Mój polski eksperyment, czyli jeżdżę jak dupa wołowa

Mamy najwyższą w UE, po Rumunii, liczbę śmiertelnych ofiar wypadków drogowych w przeliczeniu na milion mieszkańców. Główne przyczyny takiego stanu rzeczy są dwie – niedostosowanie prędkości do warunków na drodze i… same warunki, które ze względu na jakość polskich dróg, są zazwyczaj fatalne. Na jakość dróg nie mam wpływu, na prędkość owszem – postanowiłem więc sobie, że będę kulturalnie i spokojnie jeździł 50 km/h po terenie zabudowanym i 90 poza. Nie spodziewałem się, że to będzie takie trudne.

Standardowa prędkość polskiego kierowcy w terenie zabudowanym to ok. 75-80 km/h. Obowiązującą 50-tką jeżdżą chyba tylko traktory, zdecydowana większość tnie krajówkami i żółtymi wojewódzkimi gdzieś w okolicach 80. Mamy tę prędkość w wychowaniu, wgraną przez lata jeżdżenia z rodzicami i potem samemu. Jadąc poniżej 70 km/h, czyli i tak o prawie 20 km za szybko, czuję się jak pokraka, jak pół-mężczyzna jakiś, jak dupa wołowa ostatnia i nawet moja sześcioletnia córka zauważyła, że nas często ktoś wyprzedza.

Brzmi to absurdalnie, ale to jest naprawdę wyzwanie. Spróbujcie na jakiejś jednopasmowej krajówce grzecznie zwalniać z 90 poza zabudowanym do 50 w zabudowanym. Ja 50 sobie szybko darowałem i starałem się trzymać 60-65. I jeszcze nigdy mnie nie wyprzedziło tylu kierowców, co przez ostatnie dwa tygodnie. Jeżdżenie po terenie zabudowanym z prędkością 80 km/h uważamy za normę.

I NORMA to jest kluczowe słowo moim zdaniem. Bo taką mamy normę społeczną w Polsce w tej chwili. Konia z rzędem temu, kto przyzna się głośno przed kolegami z pracy, że jedzie 50 km/h w każdym terenie zabudowanym i żona się z niego nie śmieje przy tym, tylko się cieszy, że ma chłopa odpowiedzialnego. Ja właśnie zrobiłem 2000 km po Polsce płd-wsch i starając się jechać 60-65 km/h byłem wyprzedzany non-stop. A ponieważ wszyscy wiemy, jak się nadają nasze drogi do wyprzedzania, to tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że Polska to kraj wariatów na drogach. Bo ja przekraczałem prędkość o jakieś 15 km/h, jechałem przez jakieś miasteczko albo dużą wieś, więc na poboczu piesi i rowerzyści, a koło mnie mknęły busy, transportery i osobówki…

Ale normy społeczne mają to do siebie, że się zmieniają. I mam nadzieję, że te dotyczące prędkości także się zmienią i ja zamierzam być, i niech to sobie patetycznie i idealistycznie brzmi, w awangardzie takiej zmiany i będę jeździł wolniej, zanim to stanie się modne :). A przykłady takich pozytywnych zmian norm społecznych są. Jeszcze 25 lat temu w prawie każdym zakładzie pracy palono papierosy. I wyobraźcie sobie teraz, że kumple i kumpele z biurka obok Was odpalają faję od fai i siedzicie przez 8 godzin w tytoniowej zawiesinie. Tak to wyglądało jeszcze niedawno, za mojego życia. Dziś – nie do pomyślenia. W biurowcach nie wolno palić w ogóle, albo tylko w wyznaczonych palarniach, a żadni goście, którzy przychodzą do mnie do domu, by się w życiu nie odważyli zapalić papierosa. Nikt się nawet nie pyta, czy może, tylko od razu kieruje się na balkon, nawet przy trzaskającym mrozie. Taka jest w tej chwili obowiązująca społeczna norma na papierosy.

W wydanej niedawno antologii polskiego reportażu XX wieku w wyborze Mariusza Szczygła jest tekst Teodora Tomasza Jeża doskonale oddający normy społeczne sprzed stu lat. Autor ostrzega w nim emigrujących do USA Polaków, żeby nie bili tam swoich żon, gdyż mogą za to pójść do więzienia. Nie ocenia, nie wartościuje, a jedynie zwraca uwagę, że normy społeczne w Stanach są pod tym względem inne niż w będącej wówczas pod zaborami Polsce.

Dziś polski kierowca czuję się w Niemczech lub na Słowacji tak samo, jak wówczas emigrant w USA. „Jak to, nie można czasem przywalić żonie?” „Jak to, mam się wlec 50 jak baba?”. Otóż, drogi Rodaku, nie można przywalić żonie i masz się wlec 50.

  811 comments for “Mój polski eksperyment, czyli jeżdżę jak dupa wołowa

  1. ~Kierowca z Wrocławia.
    14 grudnia 2017 o 20:53

    Witam wszystkich.
    Jeżdżę wyłącznie zgodnie z przepisami, mam wszystkie kat. prawajazdy i byle kierowca zawodowym przez kilkanaście lat. W mieście nie ma sensu jeździć więcej niż 50 km/h. Światła i tak są usztywniane do tej prędkości. A oszczędności jakie płyną z takiej spokojnej jazdy są nieocenione. Klocki mam na 100 tys i inne oszczędności eksploatacyjne. Nie wspominając o najważniejszym-bezpieczeństwie. Mam nadzieję że Unia Europejska wprowadzi zapowiadany ograniczenie prędkości poprzez wprowadzenie ograniczników w pojazdach. Będzie to kamień milowy w bezpieczeństwie na drogach zwłaszcza dla Pieszych rowerzystów i innych bardziej narażonych na Uraz uczestników drogi. Prędzej czy później czeka nas takie rozwiązanie, ponieważ samochody elektryczne które zostaną wprowadzone będą większości sterowane przez komputer w takim wypadku bardzo łatwo wyprowadzić różnego rodzaju ograniczenia prędkości.

  2. 20 września 2017 o 00:39

    pozdro dla autora, fajnie piszesz:)

  3. 19 września 2017 o 05:43

    az miło poczytać

  4. 29 listopada 2016 o 10:40

    niepotrząśnięty

  5. 9 listopada 2016 o 02:39

    nieprzyganiany

  6. ~grypol
    19 października 2014 o 22:19

    Ja też jestem dupą wołową, ale czasem przekraczam na autostradzie. Oznakowanie jest w tym kraju bez sensu, teoretycznie przez 50 m trzeba jechać 70, 50 i znowu 70 co urąga rozsądkowi. Proponowałbym przykład Szwajcarii gdzie można jechać o 3.5 km/h więcej niż na znaku ale 3.6 więcej to już mandat. Radary stoją na ulicy i są wielkości cyfrówki na statywie. jak jest 30 na znaku a jedziesz 50 możesz wydać pod 300CHF. Chcesz szybciej, autostrada płacisz winietę 50 CHF na rok i jeździsz szybko. Tam też są radary(i to bez żadnych znaków ostrzegających). Nie nawijam dużo czasem po 600 km dziennie,częściej po 40 na dzień, poraża i przeraża mnie głupota czyli: blokowanie pasów, zajeżdżanie drogi , nie zwracanie uwagi na linie i znaki, szeryfowanie (w stylu ja cę nauczę) oraz idiotyzm oznaczeń. Poprawiło mi się parę lat temu po 11 punktach i 600 złotych i paru wyjazdach do Szwajcarii gdzie przekonałem się że można przestrzegać prawa i nikomu to nie szkodzi że pieszy przejdzie po pasach. Ale na Boga oni mają autostrady,tunele pod wioskami i lata prawa działającego

    • ~realista
      17 marca 2015 o 17:26

      Nic nie urąga rozsądkowi. Te znaki ograniczenia postawiono w miejscach, w których zdarzały się wypadki włąśnie przez nadmierną prędkość – przy przejściach dla pieszych lub przy skrzyżowaniach z ograniczoną widocznością. Takich miejsc jest mnóstwo, ze względu na konfigurację terenu, roślinność, a takze to, ze kiedyś budowano się wzdłuż szos, bo każdy chciał mieć blisko do drogi.
      Zamiast narzekać, proponuję się zastanowić, co takiego jest w danym miejscu, co powoduje, ze jest ono niebezpieczne i dlaczego postawiono ograniczenia. To nie zawsze jest łatwo zauważalne, zwłaszcza z perspektywy kierowcy, który przejeżdża to miejsce w ułamku sekundy i zazwyczaj niespecjalnie się rozgląda.

  7. ~heniek
    19 października 2014 o 21:14

    Są dni kiedy próbuję jeździć do 80km/h (limit w Norwegii) i płakać mi się chce. Gdzie ja się pcham.

  8. ~smokrk
    15 września 2014 o 21:59

    Dlaczego na drodze w mieście gdzie co chwila ktoś ma wyjazd z domu, są sklepy, szkoły jest 50km/h i tak samo na dwupasmówce w mieście, gdzie KAŻDE przejście ma światła i każde skrzyżowanie ? Chce mi ktoś powiedzieć że Żuk/Nysa ma taką samą bezpieczną prędkość jak Insignia czy Audi A6 ? Taka sama prędkość dla osobówki tylko z kierowcą i załadowanego Vana ? Trzeba dostosowywać Prędkość do swoich umiejętności, samochodu i warunków.
    Ja sam często [chyba że się śpieszę| jeżdżę w mieście 60km/h i jakość nie widzę by ktoś mnie poganiał czy coś. Ale jak widzę że ktoś jedzie szybciej to nie mam problemu z tym by ułatwić mu wyprzedzanie. Bo jak ja jadę szybko to też bym chciał takiego zachowania od innych. A Ci co chcą mi pokazać [szczególnie gdy jestem zdenerwowany| że jadą 80km/h na ograniczeniu 70km/h lewym pasem czasem dostają ode mnie po ostro po heblach [a mam lepsze niż w przeciętnym samochodzie| przed maską i może któryś idiota zrozumie że droga jest dla wszystkich i jeśli ktoś chce sobie jechać szybciej to niech jedzie.

    • ~nicknick
      16 września 2014 o 10:18

      Ja mam takie zdanie, jeśli ktoś jedzie lewym pasem 80 na 70 bo wyprzedza kogoś to ma prawo tak jechać i nikt nie ma prawa go popędzać. Kiedy już wyprzedzi to ma obowiązek zjechać na prawy pas. I nie wolno mówić, że w odległości 50 m jest np kolejna cieżarówka czy coś. Spokojnie może ją dogonić prawym pasem i potem zmienić na lewy. Natomiast nikt też nie ma prawa grzać lewym pasem np. o 40-50 km/h więcej niż wynosi dozwolona prędkość. To jest absolutny brak szacunku dla innych kierowców i stwarzanie zagrożenia. Oczywiście jest toteż utrudnianie jazdy kierowcom, którzy jadą zgodnie z przepisami, bo trudniej znaleźć bezpieczny moment na zmianę pasa ruchu. Tylko, że to jest sprawa policji, żeby takim ludziom dawać mandaty i zabierać prawka. Nie można takiego debila za kółkiem blokować, bo w ten sposób ryzyko wypadku będzie jeszcze wyższe. Kto wie, może to człowiek niezrównoważony. Wnerwi się i jeszcze wymyśli, żeby zepchnąć kogoś z drogi.

    • ~Byku
      19 października 2014 o 16:12

      Chlopie ochlon ,,, metoda ktora preferujesz jest bardzo niebezpieczna i moze spowodowac ciezki wypadek !

      Osoby ktore w ten sposob probuja na kims wymusic konkretne zachowanie musza byc ukarane !
      Juz takich 2 palantow dorwalem za te popisy pseudo hamulcami… I otrzymali to co sie nalezalo PARE KOPOW NA RYJ I TOTALNIE BEZ HAMULCA…

    • ~Krzych
      19 maja 2015 o 21:07

      Heblem to sie należy Tobie po ryju.

      A co pomalowałes sobie zaciski na czerwono i już sa lepsze?

      Do mam nadzieje nie zobaczenia na lewym pasie.

    • 12 lipca 2015 o 12:27

      On nie jedzie „sobie”. Idiota za kierownicą może kogoś zabić tylko dlatego, że uważa się za mistrza kierownicy.

  9. ~R
    7 września 2014 o 01:19

    Ja od pewnego czasu postanowiłem sobie, że nie przekraczam dozwolonych prędkości. W przeszłości różnie bywało, a dużo jeżdżę. Zaobserwowałem, że taka decyzja wpłynęła też korzystnie na moje codzienne funkcjonowanie. Jeżeli np. mam do pracy 40 km i będę gnał jak szalony, to na takiej małej trasie wiele nie zaoszczędzę,może do 5 minut – i pytanie czy warto?, a jeżeli robię trasy 250 lub 660 km (po Polsce) to jeżdżąc spokojniej mniej się męczę, więc też pytanie, czy warto? Staram się też przepuszczać pieszych czekających, aż ktoś się łaskawie zatrzyma. A przecież jak pada deszcz czy śnieg, to ja wygodnie suchutki w samochodzie, a tam może np. jakaś mama czy tata z dzieckiem, albo po prostu, to taki miły gest. Ciekawe są też reakcje pieszych, od zaskoczenia, przez miły uśmiech i ukłon, aż po komentarz „k… (piiiiiii)” – (co cóż tak też bywa – żółć się wylewa). Przyznam też, że w utrzymaniu prędkości bardzo pomocny jest w tym tempomat, polecam.

  10. ~Mati
    3 września 2014 o 16:14

    Powiem tak. Jak jedzie się zgodnie z przepisami to czuje się lekką presję ze strony miszczów speeda. Ale generalnie ja się już przyzwyczaiłem. Po ch… jeździć szybko, czy to jest jakiś wyścig? 90 to zejefajna prędkość. Wóz mało pali, nie trzeba nikogo wyprzedzać, bo Tiry i autokary jadą tyle samo. Generalnie mam osobowość indywiducośtam, więc lubię robić inaczej niż inni. Trochę wkurza jak ktoś siedzi na zderzaku. To jest chamstwo. ja generalnie ułatwiam wyprzedzanie, czym łamię przepisy, ale wolę żeby ci debile jak najszybciej się ode mnie oddalili. Pamiętajcie też o tym. że prędkościomierze dodają kilka km. W wielu samochodach jedziesz dopiero 50 jak masz na liczniku ok 55. Dlatego staram się jechać prawdziwe 50, czy 90. Trzeba sobie porównać z gpsem. Aha, do wszystkich wyścigowców mam message: wasze dni są już policzone, wyginiecie niedługo, albo się sami zabijecie, albo politycy i gliny was wykończą takimi mandatami i zqbieraniem samochodów. hahaha :) pozdrowienia dla jeżdżących przepisowo:)

    • ~HauMiau
      19 października 2014 o 15:40

      „…Pamiętajcie też o tym, że prędkościomierze dodają kilka km. W wielu samochodach jedziesz dopiero 50 jak masz na liczniku ok 55…”

      Pamiętajcie też o tym, że wszystkie zegary dodają kilka minut. W wielu przypadkach jesteś w pracy o 8:00 dopiero jak masz na zegarku 8:20 ;)

      • ~cto
        19 października 2014 o 16:10

        A może najpierw byś poszerzył swoją wiedzę, zamiast głupio komentować? Prędkościomierze fabrycznie mają nieco zawyżać, bo nie mogą pokazywać prędkości mniejszej od rzeczywistej, a producenci muszą brać poprawkę na inne od fabrycznych koła; zresztą nawet zmiana ciśnienia w oponach ma wpływ na wskazania.

      • ~Mati
        26 maja 2015 o 10:14

        @HauMiau

        Bardzo zabawne tyle, że ja mówię na serio: prędkościomierze zawyżają i trzeba sprawdzić o ile, bo to jest różnie. Powinno się wiedzieć ile tak naprawdę się jedzie. Po Polsce często jeździ się słabo, bo niektórzy gnają na złamanie karku i się pchają, a niektórzy jadą za wolno. Jedzie taki gość tak naprawdę 80 km/h i myśli, że jedzie niemal 90 km/h (błąd prędkościomierza). Ludzie się wkurzają i wyprzedzają – przez to też są wypadki. Jakby większość ludzi jeździło gps-owe 95 km/h (minimalnie szybciej, ale bez ryzyka mandatu) to byłoby zdecydowanie bezpieczniej. Inną rzeczą jest też obawa przed nieco dynamiczniejszym przyspieszaniem. Niektórzy uważają, że jak totalnie zamulają i rozpędzają się do setki w 60 s. to jest to ekonomiczne, a to bzdura. Najlepiej rozpędzać się w sposób zrównoważony – naciskać gaz mocniej, ale nie do dechy i kręcić do umiarkowanych obrotów (wszystko zależy od samochodu oczywiście co to są te umiarkowane obroty).

        • ~senek
          4 grudnia 2015 o 07:26

          Przepisowe to jest 90 jak i 80…jeżdżąc szybciej, poruszasz się niezgodnie z prawem…wiec pszczędz nam swojej buraczanej logiki szefa drogi jakby to było gdyby kazdy jeździł 5 km szybciej niz nakazują znaki

  11. 25 sierpnia 2014 o 01:54

    Sporo tu bzdurnych komentarzy mylących jazdę zgodnie z przepisami, rozsądkiem i że znakami… a to są 3 różne sytuacje! Sporo choć jakoś na codzień nie widzę tych naszych 50/h na wylotowych 6cio pasmówkach we wszystkich większych miastach, prowadzonych między ścianami ekranów akustycznych (gdzie tu mowa o kotku, którego mamy ratować? bo o dziecku nie może być mowy – nie przejdzie! ) Ale sam artykuł jest całkiem bzdurnych bo wraca do czasów gdy mieliśmy drogo w fatalnym stanie – to już DAWNO nieaktualne! Czas skończyć z narzekaniem. Pilnie przesunąć czarnej tablice temu rzekomo zabudowanego tam, gdzie faktycznie tłum pieszych czy dzieci lub rowerzystów porusza się jeszcze bezpośrednio po drodze. Pozostałe tereny miejscowości objąć ograniczeniem 80/h a na wielopasmowych do 100/h. To, że dany pojedynczy domek stoiw miejscowości X nie oznacza, że jest to teren zbudowany w sensie ruchu drogowego, bo mieszkańcy tego domu nawet po zapałki jadą do kiosku samochodem.
    No i jako ostatni – powód tych bzdurnych artykułów; jest tylko jeden – forda z mandatów. Dlatego nie mamy żadnej edukacji kierowców żadnych programów w TV poza rysowaniem albo pokazywaniem piratów (czy to czasem nie ich propagowanie? ) Kochani chodzi więc tylko o kasę!

    • ~picadoor
      27 sierpnia 2014 o 10:57

      Panie Artur
      Pańska reakcja jest dokładnym odzwierciedleniem opisanej przez autora mentalności polskiego kierowcy. Reguła Kalego przy tym jest niewinną igraszką. Szanowny Panie Artur.
      To prawda, że oznakowanie dróg pozostawia wiele do życzenia, jednakże sam fakt oznakowania nie bierze się z powietrza. Pan i Panu podobni NIE bierzecie pod uwagę chociażby różnych wyjazdów na drogę główną. Każdy wyjazd jest potencjalnym miejscem poważnego wypadku. Trudno oczekiwać aby każdy wyjazd był z panoramiczną perspektywą na kilometr. Większość jest z mocno ograniczoną widocznością – to dlatego często ze znakiem STOP. Może Pan jeździ rozważnie, nie neguję, ale na litość – NIE jesteś Pan sam na drodze! Kierowcy są różni, rozważni, roztropni, nieuważni, nieodpowiedzialni i kretyni. Niestety tych ostatnich jest coraz więcej. Przy czym pomiędzy nieodpowiedzialnymi a kretynami na drodze jest tak cienka różnica, że często niewidoczna. Do której kategorii chce Pan siebie zaliczyć?
      Sporo jeżdżę po kraju, więc widzę. Przyznaję nie jestem święty i też zdarza mi się, że przekraczam dozwoloną prędkość. Przy czym naprawdę bardzo się staram zachować ostrożność i umiar do zmiennych warunków drogowych. Jednakże całkowicie zgadzam się z autorem – jadąc nawet o 15 km więcej od dozwolonej jest się nagminnie wyprzedzanym w najmniej oczekiwanych miejscach – na podwójnej „ciągłej”, na obszarach wyłączonych z ruchu (zapaskowane pola jezdni) czy na przejściach dla pieszych.
      W mojej ocenie służby odpowiedzialne za porządek na drodze kompletnie są nieprzygotowane merytorycznie i mentalnie do tej funkcji. Przepisy nie przystają albo są martwe, kary są nietrafne i mało skuteczne.
      Prosty przykład. Jak ograniczyć jazdę po spożyciu? Zapytajcie Duńczyków, oni sobie świetnie z tym poradzili. Jak? Przepada auto, a „Prawko” na co najmniej 10 lat, jazda bez ważnych uprawnień jest niesłychanie bolesna finansowo, a więzienia są dla przestępców, nie dla idiotów.
      Głupie? Hmmm, jeśli tak Pan myślisz, to znaczy, że pragniesz Pan takiego prawa, jakie mamy obecnie – nieszkodliwego i zachęcającego do omijania. Może zmienisz Pan zdanie kiedy jakiś nieodpowiedzialny kretyn za kierownicą zabije panu dziecko, kogoś bliskiego albo Pana ciężko okaleczy. O czym będzie Pan wówczas myślał leżąc bez ruchu plackiem na łóżku przeciwodleżynowym? Nnnno o czym?

    • ~User
      27 sierpnia 2014 o 11:37

      Ja mam tylko jedno pytanie. Drogi Arturze czy jesteś z wykształcenia inżynierem budownictwa ze specjalnością ruch drogowy? Bo jeśli nie to w zasadzie twoje wypowiedzi można tak samo traktować jak bajki na dobranoc. Jeśli natomiast nadal chcesz dyskutować to z miłą chęcią przed dyskusją dokonam przeglądu twojego uzębienia w pełni profesjonalnie na tyle na ile moje niemedyczne wykształcenie pozwala. Polaku jak się na czymś nie znasz to nie rób z siebie … gamonia i nie wypowiadaj się.

    • ~Motonita
      28 sierpnia 2014 o 12:14

      Z p.Arturem w wielu przypadkach zgadzam się. Popadamy częściowo w paranoję znaną z USA, gdzie na lusterkach jest napisane, że widziane w nim przedmioty są tylko odbiciem obrazu, a nie faktycznymi obiektami i żeby nie zapinać pasów bezpieczeństwa dookoła szyi, bo można się udusić itd. Wydaje mi się, że prędkość 50km/h jest nieekonomiczna i truje środowisko bardziej niż 60-70km/h. Druga sprawa – nie ma się co z „zachodem” porównywać, bo pewnie sporo osób przestrzegałoby tych 50km/h gdyby miało porządną alternatywę dotarcia do celu w rozsądnym czasie. Jeżdżę z centralnej Polski na północ A1 i zajmuje mi to 4h, kiedy nie było autostrady jeździłem starą jedynką z prędkosciami 60-90km/h bo szybciej się nie dało, w efekcie podróż trwała czasem i 8h. Nigdy nie wrócę na starą jedynkę, chyba że dowalą srogie opłaty kiedy skończą A1 i znowu wracamy do punktu wyjścia – nie ma rozsądnej alternatywy.

      Niestety póki nie rozłoży się ruchu rozsądnie i naturalnie, to choćbyście się wszyscy tu zesr.li mądrościami i nakazami to naturalną koleją rzeczy, albo zostaniecie znienawidzeni, albo wyśmiani, a wypadki dalej będą jak były, albo zwiększy się ich ilość bo pojazdy są coraz szybsze i w takich prędkościach coraz ekonomiczniejsze.

  12. ~JackR
    25 sierpnia 2014 o 00:40

    A kto tu do cholery bawi się w cenzora, dwa razy staram się coś dodać
    i tekst gdzieś zaginął. Poprostu ni jak tu w tym kraju nie działa jak gdzie
    indziej a szczególnie to co ma sie w relacji do dróg i ich użytkowników.
    A szczególnie to brak rozsądku w administracji (głupie zarzadzanie
    znakami drogowymi, sekwencją świateł, blokowanie drogi przy każdej
    okazji no i duża ilość chojraków za kierownicą jak i wolno jeżdżących
    /pewnych swojej „racji stanu” umysłu

  13. 22 sierpnia 2014 o 12:21

    Otóż pocieszę cię. Ja również postanowiłem sobie, że nie dam państwu za darmo pieniędzy i zacząłem jeździć zgodnie z przepisami. Nie martwią mnie wyprzedzający, to ich sprawa, ja tylko nie ustępuje im miejsca na drodze. Mają przez to jeszcze trudniej. Ale to nie jest mój problem. Skoro ktoś urodził się głupi to musi głupi zginąć.
    Jest nas coraz więcej na polskich drogach.
    Pozdrawiam i jeszcze raz głowa do góry.

    • ~cichy1
      22 sierpnia 2014 o 12:40

      Nie ustępujesz? Pewnie i nie wpuszczasz na zamku błyskawicznym.

      • ~M
        22 sierpnia 2014 o 20:02

        Raczej przeciwnie ;)

  14. ~cichy1
    22 sierpnia 2014 o 12:15

    Już niedługo będziemy jeździć po mieście 40km/h, a w samym centrum 30. Czyli o 10km wolniej niż obecnie ,a o 20km niż kilka lat temu. Warunki się nie zmieniają, a właściwie zmieniają na lepsze ,a ograniczenia rosną. I zapewne znajdzie sie wielu kierowców będących za, jak przy obecnych prędkościach i we wpisach powyżej. Zwolennicy jazdy 50km/h w zabudowanym staną się piratami, chyba że zwolnią.

    • ~hoss
      27 sierpnia 2014 o 12:47

      jestem ciekaw co powiesz jak pojedziesz do Niemca i tam jest 30-tka i w euro to może cie zaboleć ułańska fantazja … aczkolwiek w Holandii to byś płakał jak bóbr jak by ci autko skonfiskowali i sprzedali na horendalny mandat a co zostało dali by ci na PKS-a :)

  15. ~nadja76
    22 sierpnia 2014 o 11:27

    Hej,
    No cóż – jestem „babą”.Ale jestem też kierowcą z ponad 15 letnim stażem i miałam tylko jeden wypadek – no właściwie stłuczkę. Kiedyś jeździłam szybko – mam na koncie 3 mandaty i wiele punktów karnych z tych beztroskich lat. Ale od kilku lat staram się jeździć zgodnie z przepisami. I mam nadzieję, że będzie to coraz bardziej modne – tak jak z modą na niepalenie.
    Nie uważaj się za pokrakę, bo im będzie nas więcej tym więcej ludzi się będzie zmieniać na lepsze i może będzie wreszcie mniej wypadków czego nam wszystkim życzę.
    Pozdrawiam

    • ~cichy1
      22 sierpnia 2014 o 12:36

      Stłuczki zwykle są przy wolnej jeździe.;->
      15 lat jeździłaś szybko i bez wypadków, i to skłoniło cię do zmiany stylu?

    • ~Adam
      27 sierpnia 2014 o 10:32

      Większość „bezpiecznych” kierowców się szczyci ile to lat jeżdżą bezwypadkowo. Ja powiem tak: mój dziadek ma prawo jazdy od 50 lat i nie miał żadnej, nawet najmniejszej stłuczki. Bezpiecznie jeździ…… Otóż nie. Przez ten czas przejechał samochodem ze 200 km. Wliczając w to kurs na prawo jazdy.
      Powiedz ile kilometrów rocznie przejeżdżasz, a wtedy będzie wiadomo coś rzeczywistego o Twojej jeździe. Bawi mnie ilekroć jakiś stary dziadek jadący do kościoła w niedzielę mówi, że on od 30 lat nie miał żadnego wypadku. A na pytanie ile przejeżdża rocznie odpowiada 8 tys. km. Odpowiadam mu wtedy, że jego 30 lat ja robię w 3. Nie odnoszę się tu już do faktu, że 20 lat temu, po polskich drogach, jeździło może ze 20% tej ilości samochodów co teraz.
      Statystyka to taka nauka, która potrafi udowodnić każdy absurd.

      • ~picadoor
        27 sierpnia 2014 o 11:20

        Panie Adam
        Świetnie powiedziane „statystyka to taka nauka, która potrafi udowodnić każdy absurd”
        Absurdalne jest to co Pan wypowiedział. Jak panu wiadomo statystyki opierają się na wzorach algorytmicznych, które potrafią wskazać określone trendy. A co za tym można określić poprzez trend z dużym prawdopodobieństwem wypadkową jako skutku czy konsekwencji określonych działań.
        Gdyby Pan chociaż trochę się wysilił, mógłby Pan sobie obliczyć prawdopodobieństwo następstw swojej „techniki” jazdy w każdym aspekcie. Czyli prawdopodobieństwo kolizji drogowej, wypadku, walnięcia w drzewo, zderzenia czołowego, wypadku ze skutkiem śmiertelnym czy ze skutkiem śmiertelnym z udziałem pieszego. Otrzyma pan różne liczby określające ile razy w Pańskim życiu może coś takiego nastąpić. Tylko jest jedna niewiadoma, najważniejsza. W jakiej konfiguracji to będzie. Tzn, czy to będzie za dzień, za tydzień, miesiąc czy za 5 lat, czy to będzie raz za razem, czy może w odstępie 10 letnim. Tego Pan nie wie, tego NIKT nie wie. Myślę, że w Pańskim przypadku będą to cyfry znacząco wyższe niż u jeżdżącego dziadka emeryta. Jedno jest pewne TO BĘDZIE MIAŁO MIEJSCE!!!!!!
        Tak często jak wyniknie to z rachunku prawdopodobieństwa!!!! Więc w swojej pseudo mądrości niech Pan chwilę spróbuje pomyśleć – jeśli to nie będzie zbyt trudnym dla Pana. Co jest lepsze – wskaźnik 10,2, może 15,6 czy też wskaźnik 1,6 albo 0,9 w czasie średniej aktywności w kierowaniu pojazdami czyli ok. 52 lat (18 lat gdy zdobywa się prawko i jeździ się do ok 70 roku życia, zależnie od zdrowia)?
        Nnnoooo którą cyferkę Pan woli?

  16. ~Szakalito
    22 sierpnia 2014 o 11:23

    Czytam tak te komentarze i czytam i wracam do „Mamy najwyższą w UE, po Rumunii, liczbę śmiertelnych ofiar wypadków drogowych w przeliczeniu na milion mieszkańców.” I pozniej znowu czytam te komentarze. Idioci – nic wiecej. Mam tylko nadzieje ze jak sie w koncu rozwala na jakims drzewie to nie wezma nikogo ze soba.

  17. ~kuqu
    22 sierpnia 2014 o 10:47

    Ja jeżdżę na terenie zabudowanym z prędkością do 60km na godzinę… Dlaczego? Bo jak mawiał ktoś mądry, jesli bedzisz grzał 120 i na drodze wyskoczy ci jeleń, to zginą dwa jelenie i szkoda zwierzaka… ale jeśli na terenie zabudowanym będziesz jechał za szybko i wyskoczy Ci dziecko… Nie ratujesz sobie tego morderstwa do końca życia… i w głębokim szacunku mam debili ścigających się po miejskich drogach…

    • ~cichy1
      22 sierpnia 2014 o 12:33

      „Dzecko Ci wyskoczy” nawet jeżeli będziesz jechał40km/h i tylko odległość od maski twojego samochodu zdecyduje, czy go nie potrącisz. Jadąc 140km/h dziecko wyskoczy już za twoim samochodem.;->
      Jeleń przy 90km/h ładnie zgniata przód i wpada przez przednie okno.

      60km na godzinę w mieście jeździ większość kierowców, chyba że ulicę oddziela od chodnika pas zieleni. Wtedy jeżdżą ok.70km. Często i bez znaków samochody jadą wolniej, np. na ulicach gdzie wąski chodnik graniczy z ulicą. Na trzypasmówkach ,jeżeli nie ma korków średnia prędkość wszyskich ,to 90-100km. Takimi prędkościami jadą całe ciagi samochodów i nie ci kierowcy są przyczynami wypadków. Tak przynajmniej jest w Łodzi.
      Ograniczenia prędkości nie mają często żadnego związku z faktycznym zagrożeniem, a twierdzenie że większość kierowców jest bezmyślna nie ma podstaw.

      • ~picadoor
        27 sierpnia 2014 o 11:29

        Panowie, durne targi uprawiacie, „zaszalejcie” sobie w Berlinie, Pradze czy w Sztokholmie, coooo zabrakło odwagi? Nnno śmiało? Co tam zaraz złapią? Aha, to w tym problem, nie tylko złapią, nie słuchają waszych „argumentów”, nie mają litości, egzekwują prawo i strasznie drogo każą płacić. NNnnno patrzcie, co za policja, oni tam normalnie pracują!!!!!

  18. ~grucha
    22 sierpnia 2014 o 10:12

    Prawda jest taka, że prawidłową prędkością w normalnych warunkach na terenie zabudowanym (oprócz oczywistych sytuacji: ciasnych zakrętów, braku widoczności, warunków atmosferycznych) jest prędkość 70-80km/h. Jest niepisana umowa społeczna, że ograniczenia są ca 20km niższe, niż prawidłowa prędkość. Powszechnie wiadomo, że jak wisi na znaku ograniczenie do 40km/h to czeka nas niespodzianka na drodze i trzeba zwolnić. Jak jest 70km/h na prostej drodze tzn.że jest bezpiecznie.
    P.S. Nigdy nie zdarzyło mi się, żebym nie zahamował z dużym zapasem przed policjantem, który niespodziewanie wyskakuje z krzaków i łapie mnie na przekroczeniu prędkości o 20km/h. Znaczy to, że moja prędkość była 100% bezpieczna mimo, że niezgodna z przepisami.

    • 22 sierpnia 2014 o 10:37

      No właśnie. I dlatego jesteśmy drudzy po Rumunii. Tam pewnie się mówi, ze 30 więcej niż na znaku, to jest bezpiecznie.

    • ~mareksopl
      22 sierpnia 2014 o 11:41

      Napisałeś: „Jest niepisana umowa społeczna, że ograniczenia są ca 20km niższe, niż prawidłowa prędkość.”
      Pierwsze słyszę, że jest taka umowa!
      Trzeba mieć głęboki zanik odpowiedzialności i empatii, żeby tak mówić.

    • ~BZS
      22 sierpnia 2014 o 12:16

      Może się umawiałeś z osobami takiego samego pokroju jak Ty, ale nie ze mną.
      Przytoczę opis wypadku przy zderzeniu samochodu osobowego ze stałą przeszkodą przy prędkości 80 km/h (prędkością, która przez Ciebie i wielu innych traktowana jest jako bezpieczna):
      • po 0,026 sekundy od początku wypadku zderzak i przód samochodu jest już zgnieciony,
      a niezapięty pasami kierowca kontynuuje ruch z prędkością 80 km/godz.;
      • po 0,039 sekundy kierowca wraz z siedzeniem zostaje uniesiony o 15 cm;
      • po 0,044 sekundy uderza klatką piersiową w kierownicę;
      • po 0,050 sekundy opóźnienie działające na osobę 80 razy przewyższa masę ciała;
      • po 0,068 sekundy ciało kierowcy uderza w deskę rozdzielczą z siłą 6 ton;
      • po 0,092 sekundy głowa kierowcy uderza w przednią szybę;
      • po 0,100 sekundy, ciało kierowcy po uderzeniu w kolumnę kierownicy, wypada na zewnątrz wybijając przednią szybę – obrażenia powodują śmierć na miejscu!
      • po 0,110 sekundy wrak auta zaczyna się cofać;
      • po 0,150 sekundy w miejscu wypadku zalega cisza.

      • ~cichy1
        22 sierpnia 2014 o 12:42

        A ta „stała przeszkoda”, to zapewne pojawiająca się nagle w poprzek drogi ciężarówka z reklamy?

        • ~ciekawy
          17 marca 2015 o 17:32

          A myslisz, że ci wszyscy, co walnęli w coś, widzieli to z odległości kilometra?

    • ~picadoor
      27 sierpnia 2014 o 11:44

      Panie Grucha, doktorat jakiś Pan robisz, czy co?
      Circa, to polskiemu kierowcy brakuje 100% rozsądku i trzeźwości umysłu.
      Czy Pan wie czym charakteryzuje się „psychologia tłumu”? Słyszał Pan o czymś takim?
      Mówiąc kolokwialnie, tłum jest jak wir, wciąga w swój model zachowań każdą słabą – podkreślam – SŁABĄ – emocjonalnie i psychicznie jednostkę . Tylko osobowości silne nie poddadzą się presji tłumu.
      Więc jeśli na 10 kierowców 8 przekracza prędkość, to ci dwaj w którymś momencie zaczynają jechać podobnie. I odwrotnie, jeśli na 10 7-8 jedzie poprawnie, to pozostali sami się temu podporządkują.
      Problem więc tkwi w tym, aby wychwytywać tych, którzy „nadają”, czy też wymuszają rytm na innych i ELIMINOWAĆ ich zachowania, czasem ich samych „z gry”.
      A u nas teoretycznie mamy zapisy lecz nasze służby są nadgorliwe, jeśli chodzi o pobłażliwość, zaś skuteczność ściągania należności nadal jest kiepska. Myślę, że gdyby odstawiano samochody delikwentów na policyjne parkingi, np po 2 tygodniach braku wpłaty na ich koszt, ściągalność mandatów osiągnęłaby 101%, natychmiast.
      I po co całe rzesze urzędasów, areszty i inne, to najlepszy bat, pozbawić delikwenta narzędzia wykroczenia czy przestępstwa.

    • ~michal
      17 lipca 2015 o 15:02

      > P.S. Nigdy nie zdarzyło mi się, żebym nie zahamował z dużym zapasem przed policjantem,
      > który niespodziewanie wyskakuje z krzaków i łapie mnie na przekroczeniu prędkości o 20km/h.

      Czyli jezdzisz tak jak jezdzisz, bo do tej pory nikogo nie zabiles (np. takiego policjanta)?
      A czy obiecasz, ze jak juz kogos zabijesz to bedziesz jezdzil te 20km/h wolniej?

  19. ~wojtek654
    22 sierpnia 2014 o 09:37

    Autor bloga slusznie okreslil siebie jako dupa wolowa. Za kierownica pp prostu trzeba myslec i jechac szybciej niz pozwalaja nam nasi wlasciciele z rzadu wtedy, gdy widzimy, ze ograniczenie jest absurdalne (zwlaszcza jak znamy juz dobrze droge) lub jechac w granicach tego czy wolniej wtedy, gdy jest to odpowiednie (lub jedziemy pierwszy raz tedy, bedzie luk itp.). Mam tylko jedno pytanie: czy gdyby milosciwie nam panujacy obnizyli nam predkosc do 30 km w zabudowanym to tez bys mowil, ze koles jadacy 40 to wariat? Samochod ma mnie dowiezc na miejsce bezpiecznie, ale mozliwie szybko, nie moge tracic za kolkiem cennego czasu.

    • ~Luk
      22 sierpnia 2014 o 09:56

      „niz pozwalaja nam nasi wlasciciele z rzadu”
      Masz syndrom niewolnika, który wszędzie widzi swojego pana.

      „wtedy, gdy widzimy, ze ograniczenie jest absurdalne”
      Sugerujesz, że każdy ma sobie interpretować przepisy wg. siebie? Trochę pokory geniuszu.

      • ~wojtek654
        22 sierpnia 2014 o 10:50

        Tak, co do predkosci to kazdy powinien interpretowainterpretować wg siebie, jaka jest odpowiednia, a wskazowka powinny byc znaki z ograniczeniem. Widze znak 80 km to jak jestem pierwszy raz i sa dobre warunki to jade 80. Jak zobacze, ze w dobrych warunkach da sie jechac 100 to jade 100. Nie jestem zwolennikiem prewencji, ale wysokich kar za spowodowanie wypadku, wtedy ludzie by sie zastanawiali mocniej nad szybka jazda. Przeciez mozna spowodowac wypadek jadac normalna predkoscia.

        • ~Kazik
          22 sierpnia 2014 o 11:19

          Artykuł dotyczy przede wszystkim jazdy w obszarze zabudowanym, czyli takim gdzie nagle na jezdni może się pojawić pieszy (i to nie w odległości kilometra, tylko np. 30 metrów przed maską). Co do tego mają warunki? Wystarczy spojrzeć na wykres zmiany prędkości przy hamowaniu (z uwzględnieniem czasu reakcji kierowcy) – tam gdzie samochód jadący 50 km/h już się zatrzyma, ten jadący 70 km/h dopiero nieznacznie zaczyna zwalniać.

          • ~cichy1
            22 sierpnia 2014 o 12:51

            W miastach wąskie chodniki potrafią się ciągnąć wzdłuż wąskiej ulicy lub szeroka ulica może być oddzielona od chodnika szerokim pasem zieleni. A prędkość taka sama.

          • ~Jacek
            22 sierpnia 2014 o 17:11

            Kazik – wojtek654 napisał, że jedzie szybciej jeśli ma ku temu warunki, a Ty mu piszesz, co gdy jedzie drogą, na której może pojawić się pieszy. Ja Ci odpowiem – droga, na której może pojawić się pieszy znienacka, to droga na której nie ma warunków do szybszej jazdy i tyle.
            Znaki drogowe mają być powiązane z pewnymi sytuacjami drogowymi, powtarzalnymi w danym miejscu. Tyle, że biorąc pod uwagę ich(sytuacji) mnogość i zmienność, to może ich mały ułamek ma związek ze znakami – resztę przynosi życie.
            Różnica jest zasadnicza między Wami. Wojtek654 zauważa zmienność warunków i do nich się dopasowuje. Ty, natomiast pokazałeś, że ponad wszystko stawiasz znaki, a więc ocenę sytuacji na drodze(nie wziąłeś nawet pod uwagę możliwości, że ulica w obszarze zabudowanym może być szeroka, pozbawiona ludzi, domów w bezpośredniej odległości) odsuwasz na dalszą pozycję.
            Myślę, że mniejszym zagrożeniem jest ten, kto w pierwszej kolejności analizuje bieżącą sytuację, a w drugiej znaki.

        • ~Jacek
          22 sierpnia 2014 o 16:52

          Zgadzam się w 100%. Karać za zdarzenia skutkowe, a nie za to, że „tu mogło być przejście”, albo „tędy chodzą dzieci”. Chodzą, ale co z tego – jeśli wokół pusto to przecież nie teleportują się nagle z domów wprost na asfalt, szczególnie np.w niedzielę o g. 12. Albo np. nie widzę nic złego w wyprzedzaniu na ciągłej, jeśli w promieniu kilkuset metrów nie ma żywej duszy. Podobnie z przekraczaniem prędkości. Jeśli łamiący przepisy nikomu nie przeszkadza, to czemu komukolwiek to przeszkadza?
          Mniej kar, ale większa dotkliwość i nieuchronność, gdy ktoś stworzy realne zagrożenie, zmusiłaby ludzi do jeżdżenia w taki sposób, by unikać kolizji/wypadków, na drugim miejscu stawiając sztywne trzymanie się przepisów.
          Strategia ograniczenia prewencji, zaprocentowałaby również w innym aspekcie – zbędna stałaby się duża część znaków drogowych, przez co kierowcy większą uwagę przywiązywaliby do sytuacji na drodze oraz zwiększyłaby się waga znaków, które pozostały.

          • ~JackR
            24 sierpnia 2014 o 23:55

            No wreszcie rozsądna wypowiedż na temat ! Trzeba też dodać że
            ilość znaków drogowych jest niepomiernie przesadna a niekiedy
            w konflikcie ze zdrowym, rozsądkiem jak te zmieniające szybkość
            o

          • ~picadoor
            27 sierpnia 2014 o 11:58

            Panie Jacek
            „Różnica jest zasadnicza między Wami. Wojtek654 zauważa zmienność warunków i do nich się dopasowuje.” – tak Pan myśli?
            Wygląda na to, że można jeździć wszędzie wedle własnego uznania np: o 1 w nocy w małym miasteczku X 120, może 180 na godzinę!!!! Za dużo?
            Wedle uznania przecież, czyli według własnej interpretacji, czy nie? Mylę się?
            Właściwie na cóż jakiekolwiek zapisy prawne, żyjmy według własnej interpretacji. Wtedy każdy będzie mógł robić co chce, jak chce i z kim chce.
            Ciekaw jestem czy puściłbyś wówczas swoją małoletnią córkę albo żonę same na miasto, do parku czy po zakupy?
            Przecież to jest to samo – własna interpretacja praw i obowiązków.

          • ~ciekawy
            17 marca 2015 o 17:37

            Słyszałeś kiedyś o takich pojeciach jak „ryzyko” i „zapobieganie”?

    • ~wiki
      22 sierpnia 2014 o 11:16

      Ale idiota. Takim geniuszom nikt nie wytłumaczy.

    • ~picadoor
      27 sierpnia 2014 o 11:49

      Co to znaczy: „gdy widzimy, że ograniczenie jest absurdalne”? Czyżbyś Pan był jasnowidz?
      Znasz Pan statystyki i liczby każdego miejsca w Polsce na pamięć?
      Co za idiotyczny sposób rozumowania.

      Jest taki żart: mówi syn do ojca, idę na wojnę tato. Zastrzelę paru wrogów i niebawem wracam.
      Ojciec zmartwiony pyta: synku, a jeśli ciebie zastrzelą, tam na wojnie. Synek zdziwiony odpowiada: mnie, a za co?

      Panie Wojtek64, jesteś Pan jak ten synek z tego humoru, nie wierzy mi Pan?

    • ~senek
      4 grudnia 2015 o 07:40

      Taaa, może kurde napisz kodeks drogowy swojego autorstwa z tą jakże światłą i nowoczesną wizją interpretacji obecnych przepisów. Państwo nie pozwala, zakazuje – nosz kurna OPRAWCA pod trybunał je! A ja mam przecież tyle koni pod maską i one usychają z tego nic nie robienie…dramatyczne myślenie, DRAMATYCZNE ! Jakbyś przedstawił swoje racje osobą zamieszkującym cywilizowane rejony europy…otrzymałbyś łatkę szaleńca i pirata rogowego w jednym…a u nas poklask…

  20. ~kaja
    22 sierpnia 2014 o 09:36

    Jestem starszą osobą, jeżdżę samochodem ponad 30 lat i nigdy nie miałam kolizji z mojej winy (zero punktów karnych). Staram się przestrzegać przepisów a nieraz słyszę takie uwagi :”babciu do kościoła a nie na drogę”. A więc trochę dociskam pedał gazu, ale czuję się wtedy jak pirat drogowy i znowu zwalniam do przepisowej prędkości. Mój syn mówi że pierwszy mandat jaki zapłacę (oby nie) to będzie za przekroczenie prędkości! Naprawdę, użytkownicy naszych dróg nie mają litości dla praworządnych kierowców.

  21. ~wojtek654
    22 sierpnia 2014 o 09:34

    Autor bloga slusznie okreslil siebie jako dupa wolowa. Za kierownica pp prostu trzeba myslec i jechac szybciej niz pozwalaja nam nasi wlasciciele z rzadu wtedy, gdy widzimy, ze ograniczenie jest absurdalne (zwlaszcza jak znamy juz dobrze droge) lub jechac w granicach tego czy wolniej wtedy, gdy jest to odpowiednie (lub jedziemy pierwszy raz tedy, bedzie luk itp.). Mam tylko jedno pytanie: czy gdyby milosciwie nam panujacy obnizyli nam predkosc do 30 km w zabudowanym to tez bys mowil, ze koles jadacy 40 to wariat? Samochod ma mnie dowiezc na miejsce bezpiecznie, ale mozliwie szybko, nie moge tracic za kolkiem cennego czasu.

    • ~michal
      17 lipca 2015 o 15:09

      > Samochod ma mnie dowiezc na miejsce bezpiecznie,
      > ale mozliwie szybko, nie moge tracic za kolkiem cennego czasu.

      Zacznij lepiej planowac swoj czas na dojazdy zamiast ryzykowac zdrowiem i zyciem innych uzytkownikow drogi, ktorzy maja do niej takie sama prawa jak ty.

  22. 22 sierpnia 2014 o 09:14

    Dobry tekst. Niestety… zgadzam się z Autorem wpisu. Niestety, bo mam podobne doświadczenia, a jeżdżę też sporo. Jedno tylko budzi mój lekki sprzeciw, bo jednak drogi są znacznie lepsze nawet niż rok wstecz, a nie ma porównania do np. sprzed 10 lat. Każdego roku jest lepiej więc nie narzekajmy tak bardzo na te nasze drogi – jasne, że powinny być szybciej modernizowane, więcej powinno być dróg ekspresowych. Nie przepadam za autostradami, te w Niemczech, czy we Francji są porażające i jest na nich sporo wypadków i to ciężkich.
    Natomiast mam wielkie zastrzeżenie do żółwiego tempa poprawy oznakowania dróg w Polsce. Miało to być weryfikowane, ale… To jest po prostu skandal! Nawet nowe odcinki autostrad są fatalnie oznakowane, wręcz wprowadzają w błąd i są powodem wypadków.

    Wielkie zastrzeżenia mam też do form szkolenia kandydatów na kierowców, a także ostatnie zmiany prawne dot. rowerzystów (nic nie muszą, nawet nie muszą znać przepisów ruchu drogowego), oraz tych „125 – motocyklistów” – tym ma wystarczyć prawo jazdy B. Straszny błąd – jazdy motocyklem trzeba się nauczyć i nie jest to takie proste, a w ruchu drogowym wszystko i w każdej chwili może się zdarzyć – bez doświadczenia, umiejętności będą wypadki z udziałem tych niby-motocyklistów.

    • ~kaps
      22 sierpnia 2014 o 09:18

      Zgadzam się z Alicją. Ale wole Niemieckie Autostrady niż polskue dziury.

    • ~Ambrozy kmiec
      22 sierpnia 2014 o 09:34

      To jestem jednym z tych kierowców co Cie wyprzedzali.. Nie opowiadajcie o normach społecznych tylko o idiotycznych ograniczeniach… Jeżeli jestem na dwupasmowce i widzę ograniczenie do 70 to się pytam po co? Przecież to było aktualne dla aut z lat 70 tych. Te dzisiejsze trochę lepiej hamują! A po drugie czemu się dziwić że wszyscy przekraczają prędkość? Jeżeli dystans 100km przejeżdżam w Polsce realnie w 1.5h a w Niemczech o połowę szybciej to gdzieś ten czas trzeba odrobić…

      • ~Luk
        22 sierpnia 2014 o 10:05

        A propos znaków, nie wszystkie zapewne są postawione idealnie, ale to nie znaczy, że każdy ma sobie je interpretować indywidualnie, nie sądzisz? Dla Ciebie to jest nie 70km/h a 90km/h, a dla innego może to być 150km/h.

        > Przecież to było aktualne dla aut z lat 70 tych. Te dzisiejsze trochę lepiej hamują!
        A ludzki czas reakcji też się zmniejszył od lat 70-tych?

        • ~Viki
          22 sierpnia 2014 o 10:31

          „A ludzki czas reakcji też się zmniejszył od lat 70-tych?” – bardzo słuszna uwaga. Poza tym ludzie wsiadają do auta z ABS, ESP, asystentem zmiany pasu ruchu, czy z czym tam jeszcze ktoś wymyślił i uważają, że są nieśmiertelni.

      • ~T
        22 sierpnia 2014 o 11:41

        To ja odpowiadam: dlatego, ze wraz z predkoscia rosnie halas. Dajesz przyklad Niemiec, to zauwaz,ze np na czteropasmowej wewnetrznej obwodnicy Berlina masz ograniczenie do 70 km/h. Kwestia przestrzegania zasad ruch drogowego jest, moim zdaniem, czescia wiekszego problemu z dostosowaniem sie naszych rodakow do zycia w cywilizowanym spoleczenstwie i niecheci rezygnacji ze swojej szlacheckiej wolnosci w interesie ogolu.
        T.

      • ~michal
        17 lipca 2015 o 15:15

        > Przecież to było aktualne dla aut z lat 70 tych. Te dzisiejsze trochę lepiej hamują!

        Ale czasy reakcji, refleks kierujacych raczej sie nie zmienil. Wiekszosc wypadkow drogowych ma swoje zrodlow w nieprawidlowym zachowaniu kierujacych, a nie np. zle dzialajacych hamulcach. W latach 70 mielismy tez o wiele mniej aut na drogach.

        > A po drugie czemu się dziwić że wszyscy przekraczają prędkość?
        > Jeżeli dystans 100km przejeżdżam w Polsce realnie w 1.5h a w
        > Niemczech o połowę szybciej to gdzieś ten czas trzeba odrobić…

        W Polsce mamy juz praktycznie dwa razy wiecej aut niz w Niemczech (na liczbe mieszkancow).
        Skoro wiesz ile czasu zajmie trasa, nadrob sobie tym, ze wyjedziesz wczesniej.

  23. ~P11
    22 sierpnia 2014 o 09:00

    Poza wszystkimi plusami spokojnej przepisowej jazdy jest jeszcze jeden, a mianowicie nie dawanie powodów do satysfakcji z wyrabiania statystyk mundurowym z ITD, drogówki i straży gminnych. Od siebie dodam, że oprócz ograniczeń prędkości, jest jeszcze cała masa innych sensownych przepisów, których przestrzeganie poprawia bezpieczeństwo lub upłynnia ruch w miastach, np. zakaz parkowania w obrębie skrzyżowania, jednoczesny zakaz zawracania przy nakazie skrętu w prawo/lewo, ustawianie się po lewej stronie drogi jednokierunkowej przy skręcie w lewo, itd.

  24. ~Przeciwnik wariatów drogowych
    22 sierpnia 2014 o 08:51

    Zgadzam sie z autorem tekstu.Ja od 11 do 16 sierpnia 2014 r przejechałem 2300 km.W trakcie podróży miałem zamontowaną kamerę.W obszarze zabudowanym jeżdziłem do 60 km,nie przkraczałem 60. Na nagraniach widać,że wyprzedzały mnie nawet ciężarówki.Nie mam z tym problemów,ze ktoś
    mnie wyprzedzał.Poza obszarem zabudowanym przy dopuszczalnej prędkości 90 nie przekraczałem 100km/h. Satrałem się utrzymać w 10 tolerancji.Jadą zgodnie z przepisami zawsze mam na myśli jak zapłace mandat to zbiornik albo dwa paliwa strace.Niech trobią,niech się pukaja.Mnie to nie przeszkadza.
    Instytucje ustawiajac znaki ograniczajace prędkość kierują się statystykami zdarzeń drogowych.Kilka nagran przesłalem do policji,Szlak mnie trafia jesłi kilka pojazdów jedzie w rzędzie bo namalowane sa dwie linie ciągłe,a tu nagle wszystkich wprzedza Tir i osobówke z naprzeciwka spycha na pobcze.Kary u nas są za małe dla ludzi za kierownica aut,ktorzy miedzy uszami maja pulpe.

  25. ~podpis
    22 sierpnia 2014 o 08:50

    więc mam zasuwać 70km/h w zabudowanym i zbierać punkty i mandaty, żeby nie być w waszych oczach „dupą wołową”? :D

  26. ~Viki
    22 sierpnia 2014 o 08:43

    „czuję się jak pokraka, jak pół-mężczyzna jakiś, jak dupa wołowa ostatnia i nawet moja sześcioletnia córka zauważyła, że nas często ktoś wyprzedza”. No straszne.. ktoś Cię wyprzedza, no i ?:) W czym problem? Masz jakiś kompleks na tym punkcie? Zawsze musisz być pierwszy? Ja po mieście jeżdżę 60 km/h prawym pasem, tam gdzie jest ograniczenie do 30 km/h bezwzględnie się stosuję (te znaki są najczęściej koło szkoły, przedszkola), poza miastem 90-100 km/h, na autostradzie ustawiam tempomat na 130-140 km/h i sobie lecę. Zawsze też uwzględniam warunki panujące na drodze. To, że ktoś mnie wyprzedza mam w pompce – po to jest lewy pas – jak mu za wolno, to niech mnie wyprzedzi z lewej. Nie mam z tym problemu i absolutnie się tym nie przejmuję. Może dlatego, ze samochód jest dla mnie tylko środkiem do poruszania, a nie przedłużeniem penisa, albo środkiem do leczenia innych swoich kompleksów. Nie muszę też swoją jazdą nikomu niczego udowadniać. Poza tym jadąc po mieście maks. 60 km/h praktycznie zawsze trafiam na zieloną falę. Nie ma nic głupszego niż gnać 80 km/h na godzinę spod jednych świateł do drugich po to, żeby zaraz się zatrzymać. Nie lubię takiej jazdy zrywami. Nie dość że to mało przyjemne, to mało ekonomiczne.

    • ~aaac
      22 sierpnia 2014 o 08:55

      W którym mieście jest zielona fala? Udało się to gdzieś? :)

      • ~Jola
        22 sierpnia 2014 o 09:16

        Tak, wielokrotnie zdarzyło mi się załapać na zieloną falę w Rzeszowie ( podkarpackie). Pozdrawiam Jola

      • ~Viki
        22 sierpnia 2014 o 10:19

        We Wrocławiu. Poza tym mamy liczniki pokazujące kiedy zmieni się sygnał – już z daleka widzisz, że zaraz będziesz mieć zielone/czerwone i możesz dostosować do tego swoją jazdę, przyhamować silnikiem zamiast naciskać pedał gazu itd.. Liczniki to super rzecz, która dodatkowo dyscyplinuje śpiące królewny na światłach (wbrew nazwie wśród nich jest tyle samo kobiet co mężczyzn).

        • ~Viki
          22 sierpnia 2014 o 10:21

          hehe chodziło mi o pedał hamulca:)

      • ~J.
        22 sierpnia 2014 o 10:24

        Zielona fala? Mi się zdarzyło. Palma de Mallorca, czerwiec tego roku, 18 świateł na zielonej fali, praktycznie przez całe miasto. Da się jednak. Nadmienię, że nie jest to jakaś obwodnica na obrzeżach, ale dwupasmówka biegnąca przez centrum praktycznie.

      • ~ciekawy
        17 marca 2015 o 17:41

        W Jeleniej Górze.
        Jeśli gdzies się nie udaje, to jedynie przez tych, co zamiast 50 pędzą 70, stoją na czerwonym, a później b;lokują drogę ruszając jeden po drugim (bo jeszcze trzeba wyrobić odstępy). Gdyby jechali 50, przejechaliby płynnie.

    • ~Mati
      4 września 2014 o 10:11

      Brawo Viki, dobre podejście. Oczywiście, że nie ma się co przejmować tym, że wyprzedzają. Jak są dupy wołowe to niech wyprzedzają. Frajerzy, dojadą kilka minut szybciej, a potem tu 300, tu 400 tam 500 zł mandaciku. Dają się oskubać jak kaczuszki. Do tego spalanie wyższe o 2 litry na 100 km. :)

  27. ~diddy79
    22 sierpnia 2014 o 08:27

    Artykuł jest subiektywny i obarczony szeregiem niedomówień. Nie wierzę kolego że na jednojezdniowej drodze w terenie zabudowany wyprzedza cię inny kierowca gdy ty jedziesz 65. No chyba że od dziesięciu kilometrów była podwójna ciągła albo poza terenem zabudowanym jeździsz jak spora grupa „oszczędzaczy paliwa” czyli „do 130″ co niestety oznacza 100 minus 30. mam wątpliwą przyjemność robić 50 tys km rocznie głównie po polskich drogach i nie przeszkadza mi człowiek jeżdżący zgodnie z przepisami. Nie zgodzę się z tezą że prędkość zabija (co oczywiście w przypadku idiotów jest prawdą). Zabija kolego brak myślenia za kółkiem. I zgadzam się w pełni z pierwszym komentarzem. Jedź kolego swoje, ale jedź dynamicznie, przewidywalnie i daj jechać innym. Nie przywołujmy tutaj niemieckich wzorców bo są nieadekwatne. Po pierwsze ograniczenia prędkości w Niemczech są tam gdzie być powinny. Po drugie jeżeli chcemy przejechać 200 km jedziemy autostradą i zjeżdżamy na drogi krajowe przed miejscem docelowym, po trzecie zauważ jak jeżdżą Niemcy po polskich drogach – spokojnie, ale nie oceniają i nie przeszkadzają. Ja nie mam nic przeciwko temu abyś jeździł swoje ale jak jedziesz za ciężarówką od 5 km 70 to nie dziw się że ktoś cię wyprzedza i wciska się przed maskę. On też chce dojechać do domu dzisiaj, a ma trochę dalej niż Ty.

    • ~Marton
      22 sierpnia 2014 o 22:55

      Masz rację: to nie prędkość zabija, tylko jej gwałtowne wytracanie. Z resztą powyższych idiotyzmów nie mam siły dyskutować, kolego Szybko Ale Bezpiecznie.

    • ~PAK
      13 kwietnia 2015 o 12:18

      > Nie wierzę kolego że na jednojezdniowej drodze w terenie zabudowany wyprzedza cię inny kierowca gdy ty jedziesz 65.
      Ja takie rzeczy widywałem. Szczególnie wkurzały mnie w tym tiry, które potrafiły jechać ze stałą prędkością 75-80km/h, wyprzedzając mnie na obszarze zabudowanym i blokując poza nim.
      IMHO, większość kierowców przekracza dozwolone prędkości w obszarze zabudowanym, ale nie robią tego przesadnie (raczej 70km/h niż 80km/h) — o ile piesi są zastraszeni (jak zwykle w Polsce), to jest to prędkość względnie bezpieczna, a przynajmniej może być przez nich odbierana jako ‚rozsądne dostosowanie się do warunków jazdy’.
      Nerwusów, którzy wyprzedzają w sytuacjach, jakie opisujesz, jest niewielu; tak samo jak przekraczających dozwoloną prędkość o więcej niż 25km/h.

      • ~michal
        17 lipca 2015 o 15:23

        > 70km/h niż 80km/h) — o ile piesi są zastraszeni (jak zwykle w Polsce), to jest to
        > prędkość względnie bezpieczna,

        Jak w tym samym zdaniu mozesz napisac o tym, ze piesi sa zastraszani i ze jest to predkosc wzglednie bezpieczna? Tez jestes takim kierowca dla ktorego bezpieczna predkosc to taka, przy ktorej tylko kierowca jest bezpieczny? Pamietaj, ze droga musisz sie dzielic z innymi.

  28. ~rozax
    22 sierpnia 2014 o 08:07

    też próbowałem do południa w sobotę pojeździć godzinę regulaminowo po Łodzi… trzy razy mnie obtrąbili raz mi facet zaczął się pukać po głowie….

    • ~cichy1
      22 sierpnia 2014 o 12:58

      Trzeba było jechać prawym pasem;->

  29. ~aaac
    22 sierpnia 2014 o 08:04

    Witam,
    Jesteś dupą wołową na drodze! Przepisy przepisami, ale też się liczy zdrowy rozsądek. W Polsce w terenie zabudowanym jest mnóstwo dróg z ograniczeniem do 50km/h, gdzie przynajmniej powinno być 70km/h z tego względu, że i tak jest sygnalizacja świetlna. Zatrzymam się na światłach jak pieszy chce przejść. Nigdy nie będziemy szanować przepisów dopóki oznaczenie dróg nie będzie poprawne. A Ciebie nie wyprzedzają nie dlatego, że jak pedagog uczysz, ale nie mają gdzie Cię wyprzedzić. Żona mi mówiła, że mandat dostałem, bo jeżdżę jak wariat. Teraz, gdy sama wsiadła za kółko zmieniła zdanie. Stwierdziła, że przepisowo się nie da. Dojazd do pracy 45-50min (zgodnie z przepisami) a 25-30min to jest różnica. Tak właśnie działają przepisy, sygnalizacja świetlna i inni kierowcy, którzy uważają wolną jazdę za bezpieczniejszą. Jak widzisz zielone to jedź, a nie czekaj na czwerowne. Jak masz już zielone to powinieneś jak najszybciej te swoje 50km/h osiągnąć a nie dopiero wrzucać bieg. Jak jedziesz jak dupa to jedź prawym pasem a nie lewym nawet jak za 2km skręcasz w lewo! To są główne przykłady dlaczego inni kierowcy łamią przepisy, Do kierowców jadących przepisowo nic nie mam, ale też niech nie zachowują się szeryfowie i niech jeżdżą dynamicznie a nie jak pizdeczki co boją się spalić o 0.1l paliwa więcej.

    • ~Michał
      22 sierpnia 2014 o 15:15

      Brawo w 100% moje zdanie.

      • ~FullDynamic
        20 października 2014 o 00:46

        Dokładnie.

    • ~ciekawy
      17 marca 2015 o 17:43

      A skad wiesz, że powinno być 70 zamiast 50?
      Jesteś inzynierem ruchu drogowego?
      Prowadzisz statystyki wypadków?
      Zmierzyłeś szanse na bezpieczny wyjazd z podporządkowanej przy 70?

      To, że ty nie widzisz zagrożenia z powodu zwiększonej prędkosci to wcale nie znaczy, ze ono nie istnieje.

    • ~PAK
      13 kwietnia 2015 o 12:30

      >W Polsce w terenie zabudowanym jest mnóstwo dróg z ograniczeniem do 50km/h, gdzie przynajmniej powinno być 70km/h z tego względu, że i tak jest sygnalizacja świetlna.
      No i? Jeśli masz światła co 200 metrów, to raczej się nie rozpędzisz. A przynajmniej nie będzie to rozsądne.
      Jeśli nie, to przecież piesi będą mogli przejść między nimi i trzeba uważać…

      > Zatrzymam się na światłach jak pieszy chce przejść.
      Większość znanych mi przejść dla pieszych nie ma świateł. A też się powinno zatrzymać.

      > Nigdy nie będziemy szanować przepisów dopóki oznaczenie dróg nie będzie poprawne.
      Widuję błędne oznaczenia. Zwłaszcza, gdy nie usunięto ograniczeń po remoncie. Ale ‚widuję’ nie oznacza, że to sytuacja typowa. Większość ograniczeń ma sens. (Nie mówię tu o dokładności 5-10km/h, bo można odnieść wrażenie, że często drogowcy biorą poprawkę na ‚błąd pomiaru’.) Jeśli go nie widzisz, to znaczy że nie myślisz za kierownicą.

      > Dojazd do pracy 45-50min (zgodnie z przepisami) a 25-30min to jest różnica.
      Po czym jeździsz??
      Bo ja widzę takich, co się spieszą, jeżdżą 20-30km/h szybciej niż przepisy pozwalają (z tego co piszesz, musiałbyś jeździć prawie dwa razy szybciej niż przepisy pozwalają; czyli na obszarze zabudowanym z 40-50 km/h szybciej… to już jest ogromna różnica), wyprzedzają na podwójnej ciągłej, a potem się spotykamy na najbliższych światłach… Ich większe zużycie paliwa, ryzyko wypadku i szansa mandatu dała nie dają im nic.

      > Tak właśnie działają przepisy, sygnalizacja świetlna i inni kierowcy, którzy uważają wolną jazdę za bezpieczniejszą.
      Nigdy nie wiem, co tkwi w głowie innego kierowcy. Może szuka drogi i orientuje się w obcym miejscu? Może go rozprasza pasażer i musi bardziej uważać? Albo wiezie coś, co wymaga ostrożności? A może jest świadom jakiejś słabości samochodu?
      Nie wiem. Wolne ruszanie na światłach, albo niezdecydowanie mnie irytują, ale wiem że inny kierowca czasem musi tak się zachować. Może to jest właśnie ta sytuacja?

    • ~michal
      17 lipca 2015 o 15:36

      > W Polsce w terenie zabudowanym jest mnóstwo dróg z ograniczeniem do 50km/h,
      > gdzie przynajmniej powinno być 70km/h z tego względu, że i tak jest sygnalizacja świetlna.

      Co ma ograniczenie predkosci do sygnalizacji swietlnej?
      Ograniczenie predkosci dotyczy odcinka miedzy skrzyzowaniami i ma zapewnic bezpieczenstwo zarowno osobom jadacym tym odcinkiem z przepisowa i bezpieczna predkoscia ale takze innym kierujacym wlaczajacym sie np. do ruchu na tej drodze oraz pieszym chcacym skorzystac z przejsc.

      Zastanow sie jezdzac po swoim miescie dla ilu odcinkow miedzy kolejnymi swiatlami jestes w stanie przejechac skrzyzowanie na wczesniejszym cyklu swiatel jesli zamiast 50km/h pojedziesz 70km/h. Zreszta na wielu skrzyzowaniach i tak bedziesz stal dluzej nie jeden cykl, wtedy to juz i tak jest bez znaczenia czy pojedziesz 30km/h czy 70km/h. W godzinnach rannych i popoludniowych statystycznie kierowca wiecej czasu siedzi w aucie stojacy w korku i/lub na swiatlach niz jedzie. Sprawdz swoja srednia predkosch w ruchu miejskim. W wielu miastach wychodzi ona w okolicach 30km/h.

  30. ~Lukasz
    22 sierpnia 2014 o 08:01

    Dla mnie 50km/h w terenie zabudowanym to jakaś pomyłka. Jaka robiłem prawo jazdy, a nie było to aż tak dawno temu, to dopuszczalną prędkością w terenie zabudowanym było 70km/h. Wtedy miałem starego rozwalająego się golfa 1 i jakoś wtedy jadąc tym golfem w mieście jechałem bezpiecznie jadąc 70km/h a teraz mając już lepsze i bezpieczniejsze auto nagle muszę jeszcze bardziej zwolnić…
    Wracając jednak do sedna artykułu i wypowiedzi autora. Ostatnio jechałem w rodzinne strony swoim busikiem dostawczym no po zwykłych drogach krajowych. Było tego coś koło 350km w jedną stronę. W miastach starałem się nie przekraczać 60km/h wiec w miarę jechałem zgodnie z przepisami bo zazwyczaj było to coś koło 55 (najmiższa prędkość przy jakiej mogłem wrzucić 5 bieg :) ). Poza terenem zabudowanym jechałem w okolicach 90-95km/h i powiem tak – na palcach jednej ręki mogę wymienić pojazdy jakie podczas tej całej trasy mnie wyprzedziły. Zazwyczaj to ja dosyć często musiałem wyprzedzać szczególnie poza terenem zabudowanych bo co chwila spotykałem „maruderów” którzy mknęli całe 70km/h. Tak wiec wydaje mi się, że z tą naszą społecznością kierowców nie jest chyba tak źle. Pozdrawiam.

    • ~Olgierd
      22 sierpnia 2014 o 12:12

      Ale przy 70 km/h zabijesz każdego pieszego przy 50kmh juz tylko 50%. Tu chodzi tylko o to.

      • ~Michał
        22 sierpnia 2014 o 15:24

        Tak czyli przez bezmyślnych pieszych wprowadzajmy kolejne ograniczenia… Nikt tu nie każe jeździć 70 zamiast 50. Ale ograniczenia są stawiane często bez sensu i tu leży problem. Kiedy da się oddzielić jezdnię od drogi i podnieść bezpieczeństwo pieszych to powinno się to robić. A zamiast tego stawia się ograniczenie… A alternatywnej drogi zwykle nie ma i wszyscy tracą czas. Z resztą władzy nie zależy na podnoszeniu ograniczeń bo to na 100% przełoży się na spadek liczby mandatów. Tak samo jak z fotoradaramu które stawia się tam gdzie są najbardziej dochodowe a nie tam gdzie może być niebezpiecznie.

        • ~michal
          17 lipca 2015 o 15:49

          > Tak czyli przez bezmyślnych pieszych wprowadzajmy kolejne ograniczenia

          Sprawdz zatem fakty: http://statystyka.policja.pl/

          W 2014 w wypadkach w ktorych brali udzial kierujacy pojazdem i piesi 70% orzeczen wskazalo wine kierujacych pojazdami. Oczywiscie bez wzgledu na to kto byl winien najczesciej wyzsza cene placa piesi.

          Tak. Wprowadzajmy kolejne ograniczenia, bo na razie wciaz bezmyslnych to czesciej mamy kierowcow niz pieszych (ktorzy teoretycznie na egzaminie musza udowodnic znajomosc przepisow w przeciwienstwie do pieszych).

      • ~FullDynamic
        20 października 2014 o 00:51

        Jeden kierowca jedzie 50 drugi 70, czy piesi wyskakują zawsze w takiej samej odległości od nadjeżdżającego pojazdu ? Paranoja jakaś.. jak to porównać w ogóle ?
        Sam zwalniam do 30 jeśli jadę wąską ulicą z rzędami zaparkowanych aut… bez żadnego znaku. Nie zawsze jest mi potrzebny.

    • ~PAK
      13 kwietnia 2015 o 12:34

      50km/h w obszarze zabudowanym? Piesi.
      Przypomnę, że brak prawa jazdy (=nieznajomość przepisów) nie pozbawia praw obywatelskich. Pieszy może przepisów nie znać, nie skazuje go to na pobyt w zamknięciu.
      Pieszy ma też prawo być osobą niepełnosprawną — znałem przykład niewidomego, który nawet nie wie, czy przechodzi ulice po pasach, czy nie; o rozglądaniu się przed wejściem nie wspominając.
      Dodajmy dzieci, które z definicji są nieodpowiedzialne.
      Zbierając to razem — poruszanie się 50km/h w obszarze zabudowanym to tak na prawdę bardzo dużo.

    • ~michal
      17 lipca 2015 o 15:44

      > Jaka robiłem prawo jazdy, a nie było to aż tak dawno temu,
      > to dopuszczalną prędkością w terenie zabudowanym było 70km/h
      > Wtedy miałem starego rozwalająego się golfa 1 i jakoś wtedy
      > jadąc tym golfem w mieście jechałem bezpiecznie jadąc 70km/h
      > a teraz mając już lepsze i bezpieczniejsze auto nagle
      > muszę jeszcze bardziej zwolnić…

      Jeszce nie tak dawno temu w Polsce ginelo ponad 4000 ludzie rocznie na drogach.
      Teraz ginie ich ok 3400 a i tak statystycznie jestesmy na samym koncu jesli chodzi o bezpieczenstwo na drogach w Europie. To ze ty jestes bezpieczniejszy w swoim lepszym aucie ma sie nijak do bezpieczenstwa niechronionych uzytkownikow drog np. Ograniczenia predkosci nie sa tylko po to zeby ludzie w aucie byli bezpieczni.

  31. ~pawel
    22 sierpnia 2014 o 07:54

    W pełni popieram autora bloga. Samochód jest do tego aby przewieźć z miejsca a do miejsca b i naprawdę nie warto w tym celu ryzykować swojego i czyjegoś życia przekraczając prędkość. Zgadzam się również z tym że ludzi jeżdżą za szybko bo ‚inni tak jeżdżą’. Zakładam jednak ze tak samo jak złym przykładem mogą się zarazić dobrym, więc nie przejmuje się tym ze mnie wyprzedzają -w końcu do nich dotrze. Jedyne co mnie irytuje to ciężarówki które w terenie zabudowanym potrafią siedzieć na bagażniku

  32. ~grigori
    22 sierpnia 2014 o 07:41

    artykuł przekoloryzowany, może sporadycznie mi się zdarzyło, żeby ktoś mnie wyprzedzał. ludzie jeżdzą bezpieczniej, ale do zachodu jeszcze daleka droga.

    • ~cichy1
      22 sierpnia 2014 o 13:03

      Do jakiego zachodu? Francji? Wielkiej Brytanii? Hiszpanii? Nie mówiąc o Włoszech i Grecji….

  33. ~hynek
    22 sierpnia 2014 o 07:38

    Pamiętam w latach 60 i 70 jeździło się poza terenem zabudowanym z prędkością 70/80, no góra 90 km/godz. bo Zuki, Nysy, Warszawy nie jeżdziły szybciej. Nawet mówiło się nieraz z podziwemm o kimś kto jeśdził lepszym samochodem, że grzał chyba „stówą”.

    • ~realista
      17 marca 2015 o 17:45

      I zapewne pamiętasz tez, że wówczas na drogach ginęło znacznie więcej osób niż obecnie – mimo znacznie mniejszej liczby samochodów.

  34. ~MP
    22 sierpnia 2014 o 07:28

    A ja akurat staram sie jeździć zgodnie z przepisami (maks przekraczam prędkość obowiazującą do 10 km w zalezności od terenu na którym sie poruszam – czytaj jeśli dobra i szeroka jest droga). Nie przeszkadza mi to, ze ktoś nie wytrzymuje i mnie wyprzedza. Ale zauważyłam też, że moja prędkosć wielu kierowcom daje do myślenia i coraz mniej widać zniecierpliwionych min za mną i reszta chcąc nie chcąc dostosowuje predkość do mojej. Może trzeba dawać taki przykład. Na Słowacji lub w Czechach nie mamy oporów aby jechać 50 ,40 itd. I wiesz tam się czuję bezpiecznie na drogach…

    • ~None
      22 sierpnia 2014 o 09:20

      To ciekawe, bo ja nie czuję się bezpieczniej na ich drogach. Czesi u siebie jeżdżą tak samo jak my u siebie. Jak ostatnio jechałem do Pragi, to jadąc zgodnie z przepisami, czułem się jak zawalidroga.
      Skończcie proszę z tą propagandą, że Polacy to tacy źli i nieodpowiedzialni kierowcy, a wszyscy inni są cacy!
      Czesi u siebie łamią przepisy, Amerykanie, Anglicy i inni też.
      W mniejszym stopniu robią to kierowcy z krajów, gdzie są chore mandaty, ale też to robią. Natomiast odbijają sobie jak przyjadą do nas. Ktoś kiedyś widział przepisowo jadącego Niemca w Polsce? Bo ja nie. Na naszych autostradach, na których jest ograniczenie do 140 km/h, nagminnie jeżdżą po 200 km/h.
      Skończcie już z tym oczernianiem własnego narodu.

  35. ~PiS da
    22 sierpnia 2014 o 07:26

    Przepis jest przepis i należy go przestrzegać. Ale z drugiej strony teren zabudowany przez pola i łąki lub ograniczenie do 50km na drodze dwupasmowej rozdzielonej pasem zieleni. Teren zabudowany ma być w ścisłej zabudowie i wtedy może byłby większy szacunek do przepisów (jak np. teren zabudowany w Austrii)

  36. ~Jarek
    22 sierpnia 2014 o 07:07

    I w tym zakresie sie zmienia, pamietam jak nie rzadkim widokiem na polskich drogach było wyprzedzanie na trzeciego. Tego samobójczego manewru nie widziałem juz od lat. Czesto podróżuje i musze przyznać ze na takiej autostradzie kierowcy jadą czesto ponizej dupuszczalnych 140km/h.. Mi osobiście sie wydaje ze bardzo powoli idziemy kub dobremu

  37. ~Luk
    22 sierpnia 2014 o 06:48

    Drogi Autorze, przede wszystkim pozdrawiam i cieszę się, że jest nas, rozsądnych kierowców, coraz więcej (sam od kilku lat staram się trzymać przepisów).
    Zgadzam się z główną tezą artykułu. Kwestia przestrzegania przepisów, a szczególnie ograniczeń prędkości, to przede wszystkim MENTALNOŚĆ. W naszym społeczeństwie większość osób ma wpojone do głowy, że wstydem jest przestrzeganie przepisów a nie ich łamanie, że jak jeździsz przepisowo to jesteś frajer, a jak szybko to jesteś pan. Myślę, że każdy rozsądny człowiek jest w stanie zrozumieć, jakie to głupie, ale nie każdy jest w stanie zmienić swoje zachowanie wbrew ogółowi. Mam dla Ciebie za to szacunek, bo sam wiem, że (szczególnie na początku) nie jest to łatwe.
    Na zakończenie chciałbym napisać jednak, że generalnie jestem optymistą. Osób które jeżdżą bezpiecznie w Polsce przybywa, sam znam takich przynajmniej kilku z własnego otoczenia. Jestem pewny, że większość z tych, którzy dzisiaj łamią ograniczenia prędkości to ludzie, którzy to robią tylko dlatego, że „wszyscy tak robią i nie chcę się wychylać”. Tacy ludzie szybko się przestawią na jazdę spokojną, jak tylko dotrze do nich, że obciachem jest szybka jazda, a nie rozsądek. Dowodem na to może być ich zachowanie na drodze np. w Austrii – większość Polaków nie ma problemów z przystosowaniem się do panującej tam kultury na drodze (oczywiście część robi tak tylko ze strachu przed policją).

    • ~mAREK
      22 sierpnia 2014 o 10:32

      Czytam Państwa wypowiedzi i widzę jedno – totalny brak samodzielnego rzeczowego myślenia i to ten czynnik przeniesiony na drogi jest przyczyną naszego niechlubnego przodownictwa w tragicznych statystykach.
      Luk pisze – …zachowanie na drodze np. w Austrii – większość Polaków nie ma problemów z przystosowaniem się do panującej tam kultury na drodze. Otóż to, KULTURY NA DRODZE lecz tą kulturę wyznacza przede wszystkim infrastruktura na dodatek w sposób PRZEMYŚLANY oznakowana. Proszę popatrzeć z okien samolotu na wioski i miasteczka w Polsce i poza nią. Mogę spać lecz jak mnie ktoś obudzi to na 95 procent jestem w stanie ocenić czy jestem już na Polską – domy rozrzucone niczym klocki lego przez niesforne dziecko. Poza Polską – zabudowa zwarta. Jadę przez taką miejscowość na Opolszczyźnie – „unijna” droga prosta jak z bicza strzelił. Zabudowania zgodnie z starą tradycją ok. 10-15 metrów od rowu. Po obydwu stronach jezdni szerokie chodniki i wzdłuż całej miejscowości na odcinku ok. 2 km barierki przy chodnikach. Świateł brak. Ostrzeżenie radarowe więc włączam tempomat bo jadąc zdroworozsądkowo swoją uwagę musiałbym skupić na szybkościomierzu, a nie na obserwacji sytuacji i drogi… Oczywiście miśki są… i mają dwa samochody… Aż się prosi by tam podnieść prędkość do 70. Taka np. prędkość obowiązuje w miejscowości Mureck we wspomnianej Austrii z tym, że tam zwarta zabudowa, chodniki nie szersze niż 1,5m i wyjścia z domów BEZPOŚREDNIO na chodnik. Barierek również brak. Są za to światła. Siedemdziesiąt, bo przy niższej prędkości na tej drodze byłyby korki aż niemiło. W polskiej rzeczywistości byłoby tam max 40 i ze dwa fotoradary na odcinku ok. 800 metrów do kilometra, bo tyle jest chyba od pierwszego do ostatniego budynku. No i mamy tą kulturę o której wspomina Luk… W Polsce zapłaciłem mandat w lesie… Dziewięćdziesiąt, Policja i szczęka mi opada. Pan władza – Panie, przekroczył Pan prędkość o 40. Faktycznie jak później sprawdziłem, nie było tablicy odwoławczej lecz w miejscu w którym mnie zatrzymano do najbliższego zabudowania było spokojnie ok. 700 metrów zaś drzewa w lesie „tak gęste”, że zając by się nie schował w promieniu 100 metrów. Byłem piratem drogowym, no cóż… polska rzeczywistość. Podróżując po Polsce często natrafiam na miejscowości z dwoma zabudowaniami na krzyż i ograniczeniami do 50, oczywiście z fotoradarem lub taką możliwością. Na całym świecie oznakowanie dróg ma POMAGAĆ kierowcy w zdroworozsądkowej jeździe, w Polsce przeszkadza stąd tyle wypadków. We Francji na górskiej drodze ograniczenie do 80. Celowo chciałem tą prędkość przekroczyć, bo jadąc zdroworozsądkowo zwalniałem do 70 mimo, że jechałem samochodem o bardzo dobrej trakcji. Z ustawionym tempomatem na 85 nie jechałem zbyt długo, bo było to męczące i też niebezpieczne… Na mokrej zaś nawierzchni NIEWYKONALNE przy jeździe normalnej, a nie sportowej. W Polsce odwrotnie. Niedaleko mojego miejsca zamieszkania jest zakręt z 40 tką i często patrol z suszarką, od chwili gdy jakiś wariat zabił tam dwóch pasażerów. W sądzie tłumaczył się, że jechał 60… tylko, że samochód przekoziołkował ponad 70 metrów po wypadnięciu z jedni. Moi drodzy, ten zakręt można pokonać nawet zdezelowanym maluchem na łysych oponach po mokrym asfalcie spokojnie 80tką. Gdzie zdrowy rozsądek???!!! Marcin pisze – masz jeździć ile na znaku. Oczywiście, POD WARUNKIEM, że oznakowanie będzie RZETELNE, a nie idiotyczne. Takie idiotyczne oznakowanie powoduje znieczulicę kierowców, na to czego doświadczają codziennie. To w sposób pośredni PROWADZI DO TRAGEDII, bo mało zauważalne staje się to co prawdziwie niebezpieczne. Postulowałbym wzorem innych państw wprowadzić znak z ograniczeniem podczas deszczu, bo często pojawiają się kuriozalne ograniczenia ze względu na słabe odprowadzanie wody z jezdni. Obowiązują one jednak w Polsce również na suchej nawierzchni. Poprawiając bezpieczeństwo szczególnie wobec pieszych w wielu krajach nagminnie, zaś w Polsce tylko sporadycznie stawia się ŚWIATŁA SPRZĘŻONE Z RADAREM – jedziesz zbyt szybko, czerwone Cię zatrzyma. Stawiając fotoradary zarządzający WYRAŻAJĄ ZGODĘ NA ZBYT SZYBKĄ JAZDĘ, POD WARUNKIEM UISZCZENIA MYTA w postaci mandatu. Obecne praktyki to nie poprawa bezpieczeństwa, a przeniesienie odpowiedzialności na kierowców i poletko pod mandatowe uprawy, finansowe żniwa i mylne statystyki. Czas na zmiany w tej NIECHLUBNEJ polskiej rzeczywistości !!!! Na koniec taka ciekawostka -czy wiecie państwo, że w Niemczech jest więcej procentowo wypadków, że względu na zły stan dróg niż w Polsce?

      • ~Michał
        22 sierpnia 2014 o 15:31

        Kolejny choć nieliczny sensowny wpis.

      • ~michal
        17 lipca 2015 o 15:58

        > Na koniec taka ciekawostka -czy wiecie państwo, że w Niemczech jest więcej
        > procentowo wypadków, że względu na zły stan dróg niż w Polsce?

        Bo statystycznie Niemcy jezdza bezpieczniej niz Polacy. Powoduja mniej wypadkow wiec w ogolnej liczbie wypadkow wiekszy odsetek stanowia wypadki niezalezne od kierowcy. Dalej dziala to na nasza Polska niekorzysc i potwierzdza teze autora, ze stan bezpieczenstwa na Polskich drogach to w glownej mierze wina naszej Polskiej mentalnosci.

  38. ~Marcin
    22 sierpnia 2014 o 03:29

    @bat. Nawet mi nie zal tAkich dupkow jak ty. Ktos pisze o NORMALNYCH zachowaniach a ty pi****olisz o swoim jezdzeniu. A kogo to obchodzi jak ty jezdzisz I ile jezdzisz? No powiedz to swoim kumplom na blokowisku. Masz jezdzic ile na znaku I koniec. Pozdrawiam Autora bloga. Tak trzymaj

  39. ~Alien
    22 sierpnia 2014 o 03:16

    Żaden wstyd jechać zgodnie z przepisami, 50 kmph po terenie zabudowanym. Warto pamiętać, że po coś są te ograniczenia. Czy byłoby bardziej „po męsku” trzepnąć pieszego na pasach? Starszą panią wracającą z zakupów albo dziecko? Im mniejsza prędkość, tym krótsza droga hamowania, nawet 5 kmph już robi sporą różnicę. Prawdziwy mężczyzna dba o bezpieczeństwo innych ;)

    Może mi łatwo się wypowiadać, bo jestem kobietą – może mi wypada jeździć wolniej, zwłaszcza że mam obcą rejestrację, więc w Polsce może spotykam się z większym zrozumieniem: „ach, nie nasza, nie wie, że u nas się szybciej jeździ” (?). Mieszkam poza Polską, w kraju, gdzie kary za nadmierną prędkość są surowe, fotoradarów sporo i kultura nieco inna. Tu szybka jazda przez miejscowość nie jest absolutnie normalna i wręcz jest wyrazem skrajnego egoizmu. Ale jeżdżę czasami po Polsce i zauważyłam, że przez ostatnie kilka lat kultura jazdy się jednak nieco zmieniła. Spokojniej się zrobiło, zwłaszcza właśnie na terenach zabudowanych. Trochę zależy, gdzie – zwykle im bliżej Warszawy, tym więcej nerwowych kierowców (stres? Zbyt dużo godzin dziennie za kółkiem?). Zdarza się też, że przejeżdżam przez miasteczko z przejściami dla pieszych, przystankami, mnóstwem miejsc, gdzie na jezdnię może wywędrować pieszy, a tuż za mną sunie tir, któremu się spieszy.

    Ogólnie należę do szybkich kierowców – po autostradach jeżdżę szybko, zresztą to praktyczne w mojej sytuacji, bo robię długie trasy. Ale po polskich drogach, nawet poza terenem zabudowanym, prędkość „autostradowa” to zwykle niepotrzebne ryzyko. Kiedy droga jest wąska, bez pobocza, zdarzają się na niej rowerzyści, piesi – po co ryzykować? Taka jazda przecież jest dużo bardziej męcząca, stresująca, już nawet pomijając fotoradary i mandaty. I to nerwowe wyprzedzanie na zapchanych drogach – nie rozumiem naprawdę, dlaczego ludzie ryzykują życiem, żeby wyprzedzić i zyskać może pięć minut na całej trasie. Nic w tym nie ma męskiego, ja to odbieram raczej jako taką prowincjonalność i burakowość. Mój typ prawdziwego mężczyzny jeździ spokojnie, równo, ostrożnie, przewidywalnie, używając kierunkowskazów i na limicie albo ewentualnie bardzo leciutko ponad i zostawia dobry odstęp do auta z przodu. Prawdziwy mężczyzna jeździ tak, żeby jego pasażerowie oraz inni na drodze czuli się bezpiecznie.

    Radziłabym się nie przejmować innymi kierowcami i jeździć zgodnie z przepisami. Im więcej nas, tym będzie to mniejszym obciachem, po prostu.

    • ~kaps
      22 sierpnia 2014 o 09:23

      To jedź 50 km/h nad morze 600 km. Tepa baba. W szwabni jedziesz miastem 20 km. Reszta autostrada. A u nas odwrotnie.

      • ~Alien
        22 sierpnia 2014 o 13:17

        Skąd jeździsz nad to morze, że masz przez cały czas teren zabudowany? Jeśli tak, to chyba nie tak daleko masz?

        Jak się jedzie przez miejscowość, to trzeba jechać wolniej. Uderzysz pieszego na pasach albo na poboczu i wtedy może się zastanowisz, kto tępy.

      • ~michal
        17 lipca 2015 o 16:03

        > To jedź 50 km/h nad morze 600 km. Tepa baba.
        > W szwabni jedziesz miastem 20 km. Reszta autostrada. A u nas odwrotnie.

        Kto ci kaze jechac nad morze? A jak juz jedziesz to jedz tak, zeby nie terroryzowac wszystkich po drodze. Czy to ich wina, ze nie masz wszedzie, gdzie bys chcial autostrady?

  40. ~kaps
    22 sierpnia 2014 o 02:40

    O czym my mówimy? Te 50 są po to żeby kasę kosić. Zabudowany teren masz też jak domy są 300 m dalej. A zaraz radarek. A za nim znów 90. Myslę,że dupa wołowa to dobre określenie.

    • ~Michał
      22 sierpnia 2014 o 15:34

      Trudno się niezgodzić

      • ~M
        22 sierpnia 2014 o 19:44

        Bardzo łatwo ;) Uwaga, uwaga – nie zgadzam się.
        kaps pisze: „50 są po to, że kasę kosić” – to jedź 50, ewentualnie 60, i nie oddawaj kasy :) Nikt Ci nie każe być więźniem własnej ułomności ( „a bo ja wolniej nie umiem” :D )

  41. ~rozsądny
    22 sierpnia 2014 o 02:33

    Jeśli mówimy o normach, to normą jest ogół, a nie margines, a jak napisał autor większość kierowców jeździ 70 – 80 km/h. Więc może przepisy nie spwarunków ruchuełniają oczekiwań większości, a powinny.
    A jeśli mówimy o przyczynach wypadków (nie dostosowanie prędkości do warunków ruchu) to określenie tyczy się niewłaściwej prędkości w stosunku do warunków ruchu, a nie przekroczenia prędkości obowiązującej w danym miejscu.
    Ponadto jak policjant nie wie co wpisać odnośnie przyczyny to wpisuje: „nie dostosowanie prędkości do warunków ruchu”, robi się statystykę i wychodzi, że wszystkiemu winne jest przekraczanie dozwolonej prędkości.

    • ~michal
      17 lipca 2015 o 16:08

      > Jeśli mówimy o normach, to normą jest ogół, a nie margines,
      > a jak napisał autor większość kierowców jeździ 70 – 80 km/h.
      > Więc może przepisy nie spwarunków ruchuełniają
      > oczekiwań większości, a powinny.

      Kierowcy to nie jedyni uzytkownicy drog. Nie zapominaj o pieszych. Oczekiwania pieszych beda raczej takie zeby kierowcy nie jezdzili 70-80 km/h na godzine tam gdzie pieszy tez ma prawo sie pojawic.

      Przpisy o ruchu drogowy nie sa po to by spelniac oczekiwania jednej tylko grupy tylko zeby zapewnic bezpieczensto i wywazyc prawa i obowiazkich wszystkich uzytkownikow drog.

  42. ~bat
    22 sierpnia 2014 o 02:18

    Na samym poczatku stwierdzasz, ze jakosc drog w pl jest fatalna,
    oraz pozniej, ze przez teren zabudowany jezdziles z predkoscia 60-65, a poza nim 90km/h..
    Ja z koleji staram sie zawsze dostosowywac predkosc do aktualnych warunkow i sytuacji.
    Troche jezdze samochodem, i jak widze ze ktos jedzie prawie taka sama predkoscia na ladnych odcinkach poza terenem zabudowanym, na waskich drogach wymijajac (a raczej ociekajac sie o nich) rowerzystow, i w terenie zabudowanym – to wniosek mam tylko jeden. Faktycznie jestes dupa wolowa. I problem tutaj polega na tym – ze te „dupy wolowe” jak takze siebie nazwales – jada samochodem z tzw.klapkami na oczach, nie patrzac na nic ani na nikogo.

    • ~Ryba
      22 sierpnia 2014 o 08:13

      Przepisy są od przestrzegania. Mam niezłą zabawę z „miszczów” kierownicy, którzy zbierają zawieszenie z gleby prawie na dziurach co to się znienacka pojawiły, bo jeżdżą na pamięć, tudzież na pewnym podwyższonym ostatnio garbie. Albo poza miastem w..przając się w drzewo… Nigdy nie wiesz kiedy Ci zmienią warunki na drodze. I jakoś przez myśl by Ci nie przeszło na lepszych drogach w Szwecji, przekraczać prędkość. Powinni walić takie kary, że z długów przez lata by nie wyszli, toby się Polacy nauczyli. Ja zawsze jeżdżę przepisowo i zawsze zdążam. Trzeba wstać wcześniej, zorganizować sobie czas lepiej, poza tym udowodniono, że oszczędności czasowe „pop…dalaczy” są znikome… Jak widzę tych wyścigowców za pięć ósma rano, to mnie pusty śmiech ogarnia. Nigdy nie zapomnę też, jak jechałam z pewnym trzykrotnym mistrzem polski rajdowym. O 5 km nawet prędkości nie przekraczał. Jechał z luzem i bez spiny i bez wyprzedzania, a jeśli (traktorek) to sprawniutko. Życie jest tylko jedno, to są ułamki sekund by spieprzyć życie sobie lub innym – nie warto, zapewniam… Ale ludziki tak u nas mają, nie myślą, to chyba ich boli. Za to filozofia typu ” ja? Ja nie dam rady?”, albo ” taki dupek mnie wyprzedzać śmie” króluje. Żenada do kwadratu.

      • ~Michał
        22 sierpnia 2014 o 15:45

        Piszesz o jakiejś patologii a nie normalnych kierowcach. Generalnie ludzie zrozumcie – każdy region Polski jest trochę specyficzny. Może jest trochę takich ludzi o których piszesz tam gdzie jeździsz. Ja akurat nie mogę się z tym zgodzić. A co do spectfiki – to akurat np pod Warszawą dojazd rano do pracy ~50 km zajmuje 1.5 godziny. Czy to jest normalne?? Stolica kraju a średnia prędkość wychodzi jaka? Toż to wstyd. Stąd nie dziwi mnie że niektórzy na prostych bezpiecznych odcinkach śmigają szybciej i nie uważam że jazda tyle co na znaku to jedyne sensowne zachowanie, bo oznakowanie jest nieadekwatne do warunków panujących na drodze. A same drogi poprowadzone nielogicznie i nikt nie planuje żadnych usprawnień :(

        • ~M
          22 sierpnia 2014 o 19:54

          Od szybkiego transportu w dużym mieście powinno być metro, kolej, etc. To, że u nas tego nie ma, to wielka szkoda – ale samochodem nie nadrobisz. Zrób eksperyment i przez kilka dni jedź zgodnie z limitem, a przez kilka dni „normalnie” (wg. Ciebie) i zapisz średnie różnice czasowe.
          W moim przypadku spokojna jazda czasami była bardziej opłacalna – wieczorami, bez korków – głównie przez dostosowane w 3miejście świateł do jazdy 60km/h.
          Nie mówiąc o oszczędnościach, o których nikt nie wspomina (o dziwo), ale zostawmy to na inny artykuł ;)

        • ~michal
          17 lipca 2015 o 16:16

          > A co do spectfiki – to akurat np pod Warszawą dojazd rano do pracy
          > ~50 km zajmuje 1.5 godziny. Czy to jest normalne??

          A czy to jest normalne miec 50 km do pracy?

          To, ze jedziedz 1.5h godziny 50 km to raczej wynik tego, ze zbyt duzo ludzie chce przejechac ta trase o tej samej porze a niekoniecznie, ze z droga cos nie tak. Kto ma finansowac budowe drog dla dziesiatkow tysiecy ludzi, ktorzy chca sobie mieszkac na wsi, pracowac w miescie i w komfortowych warunkach szybko przemieszczac sie miedzy „wsia”, a miastem? I po co? Nie lepiej mieszkac blizej pracy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *