Dlaczego wolimy kłamać na temat prędkości niż przyznać, jaka jest prawda?

Zamiast poprawić sytuację na polskich drogach, wolimy się zbiorowo okłamywać, by przypadkiem nie przyznać, że to prędkość jest winna obecnemu stanowi rzeczy. Niestety okłamywanie się skutkuje też działaniami pozornymi, na które tracimy czas, energię i pieniądze. Póki tak będzie, na polskich drogach nie będzie żadnej poprawy.

Jesteśmy na szarym końcu. Można powiedzieć, że tak jest w przypadku wielu statystyk, ale akurat, jeśli chodzi o bezpieczeństwo ruchu drogowego, to znacząco odstajemy od reszty Unii Europejskiej. Widząc taki stan rzeczy, powinniśmy wziąć się do roboty i jak najszybciej poprawić sytuację! Dlaczego tak się nie stanie? Bo wolimy się okłamywać niż zmierzyć z prawdą. Po prostu nie chcemy przyznać jak jest, by dało się coś z tym zrobić. I dlatego pozorujemy działania, co finalnie na nic się nie przekłada. Przyznanie w Polsce, że to prędkość jest winna tragicznej sytuacji na drogach, jest dziś wyzwaniem tego samego kalibru, co wprowadzenie do szkół wychowania seksualnego, naprawa finansów publicznych czy przyznanie, że płacenie podatków nie jest głupotą.

Przekraczanie prędkości jest powszechną normą a jazda zgodnie z przepisami uważana jest przez druzgoczącą większość za przejaw frajerstwa. Dlatego też niedawne wyznanie Piotrka uważam za szczególny przejaw odwagi, choć po komentarzach pod jego tekstem widać, że bynajmniej nie jest w spokojnej jeździe osamotniony. I to cieszy. Trudno powiedzieć gdzie i kiedy zaczęła się ta hipokryzja, ale obecnie jest ona w temacie prędkości zdecydowanie dominującym dyskursem. Jesteśmy w stanie stawać na głowie, a nasze konstrukcje logiczne mógłby obalić delikatny podmuch zdrowego rozsądku. Ale nie. To nie na nasze siły, by przyznać się do luk w rozumowaniu. Dlatego powszechnie brniemy w to bagno. Część poniższych argumentów padła w komentarzach, do niektórych Piotrek odniesie się w osobnym tekście.

Drzewa

Po pierwsze trzeba znaleźć inny niż prędkość powód. Lista jest długa, ale zaczniemy od drzew. Sprawa wydaje się prosta, bo one raczej nie mają wiele na swoją obronę. Dlatego też nasza gwiazda sportów motorowych – Pan Krzysztof – już jakiś czas temu wydał na nie wyrok. Ten zaś potwierdził NIK i Pan z powiatowego zarządu dróg. A jeśli ktoś ma wątpliwości? To na pewno ekolog, co za pieniądze przypina się łańcuchem do drzewa i jeszcze szarżuje życiem niewinnych kierowców. Bo niby dlaczego ktoś ma ginąć, tylko dlatego, że wypadł z drogi akurat na drzewo? Tymczasem fakt, że za zachodnią granicą najdłuższy samochodowy szlak turystyczny to niekończąca się aleja drzew, co gorsza utrzymywana przez ADAC (czyli niemiecki automobilklub) nie daje do myślenia naszej gwieździe sportów motorowych. Może nie zna niemieckiego automobilklubu. Może fakt, że niemieckie drogi są znacznie bezpieczniejsze to tylko złudzenie. Może wreszcie Czechy, które powszechnie dosadzają właśnie drzewa wzdłuż dróg, a przy tym również mają bezpieczniej, to tylko przypadek. No i wreszcie mały szczegół – z drogi nie wypada się zbyt często, jeśli umie się dostosować PRĘDKOŚĆ do panujących warunków (czego wymagają od nas przepisy). Ale przecież to z pewnością nie prędkość…

DSC_0824_crNowodosadzane drzewa wzdłuż drogi w Czechach – 2014; fot. J. Kaim-Kerth

Dobre drogi

Poza tym winę można zrzucić np. na beznadziejne drogi. Fakt, że w ramach programu tzw. schetynówek już wyremontowano ponad 10 000 km dróg lokalnych a wiele projektów jest w trakcie realizacji, ma tutaj wg wielu marginalne znaczenie. Że dynamika przyrostu długości dróg ekspresowych i autostrad ma dziś poziom niespotykany nigdy wcześniej również się nie liczy. I nie ma też znaczenia takie porównanie, że w latach 2008-2012 na Słowacji przybyło 35 km autostrad, podczas gdy w Polsce 600 km. W tym samym okresie to jednak Słowacja stałą się europejskim liderem w poprawie bezpieczeństwa na drogach, podczas gdy Polska wciąż grzeje miejsce na szarym końcu listy. Nie wspominam nawet o takim szczególe jak to, że dobre drogi sprzyjają rozwijaniu wyższych prędkości, co w przypadku zderzenia znacząco podnosi tzw. ciężkość wypadku. Po prostu na pewno nie prędkość…

Pijani kierowcy

No i pijani kierowcy – to wszystko na pewno przez nich! Tak przynajmniej powszechnie się uważa. Nikt nie pochwala jazdy po pijanemu, ani nie usprawiedliwia kierowców pod wpływem, ale szczerze trzeba przyznać, że ledwie 11% wypadów w 2013 roku to wypadki z udziałem nietrzeźwych. Wiem, że to nie pasuje do medialnej ofensywy zarówno rządu, jak i opozycji sprzed kilku miesięcy. Że trudno się z tym pogodzić, bo tak łatwo skierować ogólnonarodową niechęć do pijanych za kółkiem. Ale diagnoza jest nieprzejednana – oni ledwie pogarszają wynik. Główna przyczyna leży gdzieś indziej. Oczywiście lepiej nie sprawdzać, gdzie…

Wszyscy inni

Zazwyczaj piesi. Bo nieoświetleni (więc parlament ekspresowo przyjmuje ustawę o obowiązku noszenia odblasków mając jednocześnie wielki problem z przyznaniem pierwszeństwa pieszym przy przechodzeniu przez pasy… choć to tam ginie ich najwięcej). Bo wtargnięcie na jezdnię pod nadjeżdżający samochód to wyróżniająca się pozycja w policyjnych raportach o bezpieczeństwie. Szkoda tylko, że ten sam Policjant nie określa wówczas w raporcie, z jaką prędkością nadjeżdżał pojazd… Szkoda też, że w innych krajach (gdzie na drogach jest znacznie bezpieczniej niż w Polsce) nie ma takiej kategorii, jak wtargnięcie pod samochód, bo zakłada się, że to po stronie silniejszego leży więcej odpowiedzialności. Jak chociażby w Holandii, gdzie w przypadku wypadku samochodu np. z rowerzystą domyślnie, do wyjaśnienia sprawy winny jest kierowca samochodu. Ale nie w Polsce. U nas winni są raczej rowerzyści – zazwyczaj dlatego, że są. To prawda, że liczba wypadków z ich udziałem wzrasta w ostatnich latach, ale niestety mało kto posługując się tym argumentem zwraca uwagę na fakt, że ich udział w ruchu drogowym również znacząco wzrasta. Winni mogą być też źli kierowcy. Tacy, którzy zbyt wolną jazdą zmuszają „dobrych” do wyprzedzania w trudnych warunkach. Czasami winne są też „baby za kółkiem”. I bez znaczenia jest fakt, że kobiety sprawcy wypadków w 2013 roku stanowią ledwie 23%.

Planowanie przestrzenne

To właściwie najbardziej sensowny argument. Polskie wioski i miasteczka ciągną się wzdłuż dróg, jak Klan i Dynastia razem wzięte. Porównując je choćby do miejscowości na Słowacji czy w Czechach jest po prostu gorzej. Ale po pierwsze Polska jest w tym względzie bardzo zróżnicowana i Warmia czy Opolszczyzna to zdecydowanie coś innego niż Małopolska. W niektórych regionach zabudowa jest zwarta i obszar zabudowany jest stosunkowo krótki. Po drugie, sami się w znacznym stopniu przyczyniamy do pogarszania i tak beznadziejnej już sytuacji. Jak szacuje w książce „Wanna z kolumnadą” Filip Springer, obecnie planami zagospodarowania przestrzennego objętych jest około 25% kraju. Gdyby jednak chcieć zasiedlić te tereny, które w istniejących planach przeznaczono pod zabudowę, to mogłoby na nich zamieszkać od 70 do 90 milionów ludzi… Wygląda więc na to, że samorządy naprawdę liczą na sprawczą moc becikowego. A skąd się wzięły takie plany? Ano stąd, że każdy właściciel działki naciskał na planistów by jego grunt przekwalifikować na budowlany właśnie. Z pewnością nie przyszło mu do głowy, że podobnie zrobią inni i co gorsza do tych potencjalnych budynków trzeba będzie dojechać drogą inną niż autostrada. Gdyby nawet sieć autostrad i ekspresówek była zrealizowana, to na tym polu lepiej nie będzie. Lepiej już po prostu było.

Więc kto i co?

Kto? Kierujący mężczyzna w wieku 20-24 – to najliczniejsza grupa sprawców. Tuż przed kierującym, nieco starszym mężczyzną (25-29, dalej 30-34). To prawdziwi sprawcy wypadków. A warunki? Odcinek prosty, sucha jezdnia, dobre warunki atmosferyczne, światło dzienne (tak w kontekście obowiązkowych odblasków)… No a przyczyna? Ostatni raport Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wskazuje na prędkość. Ale już zamieszczony tam na stronie 11  podział tzw. udziału wypadków sam w sobie jest… jeśli nie manipulacją, to co najmniej lekkim nieporozumieniem. Statystyki podają bowiem taki podział:

udzial

Czy przypadkiem wypadek „z udziałem pieszych” nie mógł wynikać z „nadmiernej prędkości” (osobna kategoria)? Czy wypadki „spowodowane przez młodych kierujących” absolutnie nigdy nie były jednocześnie „spowodowane nadmierną prędkością” lub też nie były wypadkami „z udziałem pieszych”? A czy „najechanie na drzewo” nie wiązało się nigdy z przekroczeniem prędkości? Jak widać nawet najnowszy raport KRBRD ma problem z jednoznaczną diagnozą… Pewnie tak samo, jak większość kierowców. Bo przecież kłamstwo powtarzane wiele razy w końcu musi stać się prawdą…

  150 comments for “Dlaczego wolimy kłamać na temat prędkości niż przyznać, jaka jest prawda?

  1. 19 września 2017 o 23:43

    podoba mi się

  2. 15 września 2017 o 14:59

    fajowy wpisik

  3. 8 marca 2017 o 03:04

    podoba mi się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *