kierowcy i zmuszenia go do przyznania się. Nie przyzna się – następnym razem nie udostępnimy mu przecież samochodu, prawda?

Ech, różne jeszcze padały argumenty. Że zgodną z przepisami jazdą się prowokuje do wyprzedzania, więc jest się odpowiedzialnym za potencjalny wypadek. Tak, a kobieta w spódniczce jest odpowiedzialna za gwałt. Proponuję jednak mentalnie się wycofać z XIX wieku…

Niektórzy próbowali też mnie przekonać, że „wolna jazda bardziej męczy” (wszystkim kierowcom polecam częstsze przystanki). Albo, że „polscy kierowcy nie mają się gdzie wyżyć, bo nie ma u nas torów do szybkiej jazdy” (na wyżycie się polecam bieganie, rower, siłownię, worek treningowy…)

Na koniec, śmieszno-straszna historia od Ani:

~Ania

21 sierpnia 2014 o 21:30

Witam, ja ostatnio wracalam z kolezanka z Krakowa,jechalysmy z 3 dzieci, zatem jechalysmy tak, jak przepisy nam nakazywaly,oczywiscie dla bezpieczenstwa.bylysmy oczywiscie caly czas wyprzedzane, no,ale co tam,kazdy jedzie jak chce. Okazalo sie,ze przez kilka km za nami jechal a policja, panowie nas zatrzymali, sprawdzili dokumenty i trzezwosc kolezanki.okazalo sie,ze wszystko ok,wiec pan policjant bardzo mily, przekazal nam ,ze ktos zadzwonil na policje , podal nr rejestracyjny naszego pojazdu i powiedzial, ze jakas pijana kobieta nim jedzie. I co wy na to? Czyli jak jedzie sie wolno,wg pprzepisow i w dodatku baba,tzn.,ze pijana? Oczywiscie wtedy nas to rozbawilo, ale po przeczytaniu tego artykulu i waszych komentarzy stwierdzam, ze w naszym kraju nigdy kierowcy nie beda jezdzic bezpiecznie wg przepisow i niewazne czy beda nakazy jechania 50,80,120 – zawsze bedziemy dokladac kilkadziesiat km/h wiecej. Pozdrawiam.

Ja również pozdrawiam i namawiam do jeżdżenia zgodnie z przepisami. Co, na razie jest w Polsce równoznaczne z jeżdżeniem, jak dupa wołowa.

  28 comments for “Zdrowy rozsądek, fatalne drogi i inne usprawiedliwienia

  1. ~Maestro
    22 listopada 2017 o 14:41

    Cztery krótkie komentarze. Po pierwsze – 100% poparcia dla autora, cieszę się że jest nas coraz więcej, a przykład ewolucji norm społecznych i sprawdzalność zasad psychologii tłumu napawa optymizmem. Wiem że takie postawienie sprawy na wstępie ustawia percepcję dalszej części wpisu, ale to nie mój problem. Ci co przeczytają dalszą część prawdopodobnie zgadzają się lub są wytrwali w szukaniu obiektywnych argumentów „za” i „przeciw”. Pozostałych pewnie i tak nie przekonam, więc dzięki temu może przynajmniej wcześniej ruszą w trasę i będą mogli zwolnić gdzieniegdzie.
    Po drugie – zawsze zastanawiałem się, czy osoby wypisujące o dwukrotnie szybszym dotarciu do celu na obszarze miejskim/podmiejskim dzięki przekraczaniu prędkości naprawdę w to wierzą, czy tylko same sobie to wmawiają próbując niezgodzić się z tym co podpowiada rozum. Proste eksperyment logiczny: a) zgadzamy się, że na takim obszarze dużą część podróży spędzamy stojąc (światła, pieszy, korek itp.), b) zgadzamy się, że w takich warunkach nawet w czasie jazdy (krótkim) krótko utrzymuje się naszą „optymalną” prędkość, bo za każdym razem trzeba mieć czas i miejsce żeby się do niej rozpędzić a zatrzymywanie się lub nawet chwilowe zwolnienie też zajmuje czas i miejsce, c) w kwestii prędkość a oszczędność czasu „matematyki nie oszukasz” – przejazd 100 km przy 25 km/h to 4 h, przy 50 km/h to 2 h (25km/h różnicy a 2 h oszczędności), a jeśli ktoś rozpędza się aż do 100 km/h to przejazd zajmuje mu i tak 1 h (50 km/h różnicy a tylko 1 h różnicy, pomijam fakt że przyspieszanie i zwalnianie w przypadku 100 zajmuje znacznie więcej czasu a zwłaszcza miejsca na drodze, czyli „optymalna” stanowi jeszcze mniejszy procent naszej podróży). Reasumując: pozornie ktoś jedzie dwa razy szybciej (rozpędza się do 100 a nie do 50), ale jest tak w bardzo niewielkim odcinku czasu a jego oszczędność jest śladowa. Tą rozbieżność między „jazdą 100 na godz.” a rzeczywistą prędkością przemieszczania się (średnią) potwierdzają wszelkie dane (np. gps, aktualne natężenie ruchu w serwisie internetowym, położenie wskazówki zegarka względem wskazań licznika kilometrów, oficjalne statystyki), które wskazują że rzeczywista średnia prędkość na takim obszarze (czyli przy uwzględnieniu nagminnego przekraczania prędkości w terenie zabudowanym) to nie więcej niż 30 km/h. Moim zdaniem taka „dwukrotnie szybsza” jazda to efektywne podniesienie tej średniej o nie więcej niż 10%.
    Po trzecie – chciałem zwrócić uwagę na niewspółmierność pewnych wartości, odwołując się do rachunku prawdopodobieństwa (z racji przygotowania zawodowego mogę mieć coś do powiedzenia w tej sprawie). Załóżmy że przy przekroczeniu prędkości (lub jeśli ktoś woli przy innym przekroczeniu przepisów drogowych związanych pośrednio z nadmierną prędkością – np. wyprzedzanie na podwójnej ciągłej, przejazd na „późnym żółtym” itp.) wypadek zdarza się tylko raz na 1000 takich przypadków (konkretne liczby nie mają tutaj moim zdaniem żadnego znaczenia, jeśli ktoś chce to może dodać jeszcze dowolną liczbę zer), to nawet jeśli ktoś wiele razy tak robił i nigdy nie było żadnych konsekwencji, to oznacza wzrost prawdopodobieństwa że ktoś tym „wybrańcem” jest już za pierwszym razem. Idąc dalej, nawet jeśli 90% spośród tych wydarzeń zdarzyłoby się nawet przy zachowaniu przepisów (jest w końcu mnóstwo innych potencjalnych przyczyn – zła jakość nawierzchni, pogoda, pijany kierowca, dziecko wbiega na drogę za piłką itp.) to w 1 na 10 000 takich przypadków przyczyną wypadku jest decyzja kierowcy o niezastosowaniu się do przepisów. Załóżmy dalej (bardzo optymistycznie, w końcu jedziemy szybko) że w aż 90 % taki wypadek powoduje jedynie uraz psychiczny, to zostaje 1 na 100 000 przypadków że wyrządziliśmy komuś (często też wielu jego bliskim) poważną krzywdę z naszej winy. Ponadto nawet jeśli jesteśmy w tych 99 999 pozostałych przypadków, to nigdy się nie dowiemy „co by było gdyby…”. Nawet jeśli niektóre wartości są przeszacowane, to 1 mln większa szansa że nic się nie stanie i dojadę gdzieś kilka minut wcześniej (lub że dostaną jakąś premię, wszystko jedno) niż szansa że kogoś zabiję jakoś też mnie nie przekonuje. Po prostu tego co jest do zyskania i stracenia nie da się porównywać, mnożyć itp.
    Po czwarte – mam taką propozycję dla wszystkich którzy narzekają na absurdalność przepisów, znaków, fotoradarów itd. (często słusznie). Jest to na tyle ważny problem, że może lepiej coś zrobić niż tylko narzekać. Proponuję zorganizować akcję, w trakcie której przez pewien czas WSZYSCY na Polskich drogach stosowaliby się w 100 % do WSZYSTKICH przepisów. Tak tak…, podróżowanie stałoby się nieznośne. Ale patrząc na sprawę w szerszym kontekście, osoby decyzyjne (często też kierowcy) we własnym interesie usunęliby jak najszybciej wszystkie absurdy, a etaty w drogówce zostałyby zlikwidowane, bo po co płacić za pracę nikomu do niczego niepotrzebną. Wiem, utopia, ale może warto się nad tym zastanowić…
    Po piąte – mało kto zauważa że 50 w zabudowanym to prędkość maksymalna. Dostosowanie prędkości do warunków jazdy to w myśl przepisów decyzja 50 czy 30, a nie przekroczyć o 10 czy o 30.
    Pozwólcie że ze względu na cenny czas (mój i czytających) nie odniosę się do pozostałych absurdalnych usprawiedliwień przekraczania prędkości wypunktowanych przez autora. Mógłbym jedynie podeprzeć je kolejnymi przykładami, ale istota sprawy jest ewidentna i niewiele mam do dodania. Lepiej wyjechać wcześniej i bezpiecznie dotrzeć do celu, bez presji czasu…

  2. 19 września 2017 o 11:40

    dzięki za fajną historię

  3. 18 września 2017 o 23:00

    podoba mi się

  4. 24 lutego 2017 o 01:15

    Posiadasz talent literacki

  5. 29 listopada 2016 o 13:18

    nieporozgryzany

  6. 9 listopada 2016 o 07:06

    niepozasiewany

  7. ~Amrozy Kmiec
    12 listopada 2014 o 16:13

    Witam,
    Jest mi bardzo miło że powołał się Pan na mojego posta z forum. Odnośnie statystyk to owszem widać wszystko w statystykach. Proszę sprawdzić długość drogi hamowania Fiata 125p, 126p, Poloneza i dla porównania popularnego golfa VI, audi a3/a4, mazdy 3/6. Różnicę widać gołym okiem. Ilość wypadków co do wartości bezwględnych nie maleje z prostego powodu – ruch na drogach zwiększył się kilkukrotnie. Procent wypadków tak naprawdę maleje… Ograniczenia oczywiście są potrzebne – co do tego nie ma dyskusji. Problem polega na ich rozsądnym umiejscowieniu i jakichkolwiek wyliczeniach. Teraz robi się to w ten sposób że Pan Mecio stawia sobie ograniczenie 40km/h chociaż mógłby równie dobrze dać 70. Pamiętam jaki był sprzeciw przed podniesieniem dopuszczalnej prędkości na autostradach – i jakoś nie zmieniła się ilość wypadków!!! Oceniam okiem kierowcy że w 70% ograniczenia prędkości są błędnie umiejscowione i nie są poparte żadnymi wyliczeniami. Dlatego w Polsce większość kierowców jest kompletnie znieczulona na limity prędkości co skutkuje tym że w miejscach gdzie naprawdę należałoby zwolnić jadą dalej z prędkością +20. Podróżując po Szwajcarii wiem że jak jest ograniczenie do 50 km/h to jest tam dlatego że ktoś to przemyślał i naprawdę należy zwolnić – a u nas niestety wiem że w 70% przypadków mogę jechać 100 km/h nie powodując w moim mniemaniu żadnego zagrożenia. Dodam tylko tyle że jeżdżę autem od 13 lat i nigdy nie miałem żadnego wypadku (ani stłuczki).
    pozdrawiam i życzę rozsądku.

  8. ~gelojankes
    16 września 2014 o 09:04

    wszystko się zgadza tylko jak masz rozwieść sto paczek po obrzeżach miasta to masz tylko parę minut na jedną paczkę i nie pomoże ci gps monitoring bo nie liczy się bezpieczeństwo tylko wynik od ilości dostarczonych do nadawcy od tego zależy moja wypłata więc takie gatki o przestrzeganiu prędkości i innych duperelach wciskajcie niedzielnym kierowcom którzy jadą do kościoła i z powrotem a po drugie na janosiku znajdziesz listę nieoznakowanych radiowozów w danej miejscowości a cb też ci pomoże tylko tylko trzeba słuchać podsumowując co innego jazda po mieście a co innego jazda samochodem w pracy bo każdy w zależności od trasy i ładunku jeździ inaczej i inne ma priorytety

  9. ~kamil
    6 września 2014 o 01:28

    z moich obserwacji wynika że polak nigdy nie będzie przestrzegał ograniczeń prędkości, bo każdy polak chce jak najwięcej, jest 50 – on musi 60, jest 50 – kilku kierowców jedzie 60 – on musi 70 itd… zawsze wymyśli jakąś „tolerancję” do każdego przepisu i zawsze chce być szybszy, przykładem może być tir, którego udało mi się nagrać na autostradzie w bochni, który wyprzedzał również tira i trwało to dokładnie 2,5 minuty i ja się pytam po jaką cholerę. aż tak żądza „pierwszości” wzięła górę ? albo w pod tarnowskich zgłobicach pewien kierowca tira usilnie trąbił, mrugał, bo dla niego było za wolno, aż po ok 500 metrach mnie wyprzedził i tutaj też pytam się: PO JAKĄ CHOLERĘ, jeżeli w brzesku, po 25 kilometrach stałem za nim na światłach – ile zyskał ? nic..
    aż tak się boicie innych ludzi że nie możecie jechać normalnie jak oni ???

    tyle się mówi o zwalnianiu przed szkołami, miejscami, gdzie są ludzie, przystankami…

    teren zabudowany- mijamy przystanek – 20 ludzi – pasowało by zwolnić – niby dopuszczalna prędkość to 50 ale ktoś wymyślił tolerancję dla radarów o 10 i mamy 60, jeszcze ktoś wymyślił 10 % błąd licznika to mamy 66 – tzn że dostaniemy mandat, jeżeli licznik będzie pokazywał 67.

    a weźmy tą samą sytuację w po 23, przejeżdżamy obok tego samego przystanku – 20 ludzi – czekają na autobus z pracy do domu – dopuszczalna prędkość 60 – tolerancja 10 błąd licznika, 10 % – licznik wskazuje 77 km /h.

    i niech ktoś mi wytłumaczy jak to się dzieje i jakim cudem, w dzień prędkość bezpieczna obok tego samego przystanku, przy tej samej liczbie osób to 50 km/h a w nocy już 77 km/h ???

  10. ~kamil
    6 września 2014 o 01:06

    wszyscy chcą lepszych dróg (nie mówię że to źle) ale to chyba tylko pretekst do przekraczania prędkości. przyjrzyjmy się w praktyce na której drodze kierowcy bardziej przestrzegają ograniczeń prędkości na „drodze niskiej jakości” czy na nowiutkim asfalcie ? chyba odpowiedź już się nasuwa. i chyba właśnie tędy droga do bezpieczeństwa, urządzenia spowalniające ruch, moim zdaniem każde przejście dla pieszych powinno być progiem zwalniającym, chyba zmniejszyła by się liczba idiotów, którzy nawet przejścia nie potrafią uszanować

  11. ~RononDex
    3 września 2014 o 23:19

    Kierowcą jestem od ponad 20 lat… Nie powiem – święty nie jestem i za uszami mam niejedno. Jednak jak czytam „prawdy jedyne” serwowane przez naszych rodzimych „miszczuff” kierownicy (szczególnie tych z planem sprzedażowym: 400 tysięcy wideł na miesiąc) to aż mi ciary po plecach łażą. Drodzy Panowie (Panie piszą rzadko i raczej z sensem więc pominę) – Wy uważacie się za kierowców zawodowych? doświadczonych? Boże chroń nas przed takim zawodowstwem i doświadczeniem! Tutaj sugeruję zapoznać się z definicją słów „zawodowstwo” i „doświadczenie” bo ich znaczenie mocno odbiega od określenia: „umiem kręcić fajerą i wciskać pedały (a szczególnie ten prawy)” – niestety, ale Wy tylko tymi cechami możecie się pochwalić. Stricte zawodowstwa i doświadczenia absolutnie z tym mieszać Wam nie wolno – Wy jesteście jedynie rutyniarzami w kręceniu przysłowiowym kółkiem. Człowiek doświadczony to przede wszystkim taki, który ma wyobraźnię i zdaje sobie sprawę z tego co może się zdarzyć w takim albo innym przypadku. Taki człowiek wie, że przy 50 km/h droga hamowania jest mniej więcej taka-a-taka a przy 100 km/h jest o X metrów większa (różnica jest też w odległości na jaką poleci pieszy, którego weźmiecie na zderzak). Taki człowiek wie, że jadąc po dziurawej gminnej drodze obsadzonej drzewami to się nie zap*dala w stylu „200 po mieście” bo jedno kółko wpada w głębszą dziurkę i elegancko owijamy się na przydrożnym drzewie… Człowiek doświadczony wie wiele innych rzeczy – ale taki człowiek ma wyobraźnię, która dla Was wydaje się być czystą abstrakcją. Ciekawy jestem czy jak zmieniacie gniazdko elektryczne to wyłączacie bezpieczniki czy „lecicie na żywca”… Zakładam, że wyłączacie bo przecież „może pokopać” – tak? W takim razie gdzie ta Wasza wyobraźnia podziewa się jak wsiadacie „za kółko”?
    Ciekawe czy kiedykolwiek wzięliście pod uwagę, że na drodze mogą się przydarzyć całkowicie nieprzewidziane sytuacje… A na przykład ptak uderzy Ci w przednią szybę – i nie mów, że nie „dygniesz” bo to już będzie szczyt arogancji. Dygniesz, kochany, dygniesz… pół biedy jak nie szarpniesz przy okazji kierownicą bo w takim wypadku przy Twoich „bezpiecznych” 120 km/h będziesz leżał na dachu. A na przykład w terenie zabudowanym (jakaś wioska) jakiś dzieciak wybiegnie z furtki prosto na jezdnię (nie wiem… pijak się stoczy z chodnika, traktor z gnojówką wyjedzie z bramy… cokolwiek). Dla Ciebie bez różnicy – Ty poleciałeś swoje „bezpieczne” 90 km/h. Dzieciak też poleciał – na asfalt kilkanaście metrów przed Twoją maskę. Wyprzedzanie na n-tego oczywiście też jest całkowicie bezpieczne – do czasu jak Ci gostek z prawej nie zrobi jakiegoś nerwowego manewru a Ty nie wylądujesz pod jadącym z przeciwka TIRem lub – w optymistyczniejszej wersji – w rowie po przeciwnej stronie drogi… A przypominam, że „trzeci” wyprzedzający raczej nie wlecze się z przepisową 50-tką czy 90-tką… Ale oczywiście to są tylko takie dywagacje bo Wam nigdy się to nie ma prawa zdarzyć. Wy jesteście zawodowcy i do tego w czepku urodzeni. A może tak w Lotto zagrać i sprawdzić swój fart? Nie istnieje takie coś jak „szybko i bezpiecznie” – NIE ISTNIEJE. Każdy kilometr prędkości więcej to DŁUŻSZA droga hamowania, MNIEJ czasu na reakcję, WIĘKSZE siły działające na pojazd. Każdy kilometr… A Wy mówicie przecież o różnicach rzędu 40, 50, 60 km/h… Elementarna fizyka na poziomie szkoły podstawowej. Uważacie, że Was ona nie dotyczy? A jeśli wierzycie w tą swoją elektronikę i komputery to muszę Was rozczarować – ona działa, owszem, ale tylko do pewnych (wcale nie kosmicznych) prędkości i w ściśle określonych warunkach. Ale… Wy i tak tego nie zrozumiecie a i nie nauczycie się nigdy szacunku do innych użytkowników drogi – bo to właśnie dla nich stanowicie zagrożenie. Was mi nie szkoda – problem jeśli za sobą pociągniecie jakąś niewinną ofiarę. Tylko nie mówicie, że większym zagrożeniem są ci jeżdżący wolniej od Was – jedyne o czym to może świadczyć to tylko o Waszej arogancji, ignorancji i prawdopodobnie o ukrytych kompleksach, które wymuszają od Was bycie zawsze przed całą resztą „tej hołoty i tych frajerów”.
    Aha… jeszcze jedno. W praktyce PRĘDKOŚĆ (jako taka) NIE ZABIJA. Prędkość może co najwyżej porozsuwać jedynki w uzębieniu. ZABIJA GWAŁTOWNE ZATRZYMANIE pojazdu – np. takie ze 100 do 0 na drzewie.
    Pozdrawiam i życzę mniej napastliwych przydrożnych drzew.

  12. ~aallen
    3 września 2014 o 16:24

    Pozwole dodać coś od Siebie.
    Przepisy jak zostało już to przedstawione zawsze są tworzone ogólnie pod najsłabsze ogniwa. Każdy ma do czegoś predyspozycje. Jeden do auta, drugi do roweru a nie każdy lata samolotem.
    Problemem jest to że prędkość zawsze kojarzy się z piractwem a to nieprawda. Jest grono kierowców o wysokich umiejętnościach i kulturze jazdy którzy po prostu mają wyczucie i umiejętności.
    Taki kierowca wie ile i jak bezpiecznie jechać i uwaga nie ma klapek na oczach jak koń. Jazda autem to nie są suche statystyki typu 10 mniej. Jak jade po zabudowanym obserwuje otoczenie i dopasowuje predkosc. Raz jest to 40 raz 80. Prędkości i miejsa są chwilowe. Ludziom jednak brak wyobraźni i są różni kierowcy. Dlatego też nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora. Wypadki są przez brawure, brak myślenia, rywalizacje na drodze, i chamstwo. Prędkość nie ma tu nic do rzeczy bo zdrowo myśląca osoba wie jak dopasować ją do warunków panujących na drodze i nie mówie tu o 200 km/h w terenie zabudowanym. Trzy pasmówka, miasto, wieczór, widoczność znakomita, czemu mam jechać 50 km/h ? No tak bo każdy ma klapki na oczach i pieszego lub coś zobaczy dopiero 3 metry przed maską. Takim bym zabierał prawo jazdy a normalnie myślącym proponuje się przejechać po mieście i zobaczyć jak wygląda jazda i prędkość.

    • ~Maestro
      22 listopada 2017 o 15:24

      Ogólnie to prawda. Nie uważam że przepis jest przed człowiekiem. Owszem, ograniczenia są standaryzowane i raczej zaniżane do możliwości tych słabszych kierowców. Jest wiele sytuacji, w których można bezpiecznie jechać szybciej niż zezwalają przepisy. Owszem, sytuacje takie w Polsce zdarzają się dosyć często. Są też sytuacje w których rozsądek powinien wziąć górę w imię wyższych wartości, bo jest w kontrze do przepisów (np. miałem kiedyś taką sytuację gdy bardzo bolało i ojciec jako chłopaka wiózł mnie do szpitala, bo było szybciej niż wezwać karetkę). One zdarzają się jednak bardzo rzadko. Myślę że najczęściej jedziemy szybciej bo chcemy i wydaje nam się że wciąż jest bezpiecznie. Tylko że bezpieczeństwo zmienia się w sposób płynny a ktoś musiał postawić ostrą granicę między prędkością bezpieczną i niebezpieczną. Załóżmy więc że można zignorować przepisy i kierować się jedynie zdrowym rozsądkiem oraz wyczuciem. Poproszę zatem o uniwersalne metody (możliwe do zastosowania w trakcie prowadzenia samochodu) stwierdzania jak szybko można jechać w danej sytuacji by wciąż było bezpiecznie, kiedy jest jeszcze bezpiecznie a kiedy już nie (samo wyjście z domu już jest trochę niebezpieczne, a co dopiero wyjechanie na drogę publiczną), kto jest kierowcą „z klapkami na oczach” a kto doświadczonym jak TY. I jak zakomunikować to tej osobie. A jak byś się poczuł, drogi komentatorze, gdyby to tobie ktoś oświadczył, że lepiej stosuj się do przepisów bo nie zostałeś zaliczony do grupy potrafiącej odpowiednio ocenić sytuację na drodze? To wszystko jest subiektywne. Widzimy przecież, że niektórzy nie powinni tego robić na własną rękę. Tylko którzy to? I ten argument moim zdaniem wystarczy żeby wraz z nimi stosować się do ograniczeń. Za dużo jest do stracenia.

  13. ~zmyślony
    3 września 2014 o 14:28

    Zupełnie się nie zgadzam i nie znoszę ludzi, którzy krytykują szybką jazdę. Już spieszę z argumentami. Jeśli przejrzeć statystyki to większość wypadków powodują złomy. Przyczyn jest wiele i nadmierna prędkość to główna przyczyna, ale dochodzą do tego opony i hamulce, których przeciętny polak nie wymienia, warunki pogodowe, na które ogromna część kierowców nawet nie zwraca uwagi i najważniejsze – BRAK PRZESZKOLENIA. Szkoły jazdy uczą zdawać egzaminy, nie jeździć po drogach.

    Oczywiście zdarzają się wypadki przy użyciu luksusowych, drogich samochodów, ale jeśli się im przyjrzymy to kierowca i pasażerowie wychodzą zawsze cało lub wypadek powodują pijani politycy/celebryci.

    Miałem już kilka wypadków, jeżdżę szybkimi samochodami i uważam, że jeśli auto przyspiesza w 4 sekundy do 100km/h, a hamuje z takiej prędkości na 40m(łącznie z czasem reakcji przeszkolonego kierowcy) to nie widzę sensu żeby nie jechać tych 100km/h w terenie zabudowanym na trzy pasmowej drodze. Oczywiście nie przejeżdżam z taką prędkością przez skrzyżowania i przejścia dla pieszych, ale takie rzeczy powinno się wiedzieć. Większość „piratów drogowych” nie ma żadnych zasad. Dla mnie czerwone światło czy znak stop, podwójna ciągła to świętość. To są przepisy, których nigdy nie powinno się łamać.

    O wiele większe zagrożenie stwarzają uczestnicy ruchu którzy jeżdżą za wolno. Wykonują na trasach szybkiego ruchu gwałtowne manewry przyspieszania, które przy mniejszych prędkościach trwają bardzo długo. Inna sprawa, że jadąc wolniej powinno się patrzeć w lusterka i z racji kultury ustępować drogi nadjeżdżającemu samochodowi z dużą prędkością. Nie dlatego, że kiedy jadę szybko to wszyscy mają mi ustępować bo mam mercedesa, ale dlatego, że kiedy ktoś mi blokuje lewy pas, to wykonuję niebezpieczne manewry żeby go wyminąć np. prawym pasem. Gdyby ktoś ze złośliwości nie zajechał mi drogi, nie musiałbym kombinować.

    • ~Motonita
      3 września 2014 o 14:46

      Dodam jeszcze coś o…
      Ja natomiast posiadam motocykl, który posiada bardzo duży zapas mocy i przyspieszenie porównywalne z wyżej wymienionym. Do tego zajmuje około 1/4 miejsca na pasie ruchu, kiedy jest umiejętnie używany. Oznacza to, że – tak – czasem przeciskam się między samochodami na światłach. Do tego „podwójna ciągła” nie do końca jest dla mnie świętością, ponieważ czas wyprzedzania mojego motocykla vs samochodu jest pewnie z 4-5 razy krótszy. Jednak nie łamię przepisów w każdej sytuacji i nie robię tego z brawury. Podwójna ciągła to znak dla mnie, że nie tylko ja mogę się zabić, ale mogę zaskoczyć kierowcę włączającego się do ruchu z prostopadłej, że prawdopodobnie jest to też górka, za którą może czaić się samochód itd. I zanim zdecyduję się na jakieś „brawurowe” zagranie na drodze to w mojej głowie przeanalizuję bardzo wiele sytuacji, które mogą skończyć się śmiercią, albo kalectwem. Zazwyczaj moim, bo pasażerom samochodów raczej nic się nie stanie.

      Drażnią mnie ogólniki, że wszyscy motocykliści to wariaci, natomiast nie przeszkadza mi stwierdzenie, że jesteśmy najlepszymi dawcami organów. Tak, wiele z nas jest świadomymi dawcami i należy do wielu organizacji ich zrzeszających, w wypadkach motocykliści zazwyczaj częściej od kierowców samochodów giną i można od nich pobrać organy.

      Szybka jazda wieloma (jeśli nie większością) motocyklami jest komfortowa do 130-150km/h, szybsza jazda to walka z oporami powietrza. Na autostradzie, jak widać trzeba by się srogo namęczyć jeżdżąc szybko na długiej trasie. W Polsce ludzie wciąż nie mogą się przyzwyczaić do tego, że motocykle potrafią jeździć szybciej i (stety/niestety) głośniej, czego się boją. Zazwyczaj kiedy wyprzedza ich głośny motocykl, którego jeszcze 10 sekund temu nie było we wstecznym lusterku reagują strachem. A strach jest często powodem agresji.

  14. ~niepowiem
    3 września 2014 o 09:14

    Jestem od roku przedstawicielem handlowym i jeżdżę tyle na ile pozwalają warunki albo +10. Jadąc 60 w zabudowanym jestem bardzo często wyprzedzany, często siedzi mi 3 m za zderzakiem jakiś awanturujący się gość który błyśnie mi długimi. Każdego dnia w trasie szkolę swoją odporność na zewnętrzne wpływy na drodze. Raz dostałem mandat za prędkość, bo się zagapiłem i nie zauważyłem terenu zabudowanego. Ale z drugiej strony 100 zł to dla mnie nie aż tak dużo, a co dopiero dla osób które zarabiają więcej. Mandaty w Polsce są śmieszne.

    Są też ciekawe osoby, które jeżdżą non stop 70-80, nieważne gdzie. W zabudowanym aż się trzęsą, wyprzedzają mnie na podwójnej ciągłej, na pasach, na skrzyżowaniu, a poza terenem zabudowanym ja ich wyprzedzam jadąc 90-100 km/h. Ciekawe zjawisko.

    Brawura i prędkość, to są główne przyczyny wypadków i śmierci. Być PH i jeździć dość przepisowo? Wystarczy wyjechać z domu wcześniej, każdą trasę robić z zapasem. Chcę kupić CB radio, ale tylko po to, aby wiedzieć jak objechać wypadki czy remonty. Fotoradarów i policjantów się nie boję, bo nikt za jazdę 58 km/h w terenie zabudowanym czy 94 km/h w niezabudowanym mnie nie zatrzyma.

    • ~niepowiem
      3 września 2014 o 09:18

      Dodam jeszcze, że jak będę miał antenkę na dachu i jechał jak zwykle dość przepisowo, to osoby bez CB będą myśleć, że gdzieś tutaj jest suszarka i również będą jechać wolniej :)

    • ~Motonita
      3 września 2014 o 10:11

      I co z tego wszystkiego? Podoba się taki styl jazdy? Podoba Ci się zwalnianie do 50 w zabudowanym? Podoba się niemożność wyprzedzenia przyczepy z nawozem? Podoba Ci się, że wyprzedzają Cię inni? Podoba się błyskanie światłami? Podoba Ci się wyjazd wieśniaka z podwórka, który nie ma cierpliwości poczekać na spokojne włączenie się do ruchu? Podoba Ci się odbicie na lewy pas, żeby skręcić w prawo?

      Zamiast wprowadzać ograniczenia, zakazy i nakazy powinno się przestać ograniczać bo na szczęście świat się rozwija i tylko u nas zamiast cisnąć decydentów zaczyna się nagonka na ludzi, którzy jakoś chcą wybić się z ograniczonej szarej masy.

      • ~niepowiem
        3 września 2014 o 15:59

        Oczywiście, że jazda przepisowa mi się w Polsce nie podoba. Ale nie podoba tylko z tego powodu, że czuję ciągłe napięcie zzewnątrz na drodze, aby jechać szybciej. Ale powoli przyzwyczajam się i przestaje mnie to obchodzić :)

        Tak, tak, jadąc 50-60 km/h nie wyprzedzę przyczepy z nawozem jadącej 20-25 km/h :) co za idiotyczne myślenie. Szukanie usprawiedliwienia do zapierniczania w terenie zabudowanym.

        • ~Motonita
          4 września 2014 o 13:42

          Może napiszę prosto i jasno żeby nie prowokować wyobraźni, która błądzi.

          Należy jeździć bezpiecznie i wolno – między kamienicami, między domami, między furmankami gnoju itp. z poszanowaniem zdrowia i życia swojego, innych uczestników drogi i pasażerów swojego pojazdu.

          To jest tak oczywiste, że nie warto kruszyć o to kopii.

          Tylko po co ten blog? Żeby to stwierdzić? Do kogo to wszystko? Do tych co zrozumieli i jeżdżą wolno, czy do tych co nie zrozumieli i będą zapieprzać na złość reszcie? Jedni i drudzy będą i moim zdaniem nie warto z tym walczyć. Jedni i drudzy powinni się domagać poprawy warunków.

          Mi bardziej wartościowa i konstruktywna dyskusja wydaje się nad tym – jak zmusić zarządy dróg, władzę, państwo, czy jak to inaczej nazwać to sensowniejszego zagospodarowania terenu i projektowania dróg. Bo wypadki komunikacyjne ZAWSZE będą, a znaczącą poprawę uzyskamy w/g mnie polepszając infrastrukturę.

  15. ~Motonita
    1 września 2014 o 11:20

    Uważam, że artykuł ten jest trzepaniem piany, ale każdy na swoim blogu ma prawo robić co mu się żywnie podoba. Ja bym odpisywał pod swoim postem czytelnikom na bieżąco, a nie robił z tego osobnego tematu, ale to moje zdanie.

    Uważam, że autor za bardzo skupia się na czymś niemierzalnym i nie do ogarnięcia, mianowicie na ludzkiej psychice i łatwości do łamania przepisów, które nie pozwalają nam zrobić sobie krzywdy. Przepisy są moim zdaniem kontrowersyjne w wielu przypadkach, a rzeczywistość w Polsce, i to jest największy nasz pech, niestety nie oferuje nam żadnej alternatywy. To znaczy nie ma alternatywy dla lubiących spokojnie, bez pośpiechu przemierzać Polskę i teren zabudowany. Autostrad jest mało, ekspresówki poszatkowane, drogi krajowe mają bardzo słabe oznakowanie, pobocza brutalne, farba na asfalcie w połączeniu z wodą zachowuje się jak lód, deszczówka spływa powoli do rowów, zakręty są źle lub w ogóle niewyprofilowane, obwodnice miast dopiero powstają, a przez ich centra przechodzą wielopasmowe drogi szybkiego ruchu ze światłami, po drogach jeżdżą auta z wyciekającymi płynami, wozy ociekające gnojówką i błotem, ciężarówki z dziurawymi naczepami, z których sypie się piach, a z ich dachów odlatują zimą płaty lodu… tego w Polsce nie ma.

    Jest za to banda psychopatów, którzy naoglądali się filmów typu Tokio Drift.

    Tak, autor postów to dupa wołowa.

    • ~Maciej Wasilak
      1 września 2014 o 12:52

      Sam fakt, że pod wpisem nazbierało się 700+ komentarzy wykazuje, że temat jest nośny i każdy ma coś na sumieniu.

      Z punktu widzenia nauki na horyzoncie widać już nadejście pojazdów sterowanych komputerem – w ciągu 15-20 lat rozwiązanie to ma szansę zacząć wchodzić do normalnego użytkowania w Europie. Całkowite wyeliminowanie ludzkich kierowców to zapewne proces dłuższy – kilkadziesiąt lat. Powszechne stosowanie takich pojazdów powinno drastycznie zredukować liczbę wypadków, zmniejszyć korki i zwiększyć komfort. Jedyni poszkodowani to firmy ubezpieczeniowe (większość zapewne splajtuje). Rozwiązanie to też niestety prawdopodobnie w dalszym ciągu ograniczy prywatność – kierowcy będą masowo rejestrowani i podglądani (chyba że wprowadzi się przepisy, które będą z tym walczyć).

      Podsumowując – temat wypadków ma szansę w przyszłości sam się rozwiązać.

      Co do reszty wpisu to mentalność sama się nie zmieni – chyba trzeba zasugerować jakieś rozwiązania (bez tego artykuł to jedno wielkie biadolenie). Kolejne wpisy?

      @Motonita Zalecam wyprowadzkę do Gruzji, tam jak na razie przekraczanie prędkości jest społecznie akceptowalne.

      • ~Motonita
        1 września 2014 o 13:48

        @Maciej Wasilak
        „Zalecam wyprowadzkę do Gruzji, tam jak na razie przekraczanie prędkości jest społecznie akceptowalne.”

        Coś w stylu „jak Ci się nie podoba to wyp…” tylko w kulturalniejszym tonie ;)
        A może wszyscy, którzy są za takim sztywnym trzymaniem się nakazów i zakazów przeprowadzą się do Korei Północnej, albo do Singapuru dajmy na to?

        http://www.cda.pl/video/50026a3/Kara-za-jazde-po-pijaku-w-Singapurze

        Oczywiście, że jazda po pijaku jest zła, ale to tylko odsetek, a przecież to nie jedyne wykroczenie i podobne kary można stosować w innych przypadkach. Jestem pewien, że będą skuteczniejsze niż fotoradary i zastępy policji przy drogach.

        Swoją drogą, ja w swoim komentarzu słowa o przekraczaniu prędkości i przepisów nie napisałem, więc do czego kolega pije?

        Snucie fantasmagorii dotyczących wyeliminowania kierowców na drogach i konsekwencji tego pozostawiam bez komentarza.

    • ~Piotr Kozanecki
      1 września 2014 o 15:50

      No i chodzi właśnie o to, że polscy kierowcy niespecjalnie biorą te wszystkie wymienione przez Ciebie czynniki pod uwagę, tylko zasuwają po tych źle wyprofilowanych zakrętach.
      I tak, koncentruję się także na ludzkiej psychice i wierzę, że masowa zmiana przyzwyczajeń jest możliwa, tak jak to się stało w przypadku palenia papierosów w knajpach i zakładach pracy. Wierzę w podobną zmianę dotyczącą prędkości i przestrzegania innych przepisów drogowych.

      • ~Motonita
        1 września 2014 o 17:18

        Palaczom utworzono miejsca do palenia, czasem całe palarnie, wydzielono przestrzenie, oznaczono i określono. Dlatego trochę zmieniło się podejście.
        Poza tym obserwuję powolny powrót do dawnych nawyków, najczęściej w klubach i pubach. Bo palarnie i miejsca wydzielone są zaniedbywane. Pojawiły się e-papierosy – kolejna alternatywa, ale z nią nawyki pojawiły się nowe, bo nie przypominam sobie NIGDY żeby palono w tramwaju, a od niedawna widzę e-papierosy właśnie tu.

        Nikt nie kuma, że rzeki się nie zawróci? Można tylko zmienić nieco jej bieg?

        Im więcej obostrzeń, tym większe łamanie prawa. Im więcej zakazów, tym więcej przestępców. Im wyższa akcyza, tym więcej bimbru. Im droższe papierosy, tym więcej mrówek na granicy. Im wyższe podatki, tym większa szara strefa. Im droższe paliwo tym pojemniejsze nadkola samochodów.

        To są niepisane zasady działające we wszechświecie. :) To się samo obroni i nigdy nie zginie, bo tak na prawdę nikt tego nie spisał, nie stworzył kodeksu i nikt tego nie upilnuje :)

      • ~Motonita
        1 września 2014 o 17:31

        „No i chodzi właśnie o to, że polscy kierowcy niespecjalnie biorą te wszystkie wymienione przez Ciebie czynniki pod uwagę, tylko zasuwają po tych źle wyprofilowanych zakrętach.”

        Płacę w tym kraju potężne podatki co miesiąc i jeszcze częściej nieadekwatną do moich zarobków opłatę wliczoną w paliwo i do ciężkiej cholery mogę wymagać od rządu poprawy moich warunków poruszania się po drogach i nie zamierzam bezczynnie słuchać tego biadolenia o „niewyżyciu” i psychopatach drogowych, którzy jadą 10km/h więcej i nie ratują swojego życia.

        • ~Piotr Kozanecki
          2 września 2014 o 10:43

          Nieudolność rządu nie zwalnia nas z odpowiedzialności. A wymaganie od władz, żeby poprawiała nam warunki jeżdżenia po Polsce nie stoi w sprzeczności z przestrzeganiem przepisów i zachowywaniem zdrowego rozsądku tu i teraz w tych warunkach, jakie mamy. Zgadzam się, że kierowcy poprzed podatki zawarte w cenie paliwa są grupą, która płaci państwu sporo pieniędzy. Ale też i sporo wybudowano w ostatnich latach. Wciąż za mało, ale proszę porównać mapę drogową PL sprzed dekady. To jednak jest różnica

Odpowiedz na „~zobacz anonsAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *